Archive for the ‘22 marca 2008 Stal Stalowa Wola - GKS Katowice’ Category
Kolejne zdjęcie obrażeń po “Tarnowie”
niedziela, czerwiec 1st, 2008
Obdukcja pracownika klubu “GKS Katowice”
czwartek, maj 29th, 2008

Wypowiedzi kibica oraz pobitego pracownika klubu GKS Katowice
czwartek, maj 29th, 2008http://lukmal84.wrzuta.pl/audio/iJxs5zyJGt/wypowiedz_kibica — wypowiedź Adama Henkelmana - starszego kibica “GKS Katowice”, wielokrotnego organizatora rodzinnych wyjazdów na mecze.
http://lukmal84.wrzuta.pl/audio/cxCf2To7QR/wypowiedz_organizatora_wyjazdu_kibicow — wypowiedź Dawida Kozubka - pracownika klubu “GKS Katowice”, organizatora wyjazdów, któremu zostało skradzione 4000zł klubowych pieniędzy.
http://lukmal84.wrzuta.pl/audio/hqDCM9HtbQ/wypowiedz_prezesa_sk — wypowiedź Piotra Koszeckiego - prezesa “Stowarzyszenia Kibiców GKS Katowice”.
Rozmowa z Naczelnikiem Sekcji Prewencji w Krakowie
środa, maj 21st, 2008Radio ESKA Tarnów – rozmowa Dariusza Borowiaka z Komisarzem Witoldem Ślęzakiem, Naczelnikiem Sekcji Prewencji Komendy Miejskiej w Tarnowie
Zeznania kierownika pociągu
środa, maj 21st, 2008Wypowiedź Kierownika pociągu z Katowic, który był świadkiem wydarzeń nocy z 22. na 23. marca 2008r.
Relacja Dariusza Borowiaka
środa, maj 21st, 2008RELACJE PISANE
FAKTY ZWIĄZANE Z WYJAZDEM SYMPATYKÓW GKS KATOWICE
NA MECZ DO STALOWEJ WOLI W DNIU 22.03.2008R.
I UCZESTNICTWA W NIM MOJEGO SYNA KORDIANA BOROWIAKA
ORAZ ZDARZENIA POWIĄZANE, KTÓRE NASTĄPIŁY PÓŹNIEJ
Kibice Klubu Sportowego GKS Katowice wyjechali na mecz ze Stalą Stalowa Wola rano
w dniu 22.03.2008r (w Wielką Sobotę) specjalnie podstawionym pociągiem. Kordian Borowiak wyjechał na mecz pod opieką organizatorów wyjazdu. Sam rozmawiałem z nim w przeddzień meczu przez ponad godzinę na temat potencjalnych niebezpieczeństw związanych z tego typu wyjazdami. Rozmawialiśmy też na temat różnych modelów kibicowania, ksenofobii, fanatyzmu, pseudokibiców, bojówek i tym podobnych ważnych spraw do poruszenia z dorastającym człowiekiem. Rozmowa ta była szczególnie ważna ze względu na stan zdrowia Kordiana. Mój syn w sierpniu zeszłego roku przeszedł bardzo poważny wypadek komunikacyjny, którego był ofiarą. Miał dużo szczęścia, że uszedł z życiem. W wyniku uderzenia nadjeżdżającego ulicą podporządkowaną samochodu w wolno jadący motocykl prowadzony przez ojczyma Kordiana, mój syn wyleciał jak z katapulty, „przefrunął” wiele metrów w powietrzu i spadł na chodnik. Policja, która pojawiła się na miejscu wypadku, pytała, czy żyje. W wyniku tego zdarzenia Kordian miał zupełnie zgruchotane prawe udo, nie licząc innych złamań, uszkodzeń stawów i otarć. W środku kości udowej była miazga jako pozostałość kości. Językiem fachowym mówiąc – wieloodłamowe złamanie kości udowej. Pierwsza operacja przeprowadzona w dni wypadku, polegająca na wprowadzeniu w kość drutów Endera, nie udała się. Druga, która miała miejsce 19.10.2007r. trwała ponad 4 godziny i w jej wyniku kość została zespolona drutem śródszpikowym poczwórnie ryglowanym (umocowanym do kości udowej czterema wkrętami, po dwa z każdej strony kości). Lekarze pesymistycznie wypowiadali się na temat możliwości zrostu kości po drugiej operacji (po pierwszej wytworzył się tzw. staw rzekomy, noga nie chciała się zrastać, kość się przekrzywiła), lecz stopniowo, powoli następował zrost. Kordian przez 3 miesiące uczył się w domu – przyjeżdżali do niego nauczyciele. Do początku marca 2008r. chodził o kulach; najpierw dwóch pachowych, potem dwóch łokciowych, by po różnych wariantach zakończyć na jednej łokciowej. W wyniku wszystkich zabiegów kości wprawdzie się zrastała, ale noga została skrócona o 1 cm, staw kolanowy miał poważny przykurcz, staw skokowy odmawiał posłuszeństwa, nastąpiła poważna rotacja nogi w stawie biodrowym. Część z tych dolegliwości została częściowo dopiero zniwelowana. Czekał mojego syna jeszcze, długi, wielomiesięczny okres rehabilitacji, który był i jest niezbędny, by mógł on uzyskać pełną sprawność fizyczną. Nie wspomnę o problemach natury psychologicznej, które w związku z tymi zdarzeniami się pojawiły. Tak więc w związku z takim stanem zdrowia Kordiana przeprowadziłem z nim długą rozmowę przed wyjazdem na mecz. „Tato, przecież mnie znasz, będę się trzymał daleka od wszelkich niebezpiecznych sytuacji, poza tym mam nogę w takim, a nie innym stanie, więc nie ma takiej możliwości, żebym się w coś zaplątał!” – powiedział mój syn. „Uważaj na siebie synku, bo na takich wyjazdach różnie bywa!” – usłyszał ode mnie. „Wiem, będę uważał!” – zapewnił mnie.
Dowody:
- zeznania organizatorów wyjazdu kibiców GKS Katowice,
- zeznania moje i Kordiana,
- zeznania matki Kordiana,
- zapisy lokalizacyjne naszych telefonów komórkowych – rozmawialiśmy w Coffee Heaven w Centrum Handlowym Silesia w Katowicach.
Powrót z meczu (na którym kibice byli przez 20 min ze względu na kłopoty z pociągiem) odbywał się w Stalowej Woli pod eskortą policji, która opóźniała przemarsz grupy ok. 700 osób do pociągu. Niewielkie napięcia pomiędzy eskortującymi a eskortowanymi spowodowały użycie siły ze strony policji (pałki policyjne) i użycie siły ze strony niewielkiej części kibiców (kamienie). Jednakże kibicom zależało na szybkim przedostaniu się do pociągu i zajęciu sobie miejsc (pociąg był przepełniony!), więc ruszyli biegiem w stronę składu przebijając się przez kordon policji. Zajęli miejsca w pociągu i pociąg odjechał. Z relacji kibiców wynika, że zdarzenia w Stalowej Woli miały incydentalny charakter i „nie były niczym wielkim”. Mój syn Kordian Borowiak nie brał żadnego udziału w tych wydarzeniach z użyciem siły w stalowej Woli.
Dowód: relacja świadka, kolegi Kordiana, z którym mój syn wtedy się przemieszczał. Dane osobowe świadka udostępnię, gdy będę miał przekonanie o jego bezpieczeństwie.
Przed stacją w Tarnowie pociąg zatrzymywał się dwukrotnie: w Jarosławiu, gdzie wysiedli kibice z tej miejscowości i w Dębicy, gdzie nastąpił ok. ½ godz. postój. W Dębicy kibice w obecności policji i pracowników służby ochrony kolei udali się do sklepów, by kupić sobie napoje i posiłki, gdyż podróż była długa i męcząca. W tym mieście do podróżujących podeszli również kibice Klubu Wisłok Dębica, którzy przynieśli również napoje i posiłki. Część kibiców zaopatrzyła się tam również w alkohol, głównie piwo, jednak z ich relacji nie wynika, że było go ponad miarę, jak sugerowała policja. W czasie postoju w Dębicy nie doszło ze strony kibiców do żadnych ekscesów, kradzieży, agresywnych okrzyków itp. Wszystko odbyło się w przyjaznej atmosferze.
Dowody: relacje wielu świadków, uczestników wyjazdu. Dane osobowe świadka udostępnię, gdy będę miał przekonanie o jego bezpieczeństwie.
Następną stacją, na której planowo miał zatrzymać się i zatrzymał się pociąg był Tarnów. W Tarnowie tuż po planowym zatrzymaniu się pociągu kilku kibiców postanowiło się przesiąść z jednego składu pociągu do drugiego (pociąg składał się z dwóch składów, pomiędzy którymi nie było przejścia). Jeden z przechodzących został zatrzymany i pobity pałkami przez policję (osoby relacjonujące zdarzenia twierdzą, że za nic). To spowodowało, że z pociągu (przede wszystkim z pierwszego składu) wybiegło ok. 50 – 100 osób (różne relacje podają różną przybliżoną ich liczbę) i zaczęło bić się z policją, którą odparli i wrócili do pociągu. Następnie, gdy pociąg już ruszał, policja zaatakowała odjeżdżające składy przy użyciu kamieni. Policjanci rzucali kamieniami w pociąg wybijając szyby. To spowodowało zaciągniecie hamulca bezpieczeństwa i sprowokowało najbardziej agresywną bójkę. Ok. 50 – 100 osób odparło policję rzucając kamieniami, i napotkanymi na peronie przedmiotami. Peron został częściowo zniszczony, a policjanci odparci do przejścia podziemnego. W starciach policji i kibiców również policjanci rzucali kamieniami, jednak poddali się naporowi grupy kibiców.Wydarzenia powyżej opisane, które rozegrały się na dworcu w Tarnowie mogą się nieznacznie różnić od stanu faktycznego, gdyż zbadanie ich dokładnego przebiegu wymaga uporządkowania materiału z relacji świadków, jednakże ich podstawowy przebieg wiele osób opisuje w podobny sposób.
Dowody:
- relacje wielu świadków, uczestników wyjazdu. Dane osobowe świadków udostępnię, gdy będę miał przekonanie o ich bezpieczeństwie,
- relacje kierownika pociągu z Katowic,
- filmiki nakręcone z wnętrza pociągu przez mojego syna – zarekwirowane przez policję,
- filmiki nakręcone telefonem komórkowym przez innych pasażerów ostatniego wagonu,
- nagrania z monitoringu dworca i nagrania dokonane przez policję – w dyspozycji policji.
W czasie postoju pociągu w Tarnowie mój syn Kordian przez cały czas przebywał w przedziale pociągu. Znajdował się w ostatnim osobowym wagonie pociągu wraz z pięcioma kolegami z Katowic. Towarzysze jego podróży to chłopcy w wieku od 15 do 26 lat, którzy wraz z moim synem drżeli na widok latających kamieni, które były rzucane od czoła pociągu przez część kibiców uczestniczącą w bitwie (jak również policjantów, lecz w drugą stronę). Kordian nawet nie wychylił się przez szybę, czy drzwi pociągu. W czasie zajść nagrał przez szybę dwa filmiki obrazujące te wydarzenia swoim telefonem komórkowym. W czasie bitwy policjanci znajdowali się (gdy nie zostali odparci do przejścia podziemnego) na wysokości ostatniego wagonu i tyłu składu końcowego pociągu, a atakujący kibice nacierali od przodu pociągu.
Dowody:
- relacje (zeznania) pięciu kolegów Kordiana podróżujących z nim pociągiem,
- filmiki nakręcone z wnętrza pociągu przez mojego syna – zarekwirowane przez policję,
- filmiki nakręcone telefonem komórkowym przez innych pasażerów ostatniego wagonu,
- nagrania z monitoringu dworca i nagrania dokonane przez policję – w dyspozycji policji.
Kolejny postój pociągu miał miejsce w Krakowie - Mydlnikach. Pociąg bardzo wolno przejeżdżał przez Karków, w tym czasie policjanci przygotowywali akcję i gromadzili siły; przygotowywali się policjanci z oddziałów prewencji krakowskiej, oddziałów AT oraz dojeżdżali policjanci w Tarnowa. Około godziny 21:15 (wedle jednych źródeł), ok. 21:45 (wedle innych) pociąg wjechał na opustoszałą, ukrytą wśród lasów, na peryferiach miasta stację kolejową w Mydlnikach. Przebywał tam aż do ok. godziny 3:00 Niedzieli Wielkanocnej. Pacyfikacja pociągu z ok. 650 jego pasażerami trwała więc około 5 – 6 godzin. A oto, jak wykorzystywała te Wielkanocne godziny policja. Do wszystkich (lub przeważającej większości) przedziałów wrzucono gaz (łzawiący?, paraliżujący?), którego skutkami działania było duszenie się osób, trudności ze złapaniem oddechu. W czasie użycia gazu policja kazała położyć się wszystkim na podłogę oraz zamknąć wszystkie okna i drzwi tak, by do przedziałów nie mogło przedostać się świeże powietrze. Policjanci również co najmniej w części przedziałów włączyli na maksymalne obroty ogrzewanie pociągu. W efekcie tych działań w przedziałach bez dostępu do świeżego powietrza robiło się gorąco oraz z trudem łapało się oddech. Policjanci przystąpili do bicia i poniżania wszystkich pasażerów pociągu. Tak samo został potraktowany kierownik pociągu z Katowic, który nie miał na sobie kolejowego munduru. Policjanci wyciągali poszczególne osoby z pociągu i katowali je na zewnątrz: bili pałkami, kopali, rzucali o kamienie, bili pięściami, urządzali tzw. „ścieżki zdrowia” (podwójny kordon policji pomiędzy którym przebiegają bite osoby). Wewnątrz i na zewnątrz pociągu policjanci obrażali, wyzywali i lżyli pasażerów pociągu – używali wyjątkowo wulgarnych i obraźliwych słów. Osoby wywlekane z pociągu po ich pobiciu przez policję musiały leżeć za zimnej ziemi i kamieniach twarzą w dół. Policjanci deptali i biegali po leżących na podłodze w pociągu osobach. Jeden z policjantów powiedział do leżącego – „Powiedz, że jesteś kurwą!”. Gdy ten nie chciał tego przyznać, policjant tak długo skakał mu w buciorach po kręgosłupie, aż ten zgodził się z określeniem policjanta, „że jest kurwą”. Policjanci kasowali nagrania z telefonów komórkowych z zajść z Tarnowa, kradli telefony, emblematy kibiców, doszło do kradzieży pieniędzy. Za podniesienie głowy groziła sroga kara fizyczna, otwarcie okna zagrażało pojmaniem osoby, która to zrobiła lub wyciągnięciem jej za zewnątrz na „ścieżkę zdrowia i inne atrakcje”. Jeden z policjantów oddał mocz na leżącą na ziemi osobę. Katowanie, lżenie obrażanie trwało przez cały czas pobytu pociągu w Krakowie – Mydlnikach. Gdy policyjne kamery zostały włączane, „stróże prawa” zachowywali się przyzwoicie. Przez cały czas policjanci wybierali osoby, które ich zdaniem uczestniczyły czynnie w zajściach w Tarnowie. Zatrzymań dokonywano na chybił trafił lub drogą losową. Policjanci niczym się nie krępując rozmawiali ze sobą przez radiotelefony i przekazywali sobie informacje, że należy zatrzymywać osoby krótko obcięte (ścięte na zero lub z krótkimi włosami), ubrane w bluzy z emblematami GKS-u Katowice, wysokie, dobrze zbudowane, w ciemnych spodniach. Ważne było, by zatrzymani spełniali te kryteria, nie było w ogóle istotne, czy byli to uczestnicy zajść w Tarnowie. Bez ogródek policjanci potwierdzali komentując swoje poczynania taki sposób zatrzymywania poszczególnych osób. Na hasło „Pokazać ryje!” dokonywano zatrzymań – „Możesz być ty i ty. Ty i ty, chodź. Ten by pasował”. Cześć policjantów głośno komentując mówiła, że właśnie dokonuje losowania! „Kogoś trzeba przecież zatrzymać. Ktoś to przecież zrobił.” Gdy około 3-ciej w nocy dokonano już zemsty na ok. 650-ciu pasażerach pociągu, (przypomnijmy, że w bójce w Tarnowie uczestniczyło od 50 do 100 osób), gdy pojmano już 39-ciu „najbardziej agresywnych bandytów”, gdy już wszystkich sfotografowano, pociąg ruszył w dalszą drogę do Katowic. W tym czasie część eskortujących kibiców policjantów piła alkohol, który mieli z sobą kibice. Działania powoli wyciszały się (z wielu relacji wynika, że było już względnie spokojnie), ale cześć policjantów jeszcze postanowiła urozmaicić podróż kibicom poprzez wpuszczanie gazu, bicie pałkami, wyzwiska. Na dworcu w Katowicach już w spokoju kibice wyszli z pociągu, a policjanci z Krakowa podeszli do swoich kolegów policjantów z Katowic.
Dowody:
- relacje wielu świadków, uczestników wyjazdu. Dane osobowe świadków udostępnię, gdy będę miał przekonanie o ich bezpieczeństwie,
- relacje kierownika pociągu z Katowic,
- potencjalne relacje pracowników pogotowia ratunkowego, które zostało wezwane do udzielenia pomocy skatowanym,
- zeznania Dariusza Borowiaka piszącego te słowa, który ok. godz. 1:25 w Niedzielę Wielkanocną przedarł się przez kordon policji i był świadkiem części zdarzeń oraz przebywał tam ok. 30 min,
- filmiki nakręcone telefonem pasażerów – większość ich została skasowana przez policję.
W czasie „postoju” w Krakowie - Mydlnikach Kordian Borowiak będąc traktowany jak inni zdołał jednak kontaktować się poprzez SMS-y ze swoją matką – od godz. 23:22 do 23:40 wysłał jej pięć SMS-ów, pierwszy o treści – „Mamo, policja nas trzyma, nie mogę odebrać!”, czwarty następujący – „Każą nam leżeć, prawi się dusimy, jeszcze gaz puszczają” oraz ostatni „Nie wiem! My nic nie zrobiliśmy!”. Zaalarmowany przez moją byłą żonę zatelefonowałem do Kordiana o 23:36. Udało nam się przeprowadzić krótką rozmowę, w zasadzie usłyszałem krótką relację syna – „Tato, jesteśmy gdzieś pod Krakowem, wszyscy leżymy na podłodze, wpuścili gaz, wybierają poszczególne osoby i pałują je na zewnątrz”. Po tych słowach zerwałem się na równe nogi i zacząłem działać. Zatelefonowałem na ogólny alarmowy numer policji, tam podano mi telefon dyżurnego Komendy Wojewódzkiej w Katowicach, z którym rozmawiałem chwilę później, a ten zasugerował telefon do dyżurnego Komendy Wojewódzkiej w Krakowie. Z dyżurnym Komendy Wojewódzkiej w Krakowie – podinspektorem Bogdanem Grupcą rozmawiałem kilkakrotnie w drodze do Krakowa (wcześniej zawiozłem moją byłą żonę pod budynek Komendy Wojewódzkiej i Miejskiej Policji w Katowicach, by złożyła stosowne zawiadomienia i skargi – zrobiła to w Komendzie Miejskiej Policji). Pan podinspektor Grupca potwierdził, że trwa akcja policji pod Krakowem i powiedział, że mam spokojnie czekać do jej zakończenia. Grożąc mu powiadomieniem mediów w czasie kolejnych rozmów udało mi się uzyskać od niego informacje na temat miejsca wydarzenia oraz potwierdzające fakt, że akcja nadal trwa. W efekcie będąc już pod Krakowem zostałem poprowadzony do Mydlnik przez niego, a następnie przez dyżurnego Komendy Miejskiej w Krakowie, który dokładnie wytłumaczył mi trasę. Jednocześnie każdy z nich zapewniał mnie, że nie zostanę wpuszczony na teren akcji. Tuż po 1:00 przedarłem się samochodem przez kordon policji i przejechałem pod tunelem na drugą stronę torowiska, na plac przeładowcy. Wysiadłem z samochodu i po skosie za torami zobaczyłem w pewnym miejscu tylko oświetlony peron za pociągiem. Gdy zakradłem się odrobiną bliżej usłyszałem krzyki bitych osób, przekleństwa policji i pomiędzy wagonami widziałem policjantów bijących pałkami. Po szybkim powrocie do auta przejechałem z powrotem tunelem pod torami, skręciłem w lewo, gdzie stało wiele samochodów policyjnych (głównie furgonetki) i podjechałem tak daleko, jak to było możliwe. Po drodze patrząc w lewo widziałem te same sceny bicia osób, które były poza pociągiem, wokół panował hałas i słychać było krzyki. Kątem oka dostrzegłem, jak jakiś człowiek wypada z drzwi pociągu, za nim wyskoczył policjant w hełmie, reszty zdarzeń związanej tą osobą nie widziałem zasłoniło mi tę scenę ukształtowanie terenu. Zatrzymałem auto i w momencie wyrósł przede mną trochę korpulentny policjant bez munduru – w policyjnym swetrze, o ile dobrze ten strój rozpoznałem. Powiedziałem mu, że przyjechałem tu po syna, a ten na to podnosząc głos, że mój syn jest bandytą. Również podnosząc głos powiedziałem mu, że nie życzę sobie takich wypowiedzi i że ma się liczyć ze słowami. Po krótkiej wymianie zdań spuścił z tonu, więc mogliśmy rozmawiać spokojniej. Po chwili pojawił się drugi policjant w podobnym stroju, szczuplejszy mężczyzna – Pan Dariusz Suwała z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Powiedział mi, że porozmawia ze mną jak ojciec z ojcem, bo jego córka jest również kibicem jakiejś krakowskiej drużyny. Stwierdził jednak, że nie da rady wyłapać mojego syna z tłumu, że mam krzyczeć, to może mnie usłyszy. Uznałem ten pomysł za absurdalny i nieskuteczny, więc Pan Suwała powiedział, że wszystko, co może zrobić, to sprawdzić, czy mój syn nie został zatrzymany. Poprosiłem więc, by to zrobił, a on oddalił się. W tym czasie podszedł do mnie policjant w „stroju szturmowym” z kaskiem na głowie, zapytał, co tu robię. Odparłem, ze będę rozmawiał tylko z dowodzącymi akcją. Wtedy szybko zbliżył się jego chyba bezpośredni przełożony (dowódca liniowy), wielki człowiek ubrany podobnie, ale bez kasku. Próbował mnie zastraszyć oburzając się, że nie chcę z nimi rozmawiać. Odparłem, że zostałem tu skierowany przez dyżurnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, z którym jestem w stałym kontakcie. Wtedy trochę spuścił z tonu, jednak kazał sobie podległemu policjantowi (temu, który próbował ze mną rozmawiać wcześniej) przeszukać mój samochód – bagażnik i w środku. Policjant przeszukał bagażnik mojego auta prosząc mnie, bym przestawił leżące w nim płyny samochodowe itp. przedmioty. Właśnie maił zamiar zabrać się za przeszukiwanie wnętrza samochodu, gdy wrócił Pan Dariusz Suwała, więc policjant odpuścił dalsze przeszukiwanie mojego auta. Pan Dariusz poinformował mnie, że mój syn jest w grupie zatrzymanych najbardziej agresywnych osób i że został już przewieziony do Tarnowa – mam go tam rano szukać w Komendzie Policji. Było to podwójne kłamstwo – po pierwsze Kordian był absolutnie niewinny, po drugie przebywał nadal w Mydlnikach – dwa dni później powiedział mi, że mnie widział i rozpoznał po mojej charakterystycznej czapeczce. Gdybym wiedział, że mój syn jest niedaleko mnie, nigdy bym się stamtąd nie ruszył. Ale nie wiedziałem, a Policja zrobiła mi „wodę z mózgu” – przez dwa dni żyłem z świadomością, że mój syn uczestniczył w zajściach w Tarnowie. Więc jak zbity pies opuściłem Mydlniki wcześniej prosząc Pana Suwałę o nr telefonu do niego – oto on – 012 61 54 405. Zanim jednak to nastąpiło, kiedy rozmawiałem z policjantami, zobaczyłem, jak grupa kibiców z krzykiem wbiega do pociągu, pewnie po „oprawieniu ich” i sfotografowaniu kazano im wejść do wagonu. W czasie moich rozmów z dowodzącymi jakby się znacznie uspokoiło na miejscu, gdy wyjeżdżałem nie widziałem już bicia, krzyki bitych zanikły, panował umiarkowany hałas. Jak wiadomo, byłem niewygodnym świadkiem, trzeba było na jakiś czas zaprzestać katowania. Policjant, który przeszukiwał mój samochód asekurował mnie, gdy wycofywałem autem wśród nierówności terenu. Kiedy przejeżdżałem obok policjantów, których przechytrzyłem wjeżdżając na zamknięty teren akcji, byli wyraźnie wściekli – musiało się im oberwać za to, że mnie nie upilnowali… Wyjeżdżając z bocznej drogi prowadzącej z dworca na drogę asfaltową prowadzącą do centrum Krakowa, zobaczyłem duży policyjny konwój – wiele samochodów z załączonymi kogutami bez sygnałów dźwiękowych. Pomyślałem, że przyjechali po drugą turę zatrzymanych – jakże podążałem błędną ścieżką myślenia… - przyjechano właśnie między innymi po mojego syna.
Dowody:
- Zapis SMS-ów w telefonach komórkowych Ewy Borowiak-Zielińskiej oraz Dariusza Borowiaka,
- Biling z połączeń telefonu komórkowego Dariusza Borowiaka,
- Zapisy lokalizacyjne telefonów komórkowych Dariusza Borowiaka,
- Potencjalne zapisy rozmów w dyspozycji sieci komórkowych,
- Zapisy rozmów Dariusza Borowiaka z policją – 997, dyżurny Komendy Wojewódzkiej w Katowicach, dyżurny Komendy Wojewódzkiej w Krakowie, dyżurny Komendy Miejskiej w Krakowie.
Z relacji Kordiana i jego kolegów jasno wynika, jak wyglądało jego zatrzymanie i „opieka nad nim” w czasie dalszych godzin i dni. Jest jasne, że do zatrzymania mojego syna musiało dojść pomiędzy godziną 23:36, kiedy z nim rozmawiałem przez telefon, a godziną 1:25 (około tej godziny), kiedy to przybyłem do Mydlnik. Prawdopodobnie, analizując ciąg zdarzeń związanych z zatrzymaniem i katowaniem Kordiana należy stwierdzić, że został on zatrzymany bardzo blisko północy. A jak to wyglądało…? Otóż w pewnym momencie do przedziału, w którym był Kordian weszło dwóch policjantów w „mundurach szturmowych”, jeden stanął w drzwiach, a drugi wszedł dalej i stwierdził – „A teraz zrobimy sobie wyliczankę. Raz, dwa, trzy – wychodź ty!” i wskazał na Kordiana. Kordian wstał i wychodząc powiedział, co mu poleciłem w SMS-ie, że ma chorą, ledwo zrośniętą nogę i żeby go po niej nie bili. „To masz pecha” – skwitował to policjant. Gdy tylko zniknął z widoku pozostałych pasażerów przedziału, zaczęto go bić, wyrzucono (wykopano) go wprost na kamienie. Został bity pałkami (również po chorej nodze!!!), kopnięto go pod żebra, dostał uderzenie z pięści w twarz, przechodził „ścieżkę zdrowia”, w czasie której obrywał pałką między innymi po chorej nodze. Gdy kazano mu leżeć na kamieniach twarzą do ziemi, bolała go noga, więc poprosił policjanta, żeby się mógł inaczej położyć. Ten zapytał, która noga go boli. Kordian odparł, że lewa w obawie, że zaraz w nią znów dostanie. Jednak policjant zgodził się na zmianę pozycji i Kordian powiedział, że musi się położyć na chorej nodze, żeby go nie bolała i położył się na zdrowej lewej mając chorą prawą na wierzchu. Leżąc na ziemi zobaczył mnie rozmawiającego przy samochodzie z policjantami, ale nawet nie mógł zawołać, powiedzieć słowa, bo naraził by się na straszliwy „łomot”. Kiedy miał już wchodzić do furgonu policyjnego, który miał go i innych zabrać do Tarnowa, do policjantów, którzy go pilnowali dotarła od dowodzących informacja ode mnie, że ma bardzo chorą nogę i żeby na niego uważali. Wtedy ponownie oberwał pałką policyjną po ledwo zrośniętej nodze z drutem śródszpikowym w kości, jak ją opisałem policji – barbarzyństwa tej nocy były wszak normą, a jak się później okazało Kordian i tak był stosunkowo łagodnie traktowany. Jak więc traktowano innych „bandytów” – w większości Bogu ducha winnych uczniów, maturzystów, studentów, pracowników? Przekręćmy potencjometr na skali okrucieństwa i zemsty, a wtedy zobaczymy obraz tych bestialstw!
Dowody:
- relacje (zeznania) pięciu kolegów Kordiana podróżujących z nim pociągiem,
- zeznania Kordiana Borowiaka – katowanego uczestnika pacyfikacji w Krakowie – Mydlnikach,
- zeznania Dariusza Borowiaka piszącego te słowa, który ok. godz. 1:25 w Niedzielę Wielkanocną przedarł się przez kordon policji i był świadkiem części zdarzeń oraz przebywał tam ok. 30 min,
- filmiki nakręcone telefonem pasażerów – większość ich została skasowana przez policję.
„Radosny” transport „bandytów” do Tarnowa odbywał się w iście oświęcimskim stylu. Chłopcy zostali wrzuceni do furgonów policyjnych, do których wpuszczono gaz, a następnie zamknięto szczelnie okna i drzwi policyjnych aut, by ich pasażerowie mogli się maksymalnie poddusić. Część przed odjazdem była wywleczona do lasu w Mydlinikach i porządnie obita.
Dowody:
- relacje świadków, uczestników „wycieczki” do starego polskiego miasta,
- zeznania Dariusza Borowiaka i Karoliną Kotnarowską – świadków wyprowadzania pobitych zatrzymanych z Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie.
Przesłuchanie w Komendzie Miejskiej Policji w Tarnowie przy ulicy Traugutta 4 odbyło się w iście stalinowskim stylu. Ok. godz. 7:07 w Niedzielę Wielkanocną przyjechałem pod wspomnianą wyżej Komendę wraz z Karoliną Kotnarowską. Pół godziny wcześniej zatelefonował do mnie policjant przesłuchujący Kordiana, by zapytać, czy jestem w Tarnowie. Odparłem, że będę za ½ godziny, a on podał mi adres. Drzwi remontowanego budynku Komendy były zamknięte. Po próbach przedostania się do środka od frontu i z boku, stanęliśmy przed głównym, frontowym wejściem. Po kilku minutach zaczęto wyprowadzać zatrzymanych – skuci, traktowani jak zwierzęta (z wykręconymi rękami) chłopcy zostali wyprowadzani do stojących przy ulicy samochodów. Wyprowadzani byli pobici; na ich twarzach i głowach widoczne były potłuczenia, krwiaki i świeże ślady krwi. Te rany musiały być zadane całkiem niedawno, w wielu miejscach krew jeszcze nie zakrzepła. Niedługo później (5-10 min.) przez drzwi Komendy wyszedł policjant w wieku około trzydziestu kilku lat. Pokazał nam na wyświetlaczu aparatu cyfrowego zdjęcie i zapytał, czy to jest mój syn. Potwierdziłem. Wtedy przekazał mi, że jest zatrzymany i nie ma możliwości, bym go odebrał. Ja stanowczo nalegałem na odebranie syna, więc policjant stwierdził, że mogę skontaktować się z prowadzącym sprawę Komisarzem Januszem Usarzem. Po kilku minutach rozmawiałem z nim przez telefon, a gdy poinformowałem go, że stoję przed drzwiami Komendy, zaprosił mnie do środka. Na drugim (lub pierwszym) piętrze Komendy przez około pół godziny rozmawiałem z Komisarzem Usarzem, w tym czasie Karolina Kotnarowska czekała na korytarzu przy schodach i była świadkiem wyprowadzania kolejnych pobitych osób. Jedna z nich był prowadzona wielokrotnie w górę i dół. W czasie rozmowy z Komisarzem Usarzem próbowałem ustalić, jakie są zarzuty wobec Kordiana i jaki jest jego udział w zdarzeniach z Tarnowa – nie uzyskałem żadnej konkretnej odpowiedzi poza tym, że są na etapie ustalania tego. Na razie nic nie było wiadomo. Stwierdziłem, że dopóki czegoś konkretnego się nie dowiem, nie opuszczę budynku komendy. Pan Janusz stwierdził, że mogę tu pozostać, ale szkoda mojego czasu i tak niczego nie uzyskam. Powołując się więc na stan zdrowia syna, stwierdziłem, że chcę go zobaczyć, chcę zobaczyć w jakim jest stanie. Komisarz na chwilę się zamyślił i zgodził się. Zatelefonował do jakiegoś policjanta i uzgodnił widzenie z synem. Poproszony przez niego policjant zaprowadził nas piętro (lub dwa) wyżej do pokoju, w którym siedział krótko obcięty policjant z czarnymi włosami – chyba jakiś inny Komisarz. Ten wrócił z nami ze dwa pokoje w stronę schodów (które znajdują się na środku Komendy) i tam zobaczyliśmy siedzącego na krześle Kordiana, który był spuchnięty i dokładnie całe ubranie miał brudne, jakby się tarzał, przedzierał przez jakiś wąski przesmyk w jaskini, był w obecności dwóch policjantów; pod oknem siedział ten, który pokazał nam zdjęcie syna przed wejściem do komisariatu, obok niego jakiś inny. Kordian siedział na krześle będąc zwróconym w stronę okna. Siedział przygnębiony ze spuszczona głową. Tuż po wejściu przywitałem się z synem i zapytałem go, czy był bity pałkami w pociągu. Potwierdził mówiąc głośno – tak. Zapytałem więc, czy był bity po wyprowadzeniu go z pociągu. Potwierdził jak za pierwszym razem. W tym momencie Komisarz, który nas przyprowadził do pokoju podszedł do niego i stwierdził – „Ale to było w Krakowie, to byli krakowscy policjanci. My cię tu zupełnie inaczej traktowaliśmy, prawda?” „No, nie powiedział bym.” – odparł mój syn. Powiedziałem, że nawet nie wiem, co mój syn zrobił, że jest tu przetrzymywany. Policjant spod okna odparł wtedy – „No powiedz tacie, co zrobiłeś. Powiedz. Pana syn przyznał się do tego, że rzucił raz kamieniem.” Kordian skwitował to milczeniem. Nie potwierdził, ani nie zaprzeczył. Powiedziałem do syna żeby się trzymał i że będę następnego dnia rano w prokuraturze, gdzie będzie się toczyła dalej sprawa. Pożegnaliśmy się i wyszli z pokoju. Odwiedziłem następnie raz jeszcze Komisarza Usarza, umówiłem się, że będę z nim w kontakcie telefonicznym. Miał mnie informować o rozwoju sytuacji. Podał mi swój nr telefonu – 014 628 19 15. Otrzymałem od niego również dane na temat lokalizacji Prokuratury Rejonowej w Tarnowie, w której nazajutrz maiła się toczyć dalej sprawa – ul. Dąbrowskiego 27, i telefony w to miejsce.Po sprawdzeniu dojazdu do prokuratury odsapnęliśmy trochę w restauracji hotelu na rynku w Tarnowie. Wtedy też zacząłem organizować prawnika dla Kordiana. Trwały w najlepsze Święta Wielkanocne – „doskonały czas” na takie zabiegi, ale udało się dość szybko… Tego dnia jeszcze kilkakrotnie rozmawiałem przez telefon z Komisarzem Januszem Usarzem. Tuż przed wyjazdem z Tarnowa na Śląsk odbyłem jedną z rozmów, ostatnią wieczorem. W czasie ostatniej rozmowy dowiedziałem się, że wszystkim zatrzymanym zostanie postawiony zarzut czynnej napaści na policjanta z art. 223 KK.
Dowody:
- Biling z połączeń telefonu komórkowego Dariusza Borowiaka,
- Zapisy lokalizacyjne telefonów komórkowych Dariusza Borowiaka,
- Zeznania Dariusza Borowiaka i Karoliny Kotnarowskiej,
- Zeznania Kordiana Borowiaka,
- Zeznania pozostałych zatrzymanych osób.
Poniedziałek Wielkanocny – dzień Sprawnego Współdziałania policji, prokuratury i sądu w Tarnowie, zwany również dniem Wielkiej Manipulacji tych trzech instytucji.
Już przed godz. 7:30 czkałem razem z Karoliną Kotnarowską przed wejściem Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie. Gdy tylko przyszedł Komisarz Usarz, wszedłem z nim na krótka rozmowę. Spieszył się, nic nie mógł zrobić, skierował mnie do prokuratury. Uzyskałem od niego nazwiska osób w Prokuraturze Rejonowej, z którymi należało rozmawiać – Prokurator Rejonowej Worosz i Zastępcy Prokurator Rejonowej Potoczek-Bara. Mniej więcej godzinę później powołując się na Komisarza Usarza zostaliśmy wpuszczeni do budynku prokuratury przez Panią Prokurator Worosz. Czekając na Panią prokurator wiedzieliśmy jak poszczególne osoby przygotowują się do pracy i słyszeliśmy słowa wypowiadane przez jedną z pań prokurator – „Pozamykać ich wszystkich bandytów! W święta nie ma czasu, by zajmować się taką sprawą!” Najpierw miała ze mną porozmawiać, potem okazało się, że nie może. Po moim naleganiu, stwierdziła, że mogę do niej przyjść najwcześniej za trzy godziny, a teraz mamy opuścić prokuraturę, bo za chwilę będzie tu zbyt wiele osób. Zeszliśmy piętro niżej i tam przesiedzieliśmy dokładnie trzy godziny. W tym czasie napisałem kilkustronicowy wniosek o nie stosowanie tymczasowego aresztowania ze szczegółowym uzasadnieniem stanu zdrowia Kordiana oraz innych przesłanek. Przez cały dzień byłem w kontakcie telefonicznym z panią prawnik ze Śląska – wiedziałem, jakie mam szanse, co jest możliwe, że warto wziąć miejscowego adwokata, choćby po to by tego dnia mógł reprezentować Kordiana. Po trzech godzinach wróciliśmy na wyższe piętro i uśmiechnięta już Pani Prokurator Worosz skierowała nas do Prokuratora Świerczka, który prowadził sprawę Kordiana. Zachowującemu się jak Absolut Prokuratorowi Świerczkowi złożyliśmy wniosek o nie stosowanie tymczasowego aresztowania wraz z dwoma wypisami ze szpitali, w których syn przeszedł dwie poważne operacje oraz z kserokopiami kart rehabilitacyjnych. Prokurator odłożył dokumenty na bok i powiedział, że mamy już wyjść, bo musi wracać do pracy. Wyszliśmy z pokoju, ale mogliśmy już zostać na piętrze Prokuratury Rejonowej – spotkał nas dość szczególny awans. W jakiej dobrej jednak sytuacji byliśmy – inni rodzice, którzy przyjechali do prokuratorów nie zostali nawet wpuszczeni do przedsionka budynku prokuratury i sadu. Przez większość dnia stali na dworze, dopiero później mogli czekać w przedsionku, pomiędzy jednymi a drugimi drzwiami wejściowymi. Jednak czekając tam przez cały dzień (do ok. 21:30) nie zostali poinformowani o czymkolwiek, co dotyczyło losu ich synów. Gdy Karolina wyszła na miasto zrobić zakupy, zrozpaczeni rodzice pobiegli za nią prosząc o jakiekolwiek informacje. Kiedy wychodziliśmy około 21:30 z budynku sądu i prokuratury, przekazaliśmy wieści o tym, co się tam działo i gdzie są rozwożone zatrzymane osoby. Rodzice przez długi jeszcze czas nie zostali poinformowani dokąd zabrano ich dzieci. Ja miałem to szczęście, że wiedziałem – Kraków, Areszt Śledczy przy ul. Montelupich. Gdyby jednak nie był tuż przy policjancie dzielącym zatrzymanych do poszczególnych więzień, nic bym również nie wiedział…
Co widzieliśmy poza tym w budynku prokuratury i sądu? Same interesujące rzeczy…
Większość zatrzymanych było traktowanych jak poważni przestępcy; stali z rękami skutymi w tyły, przodem do ścian, z głowami przytkniętymi do ich powierzchni. Co niektórzy mieli przywilej siedzenia. Adwokaci, a dwóch ich pojawiło się na miejscu, twierdzili, że „to jest cyrk”. Jeden z adwokatów, który maił znajomości w policji tarnowskiej powiedział nam, że są ogromne naciski policji na prokuraturę, aby wszystkich (36 osób z 39 zatrzymanych poprzedniej nocy, kilka osób zwolniono rano w Poniedziałek Wielkanocny) aresztować. Policja miała odnieść sukces, a poza tym przywódcy policji mieli w tego tytułu otrzymać nagrody finansowe.
Około 17:00 zaczęto przygotowywać sad do posiedzeń. Około 18:00 może później sąd zaczął przesłuchiwać zatrzymanych. Przesłuchania obywały się hurtem, to znaczy przesłuchiwano poszczególne osoby z grup około 8-osobowych, a później ogłaszano postanowienia albo prosząc wszystkich za salę, albo zapraszając jedną osobę po drugiej. Jednakże najciekawsze było zachowanie policji, kiedy osoby już przesłuchane przez sad (działający w czterech składach) oczekiwały na postanowienia policjanci już rozdysponowywali poszczególne osoby do poszczególnych więzień na terenie Polski południowo – wschodniej: Kielc, Nowego Sącza, Tarnowa, Brzeska, Bochni, Wadowic, Krakowa. Jeszcze sad nie wydał postanowień, a policjanci już wiedzieli jakie one będą. Wiedzieli to z całą pewnością! Uzgadniali, kto z jaką eskortą, jakim samochodem, dokąd jedzie zanim zapadły postanowienia. Obrońcy siedzący na korytarzach z niedowierzaniem kiwali głowami.
Karolina rozmawiała z policjantami siedzącymi na korytarzach (którzy ja podrywali) i ci mówili jej wprost, że ktoś bił się z policją w Tarnowie i ktoś musi ponieść karę, a czy to rzeczywiście te same osoby, to już inna sprawa. Mówili oni, że prawdopodobnie większość z zatrzymanych nie jest winna, ale to nic nie zmienia, ktoś musi być ukarany.
Kiedy wynająłem Mecenasa Zbigniewa Szczerbę, przekazałem mu informację, że Kordian rzucił raz kamieniem, bo tak mi powiedziano poprzedniego dnia w Komendzie w Tarnowie. Przed sprawą prawnik podszedł do Kordiana w mojej obecności (sam nie mogłem się do niego zbliżać, ani z nim rozmawiać) i powiedział mu, by powtórzył zeznania i wyraził skruchę, a jednocześnie, by szczegółowo opowiedział o stanie swego zdrowia, czyli o niesprawnej nodze z drutem śródszpikowym w kości udowej i niesprawnych stawach. Kordian skinął głową. Uzgodniłem z Mecenasem Szczerbą, że wejdę z nim na salę sadową, by móc świadczyć o stanie zdrowia mojego syna. I tak też się stało. Weszliśmy razem. Sąd zapytał, kim jestem. Odpowiedziałem, że ojcem zatrzymanego i że wnoszę, aby sąd przesłuchał mnie w charakterze świadka. Sąd powiedział, że nie jest mu to potrzebne. Powtórzyłem, że chcę świadczyć na okoliczność stanu zdrowia mojego syna. Sąd powiedział, że biegły zbadał Kordiana i to nie jest potrzebne i że mam wyjść. Później dowiedziałem się, że biegły chirurg, który badał Kordiana miał wcześniej wyrok uchylony mu przez sąd i pisze opinie, które każe mu napisać prokuratura lub sąd. Wyszedłem z sali sądowej zaznaczając stanowczo, że mam nadzieję, że to postanowienie będzie sprawiedliwe. Czekałem na zewnątrz. Gdy przesłuchanie się skończyło, wyszli adwokat z Kordianem. Podszedłem do mecenasa, by zapytać, jak wyglądało przesłuchanie stron. On na to, że za chwilę się okaże, a teraz mam iść do syna, bo mnie potrzebuje. Podszedłem do Kordiana. Zaczęliśmy rozmawiać, wreszcie swobodnie, choć wokół stali policjanci. Poprosił mnie, bym go przytulił. Popłakałem się, gdy to robiłem, zacząłem mu opowiadać, co robiłem do tej pory, że byłem w Mydlnikach. Powiedział, że mnie widział, że mnie rozpoznał po mojej charakterystycznej czapeczce. I w pewnym momencie powiedział – „Ty wiesz tato, że ja tego nie zrobiłem.” „Jak to nie zrobiłeś???!!!” – zapytałem w pełnej konsternacji. „Ja tego tato nie zrobiłem.” – powtórzył mój syn. „Jak to nie zrobiłeś? Przecież się przyznałeś, że rzuciłeś kamieniem!” – wyrzuciłem z siebie. „Tato, tak mnie katowali w Mydlnikach i na komisariacie w Tarnowie, że wolałem się przyznać, żeby mnie nie zakatowali na śmierć.” – rzekł mój syn, a we mnie wzbierała wściekłość. „Serio, nic nie zrobiłeś?! – zapytałem raz jeszcze. „No nic, serio, naprawdę!” Zacząłem bluzgać na policjantów stojących wokół. Tuż obok stał policjant eskortujący Kordiana, młody, chyba dwudziestoletni chłopak. Jemu obrywało się najczęściej, gdy tylko docierały do mnie słowa opowieści Kordiana, który szczegółowo relacjonował mi zdarzenia począwszy od Mydlnik, skończywszy na dniu dzisiejszym i przeplatał je opowieściami z wcześniejszych etapów wyjazdu, mówiłem do młodego policjanta obok – „Czy Pan to słyszy? Co wy robicie?!” itd. Kordian powiedział mi, że ten młody eskortujący go policjant jest w porządku, że wyjątkowo dobrze go traktował. Przepraszałem go więc za moje wybuchy, ale chwilę później znów wybuchałem słysząc jakąś bulwersującą część opowieści i znów przepraszałem itd. W pewnym momencie zacząłem krzyczeć na stojących obok, w całym korytarzu policjantów – „Jak cokolwiek zrobicie mojemu synowi, zapierdolę was!!!” Chwilę później ich przepraszałem. Kordian mnie uspakajał – „Tato, uspokój się!” „Ale ja tego nie umiem wytrzymać!” – odpowiedziałem. „Jeżeli ja to wytrzymuję i jestem spokojny, to ty też możesz.” – powiedział mój syn – „Za chwilę to ja będę miał przez to problemy”. „Tak masz rację, Kordian, już będę spokojny.” – odrzekłem. Jakiś czas później w czasie widzenia z adwokatem w więzieniu Kordian komentował te chwile tak, ze w tym czasie to jakby on był ojcem, a ja jego synem, którego musiał uspakajać, który nie panował przez tych parę chwil nad swoimi emocjami. Zastanawiam się, który ojciec byłby w stanie poskromić swoje emocje w takiej sytuacji. Ilu zareagowałoby spokojniej, a ilu jeszcze bardziej nerwowo. Gdy przechodził korytarzem prokurator Świerczek, który w czasie przesłuchań przed sądem był bezwzględny i niesprawiedliwy, jak mi powiedział syn, odwróciłem się do niego i powiedziałem – „A z panem jeszcze się spotkam!” „Pan mi grozi?!” – zapytał. Podniosłem jeszcze głos i tak, by wszyscy wokół słyszeli powiedziałem – „Tak, grożę Panu wszelakimi konsekwencjami prawnymi! Jeszcze się spotkamy!” Zanim jeszcze sąd ogłosił postanowienie, podszedł do nas policjant w mundurze galowym i tak jak wcześniej, w odniesieniu do innych zatrzymanych, zapytał – „A dokąd jedzie Borowiak?” Odwróciłem się do niego i z wściekłością zapytałem – „To wy już wydaliście postanowienia?! Już wszystko wiadomo, tak?! Już wszystko wiecie?!” Wtedy wycofał się i stwierdził – „A nie to jeszcze zaczekamy, jeszcze rzeczywiście nie wiadomo”. Wiedząc, że różnie być może powiedziałem Kordianowi, że jeśli teraz zasadzą tymczasowe aresztowanie, to najszybciej za trzy tygodnie go wyciągnę z więzienia, że to wcześniej nie będzie możliwe. Kordian powiedział, że wytrzyma te trzy tygodnie, gdy będzie trzeba. Kiedy pisze te słowa Kordian kończy szósty tydzień odsiadki. Za co? Za nic! Za to, że jechał pociągiem! Za to, że wyjechał na mecz! Dlatego, że policja musi odnieść sukces! Dlatego, że dowódcy policji dostali nagrody finansowe! Dlatego, że nie mogą się wycofać nasi „stróże prawa” i ogłosić światu prawdę, bo wyszłoby na jaw, że dopuścili się przestępstw pod sztandarami prawa!
Kordian powiedział mi wtedy, że 75% osób zatrzymanych jest niewinnych. Są tacy, którzy utrzymują, że ta liczba jest większa i dochodzi do 90%. Nawet gdyby to było 60%, czy to jest dopuszczalne w wolnym, demokratycznym kraju? A należy pamiętać, że przyznanie się do winy w tej sytuacji może jedynie oznaczać, że ktoś chce już wyjść na wolność, bo takie są obietnice lub że ktoś wcześniej nie był w stanie znieść bicia, katowania i zastraszania.
Nakarmiliśmy Kordiana i innych zatrzymanych chłopaków rogalikami i ciastkami, które wcześniej kupiła Karolina, ja wcześniej dowidziałem się z kim mój syn jechał pociągiem i jak do tych osób dotrzeć, pożegnaliśmy się, a ja obiecałem, że poruszę niebo i ziemię, żeby syna jak najszybciej wyciągnąć aresztu. Porozmawiałem jeszcze na odchodnym z prawnikiem, jednym z liniowych dowódców policji, a przy wyjściu z rodzicami, którzy, jak już wcześniej powiedziałem, nie wiedzieli prawie nic o tym wszystkim, co wydarzyło się w budynku, przed którym przez cały dzień koczowali i jaki jest los ich synów. I odjechaliśmy w stronę Katowic.
Dowody:
- Biling z połączeń telefonu komórkowego Dariusza Borowiaka,
- Zapisy lokalizacyjne telefonów komórkowych Dariusza Borowiaka,
- Zeznania Dariusza Borowiaka i Karoliny Kotnarowskiej,
- Zeznania rodziców oczekujących przed budynkiem prokurtury i sądu w Tarnowie,
- Zeznania adwokatów z Tarnowa i adwokata ze Śląska,
- Zeznania Kordiana Borowiaka i pozostałych zatrzymanych osób.
W przygotowaniu dalszy opis wydarzeń w rozbiciu na następujące punkty:
- Jak prokuratura postępowała później?
- Dalsze decyzje sadu – sprawy odwoławcze.
- Postawa mediów.
- Działania osób, które nie godzą się na takie akty niesprawiedliwości i przemocy.
- Jak długo jeszcze nie będzie stanowczych działań w tej sprawie?Działań, które można by określić mianem sprawiedliwych, zgodnych z litera prawa i idących w stronę naprawy krzywd.
A teraz czytelniku tych słów dopuść do siebie, że nic tu nie jest przesadzone, że piszący je jako świadek wielu z tych sytuacji, jak również rozmówca z kronikarską dokładnością starał się oddać zdarzenia jak najwierniej, że przedstawiają one prawdę o niechlubnej historii policji – historii jakże współczesnej. Dopuść do siebie, że to wszystko zdarzyło się między innymi wtedy, gdy Ty jadłeś śniadanie Wielkanocne… I odpowiedź sobie proszę na pytanie – czy masz przyzwolenie na takie zachowania policji, czy uważasz, że można to w jakikolwiek sposób tolerować. Wyobraź sobie ojca, który przez cały Wielkanocny poniedziałek widział, uczestniczył w farsie polskiego wymiaru sprawiedliwości i sankcjonowaniu przestępstw policji, chcąc wszelkimi siłami i sposobami ochronić syna, którego jedyna winą było to, że pojechał kibicować swojej drużynie piłkarskiej. Odpowiedz sobie na pytanie, czy godzisz się na to aby przy społecznym przyzwoleniu nakręcanym przez policję z wykorzystaniem uczucia strachu przez bandytami, można w naszym kraju katować i zamykać niewinne osoby. Bo jeśli mój syn jest bandytą, to ja nim również jestem i ty nim również jesteś. Bo następnym razem, gdy będziesz przechodził koło stadionu lub jeśli cię ktoś tam zaprosi, będziesz mógł zostać pojmany, poniżony, pobity, opluty… Czy zgadzasz się na to? Czy chcesz żyć w takim kraju?
I jeszcze sparafrazowane słowa pewnego prezydenta zza oceanu – „Co Ty zrobiłeś dla swojego kraju, co dla niego zrobisz? Co Ty zrobisz, by jak najszybciej naprawić tę niesprawiedliwość? Co Ty zrobisz, by już więcej do niej nie miało szansy dojść…?
Zebrał, opisał i komentarzem opatrzył: Dariusz Borowiak
Oświadczenie Stowarzyszenia Kibiców “SK1964″
środa, maj 21st, 2008OŚWIADCZENIE STOWARZYSZNIA KIBICÓW GKS-U KATOWICE „SK1964” DOTYCZĄCE WYDARZEŃ Z TARNOWA I KRAKOWA W DNIACH 22 I 23 MARCA
Stowarzyszenie Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964”, reprezentujące wszystkich kibiców naszego klubu, pragnie ustosunkować się do pojawiającej się w mediach informacji na temat wydarzeń z dni 22 i 23 marca.
Z relacji przedstawianej w środkach masowego przekazu możemy dowiedzieć się, iż zatrzymano 39 kibiców, którzy w dniu 22.03.2008 na dworcu kolejowym w Tarnowie zaatakowali policję „ochraniającą pociąg”.
Niestety nie poinformowano o przyczynie, która wywołała ten atak. Kibic naszego klubu został brutalnie poturbowany przez funkcjonariuszy prawa, gdy przechodził z jednego wagonu do drugiego. Ta policyjna prowokacja wywołała opisane w mediach wydarzenie.
Jako Stowarzyszenie Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” ubolewamy nad rozwojem wypadków oraz zdecydowanie potępiamy akty wandalizmu i chuligaństwa. Należy, jednak zadać sobie pytanie: „Czy policja, mieniąca się stróżami prawa, swoim zachowaniem nie spowodowała całego zajścia?”. Duża cześć winy za zaistniałe wydarzenia leży po stronie funkcjonariuszy. Prawdę tą media umyślnie (?) starały się przemilczeć.
Z wielkim zdziwieniem odebraliśmy także brak informacji w relacjach mediów, jak wyglądało zatrzymanie podejrzanych kibiców.
Pociąg został zatrzymany na stacji Kraków – Mydlinki. Tam na kibiców GKS-u Katowice czekały już wzmożone oddziały prewencji. Policjanci używając gumowych pałek oraz gazu wdarli się do wynajętego przez nas pociągu i sterroryzowali wszystkich fanów każąc im się kłaść na ziemię w wąskich przedziałach. Temu rozkazowi towarzyszyły liczne ciosy pałką, gazowanie, kopanie, uderzenia pięścią oraz słowne obrażanie. Następnie kilku zamaskowanych policjantów weszło do każdego przedziału i wybierało osoby, które rzekomo uczestniczyły w zajściach w Tarnowie. Wskazani byli wywlekani z pociągu i następnie katowani gumowymi pałkami po całym ciele. Wszyscy oni zostali następnie przewiezieni do komendy w Tarnowie.
Po dłuższym czasie mundurowi zaczęli wyciągać kibiców - grupami - po kilkanaście osób, na całkowicie ciemny peron (oświetlone było jedynie miejsce gdzie robiono zdjęcia). Zdecydowana większość sympatyków naszego klubu (zaraz po spisaniu danych) została siłą zmuszona do położenia się w ciemnym miejscu na peronie, gdzie dochodziło do iście dantejskich scen: uderzanie, poniżanie, skakanie po plecach czy plucie to tylko wybrane metody “rozrywki”, którą zafundowali sobie młodzi stróże prawa z krakowskiej oraz tarnowskiej policji. Najbardziej dziwi fakt, że wszystko działo się za przyzwoleniem wysokich rangą funkcjonariuszy, oraz policjantów nieumundurowanych, którzy legitymowali kibiców. Na zakończenie ponownie wszyscy dostawali ciosy gumowymi pałkami, a następnie zostali wpędzeni z powrotem do pociągu. Wcześniej wszystkie przedziały zostały przeszukane przez policję (przy okazji przeszukania funkcjonariusze kradli szaliki, czapki oraz pieniądze kibicom) oraz zagazowane. Oczywiście dalej wszyscy zmuszeni byli leżeć na podłodze.
Ogólnie ponad sześciuset kibiców GKS-u Katowice spędziło pięć godzin leżąc na ziemi. Byli bici, poniżani, okradani oraz gazowani. Katowano wszystkich, bez żadnych wyjątków. Jeden z kibiców otrzymał ponad 20 uderzeń pałką w górne partie ciała, i od tragedii uratował go jedynie fakt, iż pałka w pewnym momencie najzwyczajniej się złamała. Kilka chwil później funkcjonariusz, który dokonał tego samosądu ukradł pieniądze z portfela na oczach kilkudziesięciu osób będących w tym samym wagonie. Policyjną pałką dostała nawet jedna z dziewczyn jadących na mecz. Wśród katowanych kibiców była osoba mająca astmę, która inhalatora mogła użyć dopiero po dłuższym czasie. Również kilka innych osób, cierpiących na różne choroby, przez bierność policjantów było narażonych na utratę zdrowia i życia. Bezpodstawnie zatrzymano młodego kibica, którego dręczono psychicznie. Jeden z organizatorów wyjazdu i pracowników klubu GKS Katowice, który wyszedł porozmawiać z policją został brutalnie pobity oraz okradziony z pieniędzy wyjazdowych – 4 tys. złotych. Kilkadziesiąt osób zostało pozbawionych wolności na okres 48 godzin i spędziło święta wielkanocne na komendzie. Trzydziestu zostanie w areszcie przez najbliższe trzy miesiące. Oprócz zeznań policjantów nie ma żadnych innych dowodów.
Z godziny na godzinę otrzymujemy coraz bardziej niepokojące informacje dotyczące zatrzymanych kibiców. Rodziny podejrzanych po wczorajszej wizycie w tarnowskiej prokuraturze nie mają wątpliwości, ze ich bliscy byli w areszcie dotkliwie pobici. Niektórym z nich zabrano ubrania oraz wyłączono ogrzewanie w celach. Adwokaci podejrzanych podkreślają skandaliczne zachowanie zarówno policji, jak i pracy tarnowskiego sadu. Absurdem najwyższego stopnia jest niechęć poinformowania rodzin podejrzanych o aktualnym miejscu przebywania ich bliskich - zostali oni rozwiezieni po aresztach w całym województwie małopolskim.
Zastanawiający jest fakt, iż równo z pojawieniem się oddziałów policji na dworcu kolejowym w Tarnowie pojawiła się także ekipa telewizyjna, natomiast podczas „pacyfikacji” pociągu telewizja nie dojechała, mając na to, co najmniej dwa razy więcej czasu. Zbieg okoliczności? Czy może policja nie zgodziła się na obecność kamer, które mogłyby przeszkodzić w radosnym katowaniu kibiców? A może to telewizja nie chciała pokazać prawdy?
Polskie prawo cechuje między innymi zasada domniemania niewinności. Jak ona ma się do wydarzeń z Krakowa i Tarnowa? „Sprawiedliwość” wymierzono siłą, bez dowodów i procesu, kierując się nienawiścią do kibiców. Jak dużo jeszcze czasu musi upłynąć, nim policja oprócz zmiany nazwy z milicji, zmieni także swoje postępowanie i sposób podejścia do obywateli?
Stowarzyszenie Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” rozważa wniesienie sprawy o pobicie do prokuratury. Wszyscy skatowani kibice poddali się obdukcji lekarskiej. Jesteśmy także w posiadaniu filmów, kręconych aparatami komórkowymi, a wskazujących na winę funkcjonariuszy. Głęboko wierzymy, iż policjanci, którzy dopuścili się powyższych przestępstw zostaną ukarani.
Pragniemy także przypomnieć, iż kibice organizują wiele akcji charytatywnych oraz pozytywnie promują klub GKS Katowice. Ubolewamy nad wydarzeniami z tych dwóch dni, mając nadzieję, iż nie będziemy kojarzeni, jako chuligani tylko jak kibice działający pozytywnie na rożnych płaszczyznach życia społecznego.
Stowarzyszenie Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964”
Relacje kibiców GKS Katowice
wtorek, maj 20th, 2008Popcorn:
“O wydarzeniach w Tarnowie się nie wypowiadam bo widziałem tam niewiele. Wspomnieć mogę tylko o odważnym stróżu prawa, który zwrócił moją uwagę uderzając kilkukrotnie pałka w szybę, przy której siedziałem. Szyba wytrzymała. Inni nie mieli tyle szczęścia…
Wjeżdżając na stację w Krakowie widać było, że coś się święci. Gdy pociąg się zatrzymał wbiegło do niego kilku uzbrojonych po zęby mili… policjantów. Na pierwszy ogień poszli stojący na drodze w przejściu ludzie, dla których brakowało miejsca w przedziale. Funkcjonariusze szybko im to miejsce znaleźli. Każdy został potraktowany pałką i rzucony na podłogę. Reszta ludzi szybko została uświadomiona, że mają zająć miejsce leżące z głową w skierowaną w dół. Nie piszę już o prymitywnych hasłach, o których wspominali moi poprzednicy, a które towarzyszyły nam przez kilka godzin. Nie będę też ubliżał ani szydził z naszych oprawców. Podejrzewam, że mieli polecenie żeby nas obrażać i prowokować, a może po prostu sprawiało im to przyjemność? W każdym bądź razie pokazali tylko swój poziom, a jako że stereotypów jak pisałem wcześniej nie lubię, nie będę wspominał o opinii jaka krąży o ogólnym poziomie ich inteligencji.
Zajmowałem miejsce niedaleko drzwi wejściowych do przedziału. Leżąc na podłodze wydawało mi się, że poczułem wibrowanie telefonu. Odruchowo chwyciłem za kieszeń. Skończyło się to dla mnie potarganą bluzą, ciosem w plecy i przeciągnięciem po podłodze już pod samo wejście do przedziału. Jako, że telefon wypadł mi z kieszeni, wzbudził on zainteresowanie pilnującego mnie „strażnika”. Został on przeszukany w poszukiwaniu jakiegokolwiek nagrania z dotychczasowej „akcji”. Przy okazji przejrzano moją prywatna korespondencję i filmiki co spowodowało ogólną radość w szeregach stojących nade mną panów. Po zabawie moim telefonem „odłożyli” go przy okazji uszkadzając. Później za każdym razem gdy w przedziale pojawiał się nowy funkcjonariusz pierwsze pytał innych o ten telefon, który leży na widoku. Zawsze mówili, że już sprawdzony. Wydaje się więc, że priorytetowym zadaniem było zabezpieczenie tego, aby nikt nie miał dowodów potwierdzających zachowanie interweniujących policjantów.
Potem zaczęło się wyciąganie ludzi. Łapanka… Głównym wyznacznikiem i świadectwem winy była szara bluza. Pech chciał, że w taką samą bluzę było ubranych ze 150 osób. No to odbyło się swego rodzaju losowanie. Wyciągano kolejno ludzi z przedziału. Niektórzy po kilku ciosach pałką wracali i zostali wrzucani (dosłownie) do wagonu. Jako, że leżałem na przedzie, większość lądowała na mnie. Gdy zebrały się już ze 4 osoby nie mogłem oddychać. Nie pozwolono im się przesunąć. Ktoś z tyłu się za mną wstawił to został postraszony. Miał obiecane, że jeszcze raz, to oprawca się do niego przejdzie wykorzystując jako chodnik ludzi stłoczonych na podłodze. Gdy funkcjonariusze widzieli, że coraz słabiej się czuje stwierdzili, że to wina moich kolegów, którzy specjalnie na mnie leżą. Uznali to za doskonały żart… Później, chcąc się chyba upewnić czy nic mi nie jest, jakiś odważny mężczyzna wylał mi butelkę wodny na głowę. Spojrzałem na niego za co została mi wymierzona kara – jeden kop w głowę i kilkukrotne przytrzymywanie jej butem w kałuży. Później wolałem już nie patrzeć w ich kierunku. Skupiłem się na słuchaniu. Pojawił się temat wyłowionego z tłumu 13 letniego kibica. Został on skutecznie zastraszony. Co warto zauważyć znalazło się ze dwóch policjantów z tych troszkę normalniejszych, u których jakieś odruchy ludzkie się pojawiły. Mówili żeby reszta dała spokój, że to jeszcze dziecko. Niestety nie mieli siły przebicia… Jako opiekun tego małolata przedstawił się inny z kibiców, który zarazem jest pracownikiem klubu, a tego dnia był też jednym z organizatorów wyjazdu. Gdy oprawcy się o tym dowiedzieli postanowili, że dołączy do tych katowanych na zewnątrz za „imprezę” jaką zorganizował.
Potem nastała kolej na mój przedział… Pociąg podjechał kilka metrów tak żeby nasze wyjście znalazło się w odpowiednim miejscu. Wtedy rozległy się krzyki, byliśmy targani z podłogi i ciosami pałek i kończyn oprawców poganiani w kierunku wyjścia. Każdy` zanim przebył te kilka metrów zdążył się ze dwa razy wywrócić w czym dobitnie nam pomagano. W moim przypadku upadek nastąpił w złym momencie gdy akurat „wychodziłem” wagonu. Spowodowało to, że każdy kolejny „współwięzień” lądował na moich plecach. Gdy już wszyscy znajdowali się twarzą przy betonie (oczywiście wcześniej spryskanym gazem) dzielni policjanci przebiegli się po naszych plecach. Następnie każdy został przeszukany i z szyderczym uśmiechem sfilmowany. Usadzono nas na kamieniach. Kto siedział zbyt daleko, zbyt krzywo lub zbyt prosto został potraktowany karnym kopnięciem lub ciosem pałką. Gdy tak zebrała się już nas grupka zostajemy spędzeni do ponownie do przedziału. Czekają tu na nas panowie w czerni stojący na siedzeniach. Każdy z nich zadał tyle ciosów ile mu się udało. Lądujemy na sobie, słychać krzyki i jęki z bólu, a na dodatek po raz kolejny urządzono sobie z nas dywan prowadzący do wyjścia. Nie można się poruszyć o innych czynnościach nie wspominając. Z zewnątrz co jakiś czas dochodzą do nas odgłosy katowania następnych przedziałów, ale to nic przy dźwiękach towarzyszących znęcaniu się nad „wylosowanymi”. W międzyczasie, gdy zajęci byliśmy czynnościami na zewnątrz, funkcjonariusze zdążyli okraść nasze plecaki. Po kilku chwilach sytuacja zrobiła się trochę luźniejsza i można nawet było podnieść głowę z podłogi… Dalej jednak panowie policjanci umilali nam pobyt systematycznie gazując nasz przedział. Sprawiało im to nie lada frajdę. Apogeum ich zabawy nastało gdy udało się im zagazować kogoś w ubikacji. Sytuacja ta była dla nich prześmieszna. Nam, jak podczas całego dnia, jakoś do śmiechu nie było…”
Coyocik:
“Jestem 24 letnim kibicem GieKSy, studentem. Mieszkam obecnie od 4 lat poza granicami Katowic (w mieście w którym obecnie studiuję), więc na mecze GKS-u nie mam zazwyczaj możliwości chodzić, a tym bardziej jeździć na “wyjazdy”. Okres świąteczny, jest tym pięknym okresem, że każdy ma możliwość powrotu po długiej nieobecności do domu, do swojego miasta, do spotkań z przyjaciółmi, kolegami. Po zaproszeniu moich 2 kolegów na mecz wyjazdowy, postanowiłem skorzystać z okazji i poprosiłem kolegów aby mnie zapisali . 50zł, trochę dużo jak na studencką kieszeń, ale co tam. Może długo taka okazja się nie trafi, a wyjazd będzie okazją do dopingowania ukochanej drużyny, porozmawiania i powspominania starych licealnych czasów - pomyślałem. Przejazd do Stalowej Woli mijał wesoło, w atmosferze zabawy, świętowania i braterstwa. Poznałem wielu ciekawych ludzi, nie jak piszą w prasie, że hołota, chuligani i jacyś tam. Wszyscy razem zjednoczeni ideą dopingowania naszej drużyny, dotarliśmy na miejsce niestety z opóźnieniem, nieważne, mi i tak się podobało. Przegrana naszej drużyny też nie popsuła mi humoru, taka jest piłka… Wybraliśmy się w podróż powrotną… Na stacji w Tarnowie, z przyczyn mi nieznanych doszło do zadymy z policją. Czemu? Po co? Nie wiem, jak wyjrzałem z okna wagonu, grupa 15-20 chuliganów, obrzucała opancerzoną policję prewencyjną kamieniami pobranymi z torów. Nie popieram, chuligaństwo powinno być tępione no ale trudno, zawsze znajdzie się tych paru chętnych do zadymy, szkoda, psują oni wizerunek klubu i prawdziwych kibiców. Czegoś takiego “na żywo” jeszcze nie widziałem, popatrzyłem chwilę na cała akcję, po czym wszyscy z przedziału w tym i ja to “olali” i usiedli na swoich miejscach. Całe zajście nie trwało dłużej niż 5min. jak mi się wydaje. Pociąg ruszył w kierunku Katowic, co bardziej zmęczeni podróżą spali inni rozmawiali, sielanka. Mijamy znak Mydlniki, jakieś nie wiadomo co, ciemno, o stacji nigdy nie słyszałem… Pociąg się zatrzymuje a między przedziały wpada uzbrojona prewencja, pałując pechowców którzy mieli okazje tam stać i wpychając ich do przedziałów. Padały przy tym hasła typu “wypierdalać kurwy”, “wydupiać do przedziału” itd. Paru nieszczęśników od razu zostało wywleczonych na zewnątrz pociągu, bitych i wyzywanych. Wszyscy przestraszeni, nie wiedzą o co chodzi, wtedy wpada do przedziału dwóch policjantów i pałując, wyzywając, każą nam złazić z miejsc siedzących na podłogę. “Na glebę świnie!”, “Spierdalaj na ziemie, albo wpierdol!” itd. itp. W przedziale w tym czasie było dość dużo ludzi, ale wszyscy jak robaki mieli się tłoczyć na ziemi. Niemożliwe stało się możliwe, jak policjanci wpadli ponownie i tego kto nie siedział zdzielili pałą i zagrozili “wpierdolem” na zewnątrz pociągu. Z przedziału obok, przez cały czas słyszałem jęki, krzyki ofiar gazu wrzuconego do środka. Ludzie jak sądzę nie czuli się dobrze, wymiotowali, nie mogli oddychać, do tego zgnieceni na ziemi, nie mieli możliwości ruchu, ich sytuacja była gorsza od naszej, ponieważ nam panowie policjanci nie wrzucili gazu do środka. Przez cały czas zastanawiałem się kiedy policja wpadnie na ten pomysł, gazu na szczęście nie miałem okazji wdychać. Miałem wygodne miejsce przy oknie, ale zamieniłem je wedle rozkazu na jakieś 40cm x 40cm pod oknem, spędzając ponad 4 godziny z głową opartą o śmietnik. Komenda: “mordy w dół albo wpierdol” dała mi jednoznacznie do zrozumienia, że głowy lepiej nie podnosić. Siedząc tak zmiażdżony, słyszałem jęki ludzi wywleczonych na zewnątrz i katowanych przez policję. Odgłos policyjnych pałek tłuczących ludzkie ciało, na dobre zapadł mi w pamięci. Zastanawiałem się kiedy na mnie przyjdzie pora. I teraz najlepsze… Do przedziału wpada gość ubrany jak antyterrorysta i DEPCZĄC PO LUDZIACH KULĄCYCH SIĘ NA PODŁODZE mówi: „Wszyscy podnieść ryje”. Przyglądał się chwilę po czym pokazał palcem na 2 albo 3 osoby i powiedział (to chyba ulubione słowo krakowskiej policji) „wypierdalać”… Antyterrorysta który nas sterroryzował ważył swoje, współczułem chłopakom po których stąpały jego wielkie buciory, dla niego nie było różnicy czy to głowa, ręka, noga czy palec… Telefonu komórkowego nie można było używać gdyż groziło to „wpierdolem”- policjanci wyraźnie to zaznaczyli pałkami i obelgami. Jakiemuś chłopakowi z mojego przedziału zrobiło się niedobrze, nic dziwnego w przedziale okna były zamknięte, wszyscy bali się wstać aby je otworzyć bo „wpierdol”, nie można było się napić, iść do WC. Jego kolega postanowił zapytać o to policjanta z przedziału, ten na widok jednej, podniesionej głowy otworzył drzwi i zapytał w stylu: „chcesz wpierdol?, ryj w dół!”. Na to chłopak: „Ale koledze jest niedobrze, czy może wyjść do toalety?”, drzwi zostały zamknięte, a chłopak więcej nie zadawał pytań… Gdy w podudziach ustało krążenie, a z braku wody i zaduchu i mi zrobiło się niedobrze, zacząłem się zastanawiać ile to jeszcze potrwa i czy zdarzę do domu na śniadanie wielkanocne. Mijały godziny, policja od czasu do czasu otwierała drzwi do naszego przedziału umilając nam pobyt w Krakowie tekstami typu: „Ale śmierdzicie”, „Tam na was czeka 100 policjantów z pałkami…”, „Chcecie jeszcze porzucać w policjantów kamieniami?”, „Świnie! Mordy w dół i na glebie!”. Miejscowa prewencja musiała się całkiem dobrze przy tym wszystkim bawić, ponieważ często żartowali między sobą, śmiali się. Pociąg powoli przesuwał się wagon po wagonie do miejsca rozładunku nas kibiców. Pały w górę, tarcze w dłoń i komenda „wypierdalać na zewnątrz!” uzmysłowiła mi że czas już skończyć z trzymaniem „ryja w dół” i siedzenia „na glebie” i pora opuścić przedział i wyjść na zewnątrz. Wszyscy poderwali się w górę i niczym bydło wypędzane na pastwisko pod gradobiciem pałek wysypaliśmy się na coś w stylu peronu. Wszystkim nam od razu kazano położyć się wzdłuż wagonu, jeden przy drugim, na ziemi. Reflektory które w naszą stronę zostały ustawione, sprytnie przyćmiewały nam widok całej okolicy, oślepiając nas jasnym światłem. Kazano nam usiąść, policjant po cywilu przeszedł się wzdłuż przyglądając się krótko każdemu. Kazał wstać mojemu koledze, oglądając go uważnie ze wszystkich stron, ale stwierdził na szczęście, że chyba nie o niego mu chodziło. Następnie, każdemu zrobiono zdjęcie, z dowodem tożsamości pod twarzą i kazano przejść dalej. Szereg uśmiechniętych po kaski policjantów, aby kibice szybciej się przemieszczali, pałowali i wyzywali. Gdy usiadłem w wyznaczonym miejscu na ostrych kamieniach i dołączyłem do reszty kibiców z mojego wagonu zacząłem się nieco przyglądać policjantom nas otaczającym. Usłyszałem, standardowe: „Morda w dół, wpierdol nie chcesz?!”. Gdy wszyscy przeszli ten etap, padła komenda „Spierdalać do pociągu”, jeden po drugim wbiegliśmy do naszego wagonu, oczywiście co wolniejsi zbierając pałą. Po powrocie okazało się że nasze plecaki zostały przeszukane a rzeczy trochę porozrzucane po przedziale. Proces ten odbywał się chyba z większością wagonów i z tego co wiem to zostaliśmy dość łagodnie potraktowani. Dalsza droga pod opieką panów w kaskach upłynęła spokojnie do samych Katowic, chociaż przez 2/3 reszty trasy nadal musieliśmy się gnieść na ziemi. Wychodząc do toalety, uprzednio pytając oczywiście o pozwolenie, policjanci zapytali mnie „Podobał Ci się wyjazd?”… “
SM1964:
“Kraków-Mydlinki. Około 22. Pociąg hamuje. Przez drziwi do pociągu wbiega około 9 sztuk zamaskowanych, odzianych w przyłbice i ochraniacze na każdą część ciała postaci z wymierzonymi w nasze głowy (!) shotgunami. Znajdujemy się przedziale bagażowym, na oko grubo ponad 20 osób, w większości siedzących na ziemi i kilku siedzeniach. “Gleba skurwysyny, na ziemie! Już!” pada z ust ubranego nieco inaczej mężyczyzny niż reszta włamująca się do naszego przedziału (włamująca! - za pociąg zapłaciliśmy ze swojej kieszeni, był przeznaczony wyłącznie dla nas!). Jeden z nas, przy tuszy mając problem z położeniem się gdziekolwiek (ciężko o jakiekolwiek miejsce) przy potoku obelżywych słów i ostrzeżeń o tym, co może się stać z jego zdrowiem jesli tego nie zrobi dostaje po twarzy kilkarotnie od szefa grupy przebiegającego swoimi kilkukilogramowymi butami po reszcie osób znajdujących na trasie prowadzącej od ofiary. To samo dzieje się z drugą osobą… “Popierdoliło wam się w głowach?! Skurwysyny! Na ziemię! Nie oddychać! Ani słowa!”. Leżymy na ziemi jeden na drugim. Bluzgani i obrażani od samego początku. Za nawet próbe uniesienia głowy obrywa nam się bardzo wyszukanymi wulgaryzmami skierowanymi w naszą stronę, a nawet naszych matek. Opanowali sytuację.Kilku bohaterów stoi w przejsciu i patrzy na nas z uśmiechem na twarzy cały czas obrażajac nas i szydząc, grożąc że wpuszczą gaz łzawiący uderzając wesoło kolbą strzelby w podłogę pociągu. “Chodź, kopnij sobie!” wołają do kolegów po fachu znajdujących się na zewnątrz pociągu. “No chodź” - ponagla kolejny… Byli jednak zajęci pacyfikowaniem innych przedziałów. Leżymy jeden na drugim dobre kilkanaście minut w zupełnej ciszy. Przez radio dochodzi wiadomość, że ‘Rysiu’ jest potrzebny w jakimśtam przedziale. Wywołuje to natychmiastową euforię wśród pilnujących nas - “Turbo”, “Dziadek”, “Zając” i reszta. Z prychologicznego portretu ‘Rysia’ podanego przez postaci ubranych na czarno wynika, że słynie z sadyzmu i bardzo im się to podoba, wpadają na pomysł, żeby ‘zaprosić’ go do naszego przedziału, ten jednek miał misję do wykonania w innym miejscu. Nasi stróże prawa wypełniający swój obowiązek wobec spoleczeństwa zaczynają między sobą rozmowy, które prowadzone są na tyle głośno, byśmy dobrze mogli słyszeć. “Dla nich powinno się stworzyć obóz… Coś jak KL Auschwitz. Przydałby się taki dr Mengele” mówi z pewnością siebie jeden z nich, reszta kwituje to aprobatą dla pomyslodawcy, prawdopodobnie najbardziej wyksztalconego z całej tej wesołej gromadki, widać, że szkoła średnia przynajmniej ‘liźnięta’. “Wagon, komora. Wagon, komora. Wagon, komora. Wagon do komory” - dodaje drugi. “Co to za kibice?” “GKS Katowice” -odpowiada inny. “Kurwy ladacznice” -dodaje inny w akompaniamencie śmiechu. Z dalszej rozmowy wynika, że ososbnik ten cieszy się pseudonimem ‘Matka’i ma już pewne doświadzcenie w obijaniu ludzi, więc kontynuuje swoje wywody z prawdopodobnie ‘świeżakiem’ wspominając donośnym głosem swoje bohaterskie wyczyny. “Kurwa, jak jechali na Górnik - Wisła to wchodzimy do przedziału, a tam taki misiek idzie… No to my mu gazem łzawiacym w twarz i we trzech go na buty na ziemi. Hehe. Do nieprzytomności! A taki był cwaniak!”. Znów nastepuje ogólne zadowolenie z opowieści i potwierdzenia kilku, ktorzy byli obecni przy tej sytuacji. Oczywiście cały czas groźby, wpuszczanie niewielkich ilości gazu (sporo razy), wyzwiska, porównywanie do zwierząt itd… Tak mija nam około dwóch godzin, w ciszy i wspomnieniach bohaterskich wyczynów pseudostróżów prawa. Raz po raz odzywają się telefony naszych matek, bo przewidywany czas powrotu dawno minął, ale każą nam wylączać telefony, zakazują odbierania. Korzystania z toalety też. “Nie bądźmy tacy humanitarni, to zwierzęta”. Wchodzi inny policjant, patrzy po twarzach. Nie rozpoznaje nikogo, kto bral udział w starciach w Tarnowie. Celem numer jeden więc staje się osoba, która wykazała się brakiem subordynacji, gdy kazano padać na twarz po raz pierwszy. ‘Ten!’ wskazuje palcem, każą mu podejść. Biorą za fraki, pałują w przejściu w 4-5 osób aż wypada z pociągu (nie schodzi! WYPADA!). ‘Ten, w futrem na kapturze’ - wskazuje kolejną osobę, ktora siedziala obok niego… “Zwierzęta futerkowe, pod pałkę, hehe” Znów pobicie pałkami i wyprowadzenie z pociągu…
‘Ten’ -kolejny razy wysunięty palec wskazujący, kolejna przypadkowa osoba. Ale przecież miała szalik owinięty wysoko wokół szyi, a pan policjant przecież był w stanie poznać wszytskie osoby uczestniczące w zajściach, mimo iż była noc….Nie miał żadnych wątpliwości. Pałowanie, obrażanie, wyjazd z pociagu. W polu widzenia za szybą widać dach podjeżdżającej karetki. Sanitariusze wchodzą do przedziału obok. Za chwilę pojawiają się znów i wychodzą z noszami. Na noszach leży jeden z kibiców. “Bierzemy kogos jeszcze?” “Możemy”. Wchodzą. Słowa skierowane do pierwszego lepszego - “Ty, odwróc się… Może być”. Znów ta sama procedura - pałka, wyjazd z pociagu. Osoba ‘zawinięta’ przesiedziała całą drogę nie wychylając nosa z pociągu ani na moment. Czwarta przypadkwoa osoba! Prasa donosi o 39 zatrzymanych, widać chciano dobić do 40, ale w szkole policyjnej nacisk kładziony na matematykę widać nie jest tak wielki jak na kopanie leżącego w trzy osoby. Pada komenda, by przeszukać nasze plecaki. Każą dawać wszytskie, jako że po leżące u góry na miejscach dla bagaży muszą siegać sami, a niektóre z nich leżą daleko to naszych pleców używają jako stołek. Przeszukują drobiazgowo, pytają czyj i ciskają z impetem w właściciela. W jednym z nich odnajdują tabletki przeciwbólowe. “Chyba wiedzieli co ich czeka, hehe’ - komentują postaci w maskach na twarzy. Z wagonów zostają wyprowadzane po kolei osoby przedziałami. Słychać tylko jęki, krzyki, uderzenia pałkami. ‘Już kurwa! Wypierdalać!’. Stukot butów. ‘Gleba kurwa, gleba!’. Znów jęki, śmiechy i wyzwiska. ‘Odechce wam się jeździć na mecze, zapamiętacie ten mecz do końca życia’ - przekonują nas strażnicy naszego przedziału. Leżymy. Mija z godzina. Jest koło 1 w nocy. Jesteśmy następni w kolejce. Drzwi pzredzialu otwierają sie z hukiem. “Wyjad kurwa, wyjazd! Już!” i kilkanaście słów nienadających się do druku. Wybiegamy. Stojacy w przejściu okladają nas pałkami dla zabawy. Szlag w żebra. Wyskakujemy z pociągu. ‘Gleba ,chuje!’ Padamy jeden na drugim. Ten, kto upadl za blisko kordonu (plutonu egzekucyjnego?) zostaje potraktowany butem i już wie że musi się przesunąć. Zimny beton, kilka stopni na plusie. Gdy jeden z nas jeszcze w wagonie chciał ubrać kurtkę pogrożono mu pobiciem i powiedziano, ze kurtka nie będzie mu potrzebna. Siadamy po turecku otoczeni kordonem policjantów. Od podłoża zimno jak cholera,kto chciał przysiąść na nogach dostaje ostrzeżenie, że ma siedzieć na tyłku. Pada komenda by wyjmowac dowody osobiste, przyłożyć koło głowy. Załączają kamerę (oczywiscie dopiero teraz, wcześniejszego wypędzania jak bydło i bicia palkami nie filmowali) i kamerują każdego z siedzących. Rzecz jasna w tym momencie nie ma bluzgów, nie ma obijania. Kończą nagrywanie. Wołają każdego po kolei do dwóch typków, jeden targa mną na wszystkie strony jak szmatę, jeden z panów o jeszcze mniej inteligentym wyrazie twarzy niż jego kompan siłuje się z zamkniem dobre pół minuty, obszukuje mnie od kurtki aż po skarpetki. Nic nie znaleźli. Za fraki, popchnięcie ze schodków, kolejny przejmuje za fraki. ‘Ryj tutaj, kurwa!’ -wskazuje na aparat fotograficzny. Przy głowie znów każe trzymać dowód torzsamości. Legitymuję się legitymacją studencką. ‘Student, kurwa?! Pojebało cię?! I jeździsz na rozróby?!” “Na mecze, nie rozróby” - odparowuję. “To się jeszcze okaże, jeszcze się zobaczymy” -dodaje z pewnością siebie. Przejmuje mnie drugi.Spisuje z legitymacji. Kłopot sprawia mu przeczytanie nazwy ulicy, na której mieszkam, ale osoba spisywana obok mnie miała tą samą ulicę w dowodzie i na innym ’stanowisku’ jeden policjant drugiemu przedyktował ją na głos, więc osoba przypisana do mnie mówi: ‘Taka sama’. Drugi notuje zawzięcie. Za fraki, popchnięcie w przód, polecenie by dołączyć do reszty. Siadamy po turecku na kamieniach, z których tworzy się nasyp na torowisku. Nie musze przypominac o temperaturze i naszym ubiorze (w pociągu było bardzo ciepło). Otoczeni jesteśmy ludźmi uzbrojonymi w pałki. “Jazda kurwa, już!”poganiają nas z powrotem do pociągu. Robią swego rodzaju ‘korytarzyk’, wpędzają jak bydlo pastewne do pociągu. Uderzenie nieco poniżej kręgosłupa . Uderzenie w dłoń. I tak miałem szczęscie, niektórzy oberwali w tył głowy. Wbiegamy do przedziału caly czas bici. “Gleba kurwa!” -czyli to co zwykle. Padamy jeden na drugiego na ziemię, twarzami na buty, gdziekolwiek się da. Okazuje się, że zawinięto osobę, którą wcześniej już uniewinniono przy obejrzeniu jego twarzy i padły słowa ‘To nie ten”. Jednak ktoś inny zmienił zdanie i wzięto go, bo miał szarą bluzę… “Czyj Samsung?” -pyta gliniarz. “Mój” -odzywa się jeden z nas. “A amfa?”. Marna (która to już dzisiaj?) prowokacja nie udaje się tym razem. Brak odzewu. Nie musze chyba dodawać, że telefonu właściciel nie odzyskał. Leżymy na ziemi. Jest mniej więcej godzina druga. Pacyfikacja trwa, u nas zmeiniono ’straże’. Po godzinie 3 nad ranem ruszamy w kierunku Katowic. Już nieco wiecej swobody. Po oględzinach okazuje się, że w czasie wypędzenia z przedzialu poginęły nam szaliki i inne gadżety klubowe. W względnym spokoju docieramy do Katowic między godziną 4 a 5.”
TENTNIK:
“Na wstępie chciałem zaznaczyć, że akurat ja miałem bardzo dużo szczęścia i pałą zarobiłem tylko 2 razy.
Około godziny 21.30 pociąg zajeżdża na stację Kraków-Mydlinki. Patrzę przez okno i widzę na zewnątrz pełno policji. Po chwili wpadają do pociągu i z okrzykiem ,,na glebe skurwysyny” pałują kogo popadnie. Następnie gdy wszyscy leżą już na ziemi zza okna słychać potworne odgłosy padających ciosów i krzyki obrywających kibiców. Po około 20-30 minutach przyszedł czas na mój przedział. Szarpani za fraki z okrzykami ,,wypierdalać skurwysyny” jesteśmy wyrzucani na peron przy okazji wyłapując kopy i uderzenia pałką. Siedzimy ściśnięci na ziemi, po czym po kolei szarpani za fraki i popychani jak szmaty jesteśmy doprowadzani do zdjęcia i spisywania. Co chwilę ktoś leży na ziemi i jest pałowany przez około 4-5 policjantów. Z boku leżeli już na trawie (chyba skuci w kajdanki) ,,rozpoznani kibice”. Co jakieś 5 minut podchodziła do nich grupa ok. 5 policjantów dotkliwie ich pałując. Po zrobieniu mi zdjęcia usłyszałem ,,nierozpoznany”. Po czym za fraki znów rzucany jak szmata dołączyłem do grupy szczęśliwców. Siedzimy na ziemi na mokrym betonie. Po chwili patrzę jak pałują mojego kolegę (jak się później okazało dlatego, że nie miał ze sobą dokumentów). Podczas pałowania gdy otrzymał cios w głowę, podniósł ręce by ją zasłonić. Na co policjant do niego ,,gdzie te kurwa ręce” i bez wahania kopnął go w nos, po czym skoczył mu na głowę tak, że kamienie z torów weszły mu do nosa i do ust. Po chwili podobna sytuacja spotkała mojego drugiego kumpla (także za brak dokumentów). Siedząc na ziemi, siedzący obok mnie starszy kibic zemdlał. Po paru minutach pojawia się lekarz. Co dwóch stojących obok policjantów kwituje tekstem ,,o weterynarz przyszedł”. Widzę również jak około 13 letni kibic jest traktowany, jak reszta. Po jakimś czasie wszyscy zostajemy wpędzeni spowrotem do pociągu oczywiście będąc przy okazji pałowani i kopani. Ze znanymi wszystkim będącym na tym wyjeździe okrzykiem mundurowych padamy na ziemię. Co chwile jesteśmy straszeni i ,,pozdrawiani” przez ,,stróżów prawa”. Po około godzinie gdy zorientowali się, że jest straszny ścisk pozwolili siedzieć na podłodze. Dwukrotnie mój kolega z rozwalonym nosem był szyderczo zapytywany co mu się w nos stało. Oczywiście pilnują żeby nikt nie włączał telefonów. Zza okna co chwilę mimo oddalającej się ,,ścieżki zdrowia” słychać okrzyki katowanych ludzi. Na pytanie jednego z kibiców czy może się załatwić, otrzymuje odpowiedź ,,złóż podanie”. Inny śmiejąc się mówi ,,i co dlaczego teraz kurwy nie śpiewacie”. Około 3.00 pociąg rusza w drogę powrotną do Katowic. Po dotarciu na miejsce na pożegnanie oczywiście jeszcze parę ,,miłych” tekstów ,,na pożegnanie”.
Na koniec chciałem wyrazić swoje zdanie na temat tej pamiętnej nocy. Jeżdżę na mecze 8 lat i sporo już widziałem, ale z takim pokazem agresji jeszcze do czynienia nie miałem. Niejednokrotnie przekonywałem, namawiałem znajomych na pójście na mecz pojechanie na wyjazd. Mówiłem, że jeżeli ktoś nie szuka guza to go nie znajdzie. Teraz tak już chyba nie powiem. Żal mi jest kilku młodych chłopaków ode mnie z osiedla, którzy byli pierwszy raz na wyjeździe, że musieli takie coś przeżyć. Ja będąc na ich miejscu nie odważył bym się już pojechać na wyjazd. Krakowska prewencja to zwykli bandyci, przestępcy działający pod ochroną państwa. Wiadomo, że oprócz nieludzkiego traktowania dopuszczali się również kradzieży. Porównywanie traktowania nas z traktowaniem ludzi w obozach koncentracyjnych jest z pewnością porównaniem zbyt daleko idącym. Ale tamtych zbrodni dopuszczali się Niemcy, a my byliśmy traktowani jak zwierzęta przez własnych rodaków. W tym momencie człowiek zastanawia się nad sensem słowa ,,patriotyzm”. Oczywistą jest rzeczą, że tej nocy były łamane wszelkie europejskie prawa człowieka. Funkcjonariusze państwa nie mają prawa tak traktować nawet najgorszych przestępców. A traktowali w przeważającej większości niewinnych kibiców, ludzi. Zadziwiające jest, że wszystko działo się na oczach ich przełożonych i pewnie na ich polecenie. Ale najgorsze jest to i tego nie mogę zrozumieć, że 4 moich niewinnych kumpli, którzy podczas zajścia w Tarnowie nawet nie wysiedli z pociągu, ma 3 miesięczne sanki. Nie mogę zrozumieć jakie sumienie mają ludzie, którzy wskazują jako ,,winnych” osoby niewinne. Do tego byli dalej katowani na komisariacie w Tarnowie przez miejscową policję. O to kilka cytatów, które napisał mi kumpel gdy byli przez chwilę widziani podczas przewozu z komisariatu do siedziby prokuratury. ,,….. ma całą siną twarz i bardzo marnie wygląda”, ,, to samo ….. wygląda jakby był połamany cały”, ,,….. był blady i miał sine oczy”. Do tego nie rozumiem postępowania prokuratury, która widocznie nie zdziwiła się widokiem tak wyglądających ludzi. Kolejnym dla mnie organem państwa godnym potępienia jest sąd, który przychylił się do żądania prokuratury o tymczasowy areszt. Mimo iż chłopaki byli nie karani (nie mieli żadnych konfliktów z prawem), jeden z nich to student, drugi tegoroczny maturzysta. Co z innymi środkami zapobiegawczymi ,,dozorem policji”, ,,poręczeniem majątkowym”. Czy wobec tych osób nie były by odpowiedniejsze niż areszt? Każdy chyba wie co tam może się wydarzyć. Najgorsze jest to, że policja ma poparcie społeczeństwa i mediów. Niestety. Ja nie potrafię przekonać do prawdy nawet własnych rodziców. Dzisiejsza konferencja prasowa policji ukazywała ich w świetle bohaterów, którzy nareszcie wzięli się za walkę z kibicami. Jesteśmy sami, poza klubem i kibicami innych drużyn. Obawiam się, że nie mamy szansy wygrać, ale walczyć musimy. Teraz dla wszystkich GieKSiarzy Ci zamknięci chłopacy powinni być najważniejsi. Każdy kto był na tym wyjeździe wie, że na ich miejscu mógł być każdy z nas. Do dziś sądziłem, że nie można pójść siedzieć za niewinność, widać jednak jeszcze młody jestem. A wszystko to w ,,Demokratycznym państwie prawnym”, które za 4 lata ma organizować EURO 2012.”
radoskór:
“Godzina gdzieś 22 dojeżdżamy na stację Kraków-Mydlniki na peronie stoi pełno policjantów. Pociąg się zatrzymuje i do po pociągu zaczynają wbiegać „stróże prawa” od razu hasła „na glebę skurwysny, wszyscy padać”. Kto nie miał miejsca gdzie się położyć był tak długo okładamy pałami aż w końcu padał. Już wtedy leciały teksty „wy kurwy jebane zajebiemy Was”. Każdy musiał mieć głowę skierowaną do podłogi. Nie wolno było mieć telefonów ani nic takiego, jak to powiedział jeden „ jak ktoś będzie mieć telefon, będzie coś nagrywał albo kamerował to dostanie taki wpierdol, że krakowską gościnność zapamięta do końca”. W między czasie wpada kolejny kask . Nie pasuje mu, że ludzie nie mieszczą się na podłodze i katuje kolejnych, którzy po prostu byli za wysoko. Cały czas leciały teksty w stylu „śmierdzące hanysy, pierdolone zajebane kurwy itp. Itd.” W rozmowie między sobą policjanci mówią, że zrobią nam tutaj Oświęcim i zagazują. Do przedziału wpada jeden policjant żeby wyciągnąć jakichś chłopaków ale nikogo nie rozpoznał i poszedł dalej. Po jakiejś godzinie może więcej każą nam wstać i „wypierdalać z pociągu”. Niestety wg nich szło to za wolno dlatego zaczęli po prostu wyrzucać ludzi z pociągu, tak że każdy spadał na tego co był niżej. Następnie każdy się musiał czołgać a potem usiąść z głową w górze tak żeby mogli skamerować. Dalej tak jak wszyscy piszą przeszukanie rzeczy osobistych zdjęcie i spisanie danych. W przedziale był chłopak z rozrusznikiem serca oczywiście też dostał, a przy spisywaniu danych musiał się rozebrać żeby pokazać bliznę na klatce piersiowej. Zewsząd dochodzą krzyki katowanych chłopaków.Każą nam usiąść na kamieniach i jak został sprawdzony każdy z przedziału znowu zostajemy zapędzeni do środka oczywiście przy okazji każdy zbiera solidną porcję ciosów na plecy , ręce, nogi. Po zapędzeniu, znowu każdy na ziemi z twarzą w ziemię. Po jakiejś godzinie przejeżdżał pociąg towarowy z węglem i tekst jednego z kasków „patrzcie wungel jedzie, tym powinniście jechać do domu”. W pewnym momencie w przedziale wstał jeden z chłopaków i powiedział że to my zapłaciliśmy za pociąg i my go wynajęliśmy dlatego też powinniśmy siedzieć na siedzeniach. Reakcja kasków taka jak zawsze „ zamknij się skurwysynu jebany itp. „ . W przejściach między przedziałami dało się usłyszeć rozmowę kasków między sobą, że „szkoda, że nic się nie dzieje, trzeba rozkręcić jakąś imprezę”. Dało się również usłyszeć jak mówili przez krótkofalówki, że jeden zgubił magazynek do pistoletu. Po około 4 -5 godzinach ruszamy w kierunku Katowic. Postój w Mysłowicach bo wysiadali ludzie i rozmawiali między sobą, co oprawcy skwitowali hasłem „chyba za słabo dostały hanysy jebane”. W Katowicach jesteśmy koło 6.”
Mapi:
“Było nas ponad 700 osób. Z nami było ok. 50 osób z Górnika oraz ok. 80 osób z JKS-u Jarosław z faną. Na mecz docieramy w ok. 60 minucie meczu ponieważ spec się zjebał w Bochni i musieliśmy czekać w jakimś polu 1,5 h na drugi spec. Wchodzimy na sektor szybko i sprawnie. Stadion w Stalowej full, Stal co chwila coś prezentuje. Po meczu zaczynają się cyrki z psami. Trzymią nas ponad godzinę na sektorze i prowokują przez co dochodzi do drobnych starć z nimi. Wkońcu trafiamy do pociągu i udaje mi się zająć miejsce siedziące, po odjeżdzie zasypiam. Sytuacji w Tarnowie nie widziałem bo spałem, widziałem tylko jak kamienie potem leciały w psy ale napewno nie za darmo. Po chwili odjeżdżamy dalej i znowu zasypiam. W Krakowie na stacji Mydlniki ogromna ilość psów wpada z okrzykiem KURWY NA GLEBE i się budze, patrze przez okno, a tam jakiś kretyn celuje do mnie ze shotguna! Więc szybko schyliłem łeb i patrze co się dzieje w moim przedziale. A tu policja wyciąga kilku pierwszych lepszych metodą chybił-trafił oraz bije osoby które siedziały najbliżej drzwi. Kazali nam pozamykać wszystkie okna oraz wpuszczali gaz do wagonów, a my musieliśmy leżeć na ziemi jeden na drugim. Pewna młoda osoba z mojego wagonu nie wytrzymała i musiała skorzystać z karetki. Po pewnym czasie wpada pies i krzyczy CO CIULE KTÓRY JESZCZE CHCE DO KARETKI? WASZEMU KOLEDZE TO SIĘ NIE OPŁACAŁO i się głupio śmieje ten idiota. Okazało się że ten chłopak zanim trafił do karetki został solidnie skatowany! Policjanci znęcali się fizycznie i psychicznie. Ubliżali nam w stylu WY KURWY, GEJE, CIOTY, JEBANE HANYSY oraz wiele innych bardziej wulgarnych słów i zdań. Nie można było podnieść głowy, wstać z ziemi, rozmawiać, skorzystać z wc, napić się wody, otworzyć okna bo groziło to wyciągnięciem na zewnątrz oraz pobiciem. W każdym wagonie stało dużo psów i pilnowało żeby nikt z nas nie nagrywał ich “akcji” na telefonach. Ci co nagrywali byli wyciągani, bici oraz kasowano im nagrania bądź zabierano telefony. Potwierdziło się że w Policji pracuje większość osób z problemami psychicznymi oraz to że swoje niepowodzenia życiowe wyładowują w pracy. W moim przedziale siedziało większość młodych osób dlatego chyba najmniej nam się “oberwało” w porównaniu z innymi przedziałami gdzie non stop dochodziły do nas jęki oraz krzyki kibiców którzy byli katowani przez policjantów. Byli bici rękami, pałami, kopani, gazowani, opłuwani, przezywani byli zmuszani do czołgania się po ziemi itd. U nas “stróże prawa” krzyczeli “ile wy gnoje macie lat że na wyjazdy jeździcie?, zapamiętacie krakowską policję, wybijemy wam mecze z głowy” itd. Po 4 godzinach leżenia na ziemi i terroryzowania przez psy byliśmy wyrzucani z pociągu na peron-na glebe (leżeliśmy jak śledzie w puszce), a policjanci chodzili wokól nas i bili większość po plecach. Następnie wszystkich nas trzepią, kamerują, fotografują oraz spisują. W tym czasie kradną nam szale, czapki, pieniądze, rzeczy prywatne, ubrania itd. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to że cała ta “zabawa” sprawiała wszystkim policjantom ogromną uciechę, mieli banany na ryjach i cieszyli się przy tym jak małe dzieci z klocków Lego. Następnie ładują nas z powrotem i po dłuższej chwili jadą z nami do Katowic. Następuje jeszcze zmiana policjantów którzy pozwalają nam już wstać. W Katowicach meldujemy się ok. 4:30 nad ranem po ponad 24 godzinach! Chłopaki którzy zostali zawinięci (39 osób) przeżywali piekło na komisariacie byli dalej katowani i poniżani. My kibice GieKSy będziemy walczyć, będzie ciężko ale się nie poddamy. Cieszy fakt że solidaryzują się z nami kibice z całego kraju. Wielkie dzięki dla kibiców Unii Tarnów za pomoc naszym zatrzymanych. Chłopaki pomogli naszym wrócić (tym których wypuścili), załatwili im jedzenie i picie.”
Seba:
“zaczynając od Tarnowa….jechałem w wagonie w którym z jednej strony było popsute okno i nie dało sie go zamknąć, siedziałem na przeciwko tego okna wraz ze znajomymi, gdy pociąg ruszał z Tarnowa kamień rzucony przez policjanta wielkości cegły wleciał tam gdzie siedzieliśmy dosłownie o centymetry mijając twarz kolegi i z ogromną siłą uderzając drugiego kolegę w klatkę piersiową, gdzie przez to kolega o mało co nie stracił przytomności. po przyjeździe na stacje do Krakowa i wtargnięciu siłą policji do wagonów większość osób w moim przedziale zostaje spałowana i zostaję nam wydane polecenie że wszyscy mają sie kłaść na glebę, co chwile słyszeliśmy tylko krzyki osób pałowanych przed pociągiem z wcześniejszych wagonów, nie mogliśmy sie spojrzeć co sie dzieje bo zaraz Nas pałowali. z Racji tego iż byłem w jednym z ostatnich wagonów praktycznie bez ruchu musieliśmy być przez 3 godziny jak nie więcej, po 3 godzinach wpada dwóch tajniaków i każdego identyfikują
Dodam iz caly czas w wagonie jak i na identyfikacji i pozniej siedzeniu na kamieniach wzrok jak i glowa musiala byc caly czas w dol, kto kolwiek spojrzal sie na bok odrazu szla pała w ruch, rowniez w Tarnowie zostal do wagonu wpuszczony gaz jak i wlaczone ogrzewanie a ze mielismy popsute okno to gaz ladaowal bardzo czesto u nas, ja do teraz mam jakis problem ze wzrokiem(rozmazany obraz i mnieszja ostrosc widzenia) od tego gazu i jesli ktos moze mi doradzic co mam zrobic teraz z tym bo na obdukcje raczej nie mam co isc z tym wzrokiem bo to nie jest slad widoczny??
WSZYSTKO CO POWYZEJ NAPISALEM JESTEM W STANIE ZEZNAC POD PRZYSIĘGĄ”
Najbardziej bałem się tego, widząc jak przypadkowo były wybierane te 3 osoby z pociągu, że i ja choć nic nie robiłem, będe miał zniszczone życie przez kogoś “widzimisie”.
Mam nadzieje, że uda się jakoś wyciągnąć przynajmniej tych naprawdę niewinnych chłopaków, bo nikt nie zasługuje na to żeby niszczyć mu jego marzenia, ciężko pracę, czy wreszcie życie tylko dlatego, że był w nieodpowiednim miejscu”
Wszyscy leżąc na podłodze nie możemy skorzystać z ubikacji (na pytanie czy można wyjść do toalety policjant odpowiada “sikaj na podłogę lub w spodnie, to nie moja sprawa”), nikt także nie może odebrać telefonu (nawet na prośbę jednego z kibiców, oczekującego telefonu od córki, która przechodziła w tym dniu operację). Każda próba wyciagnięcia telefonu z kieszeni kończyła się ostrą reakcją policji i odebraniem komórki.
Godz. 2.30 “w końcu” przychodzi moment na nasz skład przedziału. Policja otwiera drzwi i wulgarnie zwraca się do nas, tutaj znowu cytuje słowa funkcjonariuszy “wychodzić kurwa, jazda na zewnątrz sku**ysyny ” i spychani tarczami, uderzeniem pałkami, jesteśmy wyrzucani na zewnątrz, gdzie siłą kazano nam położyć się na zroszonym gazem betonie. W takiej pozycji ciosami na plecy jesteśmy zmuszani do czołgania się przez kilkanaście metrów. Następnie na „rozkaz” ustawiamy się w jednym rzędzie. Po kolei zaprowadzano nas przed kamerę, gdzie filmowano, spisywano dane oraz robiono nam zdjęcia. Głównym punktem kulminacyjnym akcji było przejście kibiców przez tzw. “ścieżkę zdrowia”. Policjanci ustawili się w długiej kolumnie i goniąc nas w stronę pociągu uderzali pałkami po rożnych częściach ciała.
Obici jesteśmy zmuszeni usiąść na rozsypanych kamieniach, gdzie czekamy na resztę kolegów, którzy jeszcze są terroryzowani. Gdy już wszyscy znaleźliśmy się w jednym miejscu na sygnał policjanta – „wstawać”, zostajemy siłą (tak jak przy wyjściu przy użyciu pałek i tarcz) wpędzani z powrotem do pociągu.
Siadamy w przedziale i przez około pół godziny ponownie leżymy z rękami za głową na podłodze.
Wreszcie przychodzi chwila rozluźnienia. Policjant pozwala na podniesienie się i skorzystanie z ubikacji. Nie możemy jednak nadal skorzystać z telefonów komórkowych.
Do Katowic docieramy ok. 4.20, gdzie przy wychodzeniu nadal słychać prowokacyjne hasła krakowskiej prewencji”
oczywiscie mogę to wszystko potwierdzić pod przysięgą!!!”
Z_BBM:
“godzina ok 22 (moge sie mylic o jakies 30 min) podjezdzamy pociagiem na stacje pkp pod krakowem gdzie widzimy zmasowane oddzialy milicji, po zatrzymaniu pociagu po ok 10 minutach wpadaja do wagonu, paly na glowe,plecy,nogi - gleba,wszyscy na ziemie,glowa w dol bo jak nie to wpierdol. slysze jak wyciagaja chlopakow z innych wagonow. rozmowy milicjantow ze soba, typu : “no ostatnie szkolenie sie przydalo” “chujowo bo przyszlismy juz na gotowe inaczej to dopiero bysmy tym chujom pokazali” “zolte dupy-czarne cyce to gks katowice- i co teraz ciule zrobicie?) - rozmowy milicjantow przez radio, jeden typ od nas tlumaczy sie ze jest cukrzykiem wezwano karetke i ktos przez radio gada do psa aby go wzial ze soba bo inaczej go zabija!!!!, caly czas na ziemi z glowa w dol. po jakies godzinie wpadaja nam do przedzialu 2 milicjantow z tekstem “ryje do gory” i LOSOWO!!!!!!!! KURWA LOSOWO!!!!! biora 2 od nas!!!! (wzieli 2 chlopakow wygolonych na lyso) i odrazu tekst “no wy to juz psychicznie sie nastawcie” po jakims czasie kaza nam wysiadac, przy wyjsciu kazdy zanotowal po kilka ciosow w twarz plasikowymi ochraniaczami jakie maja milicjanci na rekach + kopy tymi kosmicznymi butami w kostki kolana! wysiadamy i odrazu na glebe na peronie jeden obok drugiego!!! kaza sie nam czolgac!!!!!!!!!!!po chwili kaza usisasc.kazdy jest sfilmowany z dowodem osobistym przy twarzy odsylaja na miejsce jednak w takiej ciemnsci i gdy na twarz pada ci tak jasne swiatlo ciezko znalezc to miejsce - 2 sekundy za dlugo zastanowienia i juz paly na nogi i plecy. wracamy do przedzialu i znow plastikowymi ochraniaczami po twarzy i kopy po kolanach piszczelach itd. zabroniono nam kozystania z telefonow kom aby poinformowac rodzine, zabroniono kozystania z WC (z chwila zatrzymanai pociagu pod krakowem) wygoniono z miejsc za ktore zaplacilismy przy wyjezdzie!!! i dalej glupie teksty w stylu. “no jutro sie zaloguje na forum tych imbecyli poczytam jak beda plakac”
potraktowani jak ludzie gorszej kategorii zniewazeni i osmieszeni po 26 godzinach w pociagu docieramy do domu.”
BRANIK_GT:
“Na stacji w Tarnowie policja rzucała nam w okna i brzwi gdzie stali kibice kamienie.
Po dojechaniu do Krakowa większość kibiców z mojego przedziału spała a jeden krzyknął budząc wszystkich: Policja atakuje! Bez problemu wdarli się do wagonu krzycząc gleba gleba! Standart ci którzy się nie położyli dostali pomoc w postaci policyjnej pałki - kilku kilkakrotnie ja zdążyłem tylko chwycić plecak i schować sie pod siedzenie ale pałka i tak dostałem w nogę.
Panowie z policji nie wysilajac sie za bardzo chodzili po leżących kibicach!
Jedem kibic był dość mały i jak ten ubrany blisko 2metrowy policjant na nim stanął to zaczął krzyczeć z bólu ale policjant pado tylko do swoich kompanów: Słyszycie coś? Chyba ktos próbuje śpiewać ale mu to jakoś nie wychodzi!
Byłem dość blisko maszynisty więc nie leżałem długo ale słyszałem pare fajnych tekstów typu: Co cioty! Dlaczego teraz nie śpiewacie i nie machacie tymi szalikami?
Kazali nam wstać i wyjść ustawić się w obok pociągu na kolanach z głową blisko ziemi i co chcwilę iść do przodu do rewizji. Tam 3 policjantów przeszukiwało wszystkich. Po chwili stojacy obok policjant widział że patrze na to jak podczas selekcji po przeszukaniu chłopaków od nas wysyłają do kręgu policjantów którzy kładą ich na ziemi i po kilku leją aż do utraty przytomnośc. Poszturchał mnie pałą i kazał osuścić głowę ale ja szukałem kumpla bo w plecaku miałem jego dokumenty jednak po chciwi dostałem pałą w bark i już go nie szukałem. Potem okazało się ze za brak dokumentów TYLKO poszedł do kręgu i dostał ok 16 razy w plecy i w nogi pałą oraz skradziono mu tel. komurkowy który jakimś cudem odzyskał gadajac z policjantem że ma tam numery ważne dla jego firmy itd. po chwili tel. się odzyskał. Koleś który klęczał za mną dostał pałą gdy policjant spytał się go jakiemu klubowi kibicuje a ten odpowiedział <- Kto miał szalik na sobie tracił go na rzecz policji która wyrzucała je pod pociag i w krzaki.
Gdy już przyszła moja kolej policjant który przeprowadzał rewizję pado: narkotyki noże na ziemie bo jak znajde to zdechniesz palcem mi wskazując na katowanych kolegów. Nic nie miałem po dosc do kładnej rewizji - zdjęcie - spisanie i selekcja - bałem sie ze pujde do kręgu za bluzę z kapturem ale jakimś cudem poszedłem leżeć w kałuzy z innymi kibicami którym udało się nie trafic pod pały. Po chwili kazali nam wstać i biec do pociagu tam nas bito przy wejsciu i kazano się kłaść ja nie mogłem bo tam kaj mi kazali były jakieś żygi i rozlane napije ale 2 panów policjantów szybko mi pomogło lejąc mnie po dupie prawie do nieprzytomności. Tak leżałem ponad 2 godziny aż do odjazdu kiedy to pozwolonu usiaść. Oto kilka cytatów usłyszanych od policji:
Wiesz? Tam jeden kibic popuścił. Ale cwel. Bez kolegów to są same cwele.
Jakaś laska na końcu pociagu nie chciała sie położyć i ponoć tez dostała pałą! To dobrze! Jedzie z tymi skurwysynami to niech też poczuje co to znaczy Krakowska prewencja!
Kurwa zamiast leżeć i pic wódkę ja muszę się z wami użerać skurwysyny! Zapłacicie mi za to!
Podczas bicia kolegi za to że chciał odebrać telefon: Kurwa przypominają mi się stare dobrze czasy!!!
Kto wyciągnie telefon staci łapę! Kto się spojży do góry staci łeb! Komu będzie sie chciało lać niech leje pod siebie bo straci jaja!
Jeden skarżył się na problemy z oddychaniem przez gaz to usłyszał: Chcesz to cię wyciągniemy jeszcze raz i juz na pewno się przewietrzysz!“
19BURDZIK64:
“UNAS tez w przedziale znikly szaliki pieniadze koles siedzacy dostawal pala za kogo innego bo jak to powiedzial policjant niechce mi sie tam wchodzic to lal pierwszego przy drzwiach od przedzialu poczym zawineli go bo mial biala bluze”
Kris:
“Wpadaja psy do naszego przedzialu i kaza sie klasc na podloge. Ja jako ze siedze przy okni i na podlodze nie ma juz sklrawka wolnego miejsca pozostaje na swoim siedzeniu. Dopada do mnie jeden typ i zaczyna walic pala. Mowie mu ze nie ma miejsca, na co odpowiada: “chuj mnie to obchodzi” i wali dalej. Lapie mu ta palke i w tym momencie dostaje cios pięscia. Opuszczam szarpanine i pochylam sie tak nisko jak moge. Caly czas leca wulgarne slowa w naszym kierunku. Pozniej zaczyna sie przeszukiwanie plecakow. Za plecami slysze rozmowe dwoch psow jak zasanawiaja sie kogo wytargac na zewnatrz. iedzimy 2 godziny na podlodze, nie mozemy podnosic glow, rozmawiac, odbierac telefonow. Za kazde sprzeciwienie sie dostajemy cios pałą. Po dokladnym sprawdzeniu zawartosci plecakow zostajemy wygonieni palkami i kopami na zewnatrz. Przechodzimy przez “sciezke zdrowia” i ustawiamy sie po dokladnym przeszukaniu z dowodem w rece do zdjecia. Caly czas krzyki i szarpanie. Po spisaniu i zrobieniu zdjecia siadamy w rzedzie na golym betonie. Pilnujacy nas funkcjonariusze caly czas nas ponizaja. Po kilkunastu minutach siedzenia na dworze zostajemy znowu wpedzeni sila do pociagu. Wpadam do swojego przedzalu jako jeden z ostatnich. Najpierw dostaje pałą od tego ktory stoi w przejsciu. Potem sprzedaje mi buta. Jako ze jescze nie znalazlem sobie miejsca na podlodze dopada mnie drugi i szarpie a na koniec dociska butem do podlogi. Siedzimy kolejne 2 godziny. Z zewnatrz slychac jeki katowanych kolegow. Caly czas leca w nas obrazilwe teksty i panuja te same zasady co wczesniej. Gdy wreszcie pociag rusza troche sie uspokaja, ale chwiel pozniej znowu jestesmy uciszani. Caly czas siedzimy i sluchamy obeld. Tyle.”
Misa:
“Mógłbym napisać praktycznie taką samą relacje jak Kris, jednak mógłbym dodać do tego jeszcze kilka rzeczy. Byliśmy wielokrotnie gazowani bez powodu (tekst chyba jakiegoś dowodcy: “psikaj ich gazem, niech se troche pokaszla”) do tego zamykanie okien i zwiększanie ogrzewania żeby było duszno i gorąco (tekst jednego policjanta do drugiego:”na chuj im wietrzysz?!”, dręczenie psychiczne: “chcesz okruszka gnoju?”, “powiedz mamusi że nie zdazysz na sniadanko”, “te oni tu maja miejsca jak na wczasach” - było niesamowicie ciasno-jeden leżał na drugim,podczas gdy policja rozwalona na siedzeniach waliła głupimi tekstami i popijała wódeczke!. Widziałem również jak jeden chlopak od nas dostal buta w plecy od psa za to że usiadł na betonie a nie na kamieniach po spisaniu danych i sfilmowaniu).”
Budus:
“Wpada policja do przedziału i każe się kłaść na ziemi. Ci co byli zaraz przy wyjściu obrywają pałą. Po pewnym czasie wpada kilku w kominiarkach i wyciągają paru chłopaków od razu ich pałując i wyrzucają z pociągu na peron. Ludzi wyciągali na podstawie koloru bluzy i spodni, i niejednokrotnie po posturze. Za jakiś czas wracają po kolejnych, a że nie mieli jak do nich dojść o przeszli po kibicach – rękach, plecach, nogach – i zrobili to samo co z poprzednimi – pałami na dzień dobry i wyrzuceni z przedziału. Gdy padło pytanie z ich strony „czy jest tu jakaś kobieta?” i się jedna odezwała to później leciały hasło typu – „lachociąg”, „cipa”. Część plecaków była przeszukana gdy byliśmy w przedziale ale i tak nie mogliśmy patrzeć co się z nimi dzieje gdyż głowy musieliśmy mieć spuszczone cały czas w dół. Za każde odezwanie się, próbę zmienienia miejsca lub za dzwoniący telefon obrywało się pałą. Tak siedzimy przez dobre dwie godziny, słysząc bardzo duzo obelg na Nasz temat. Gdy przyszedł czas na Nas przedział kazali się przygotować i “wypierdalać” z przedziału. Wszyscy musieli wybiec z przedziału i od razu kłaść się na peronie. Przy przejściu między przedziałami dostawało się kopy od policji. Później kazali Nam usiąść na betonie. Zostaliśmy sfilmowani, następnie każdy został przeszukany, zrobiono mu zdjęcie wraz z dowodem i spisano. Po tym kazano biec w wyznaczone miejsce i usiąść na kamieniach. Jeśli ktoś ich zdaniem za wolno biegł obrywał pałą. W między czasie przedział został przeszukany. Wszystko co się w nim znajdowało znalazło się na ziemi, z plecaków wszystko zostało wyrzucone. Dało się odczuć, że przy „przeszukaniu” użyli gazu. Powrót do przedziału wyglądał podobnie jak wyjście czyli bieg i kopniaki od policji. Oczywiście wszyscy z powrotem na ziemię, zakaz jakiegokolwiek porozumiewania się i używania telefonów. Tak siedzimy przez kolejne dobre 2 – 2,5 godziny. Jak ktoś szybko nie znalazł się na ziemi to „pomagali” mu na nią trafić. Gdy pociąg już rusza do Katowic, po jakiś 15-30 minutach pozwalają usiąść już normalnie. W pewnym momencie wchodzi ich czwórka i tym co siedzieli przy wejściu każą “spierdalać” bo oni chcą sobie usiąść. A że nie było już miejsca na siedzeniach to nie pozwolono ludziom stać tylko kazano siedzieć na ziemi. Co jakiś czas używali gazu i śmiejąc się wychodzili z przedziału. Jak stwierdzili, że się przewietrzyło to wracali. I tak kilkakrotnie”
królik:
“Po zajściach odjeżdzając z Peronu w Tarnowie Grupa Zomowców zaczeła Napie**ala w pociąg Kamieniami, po pewnym czasie dojeżdzamy Do Stacji w Okolicach Krakowa pociąg zostaje oblężony przez zomo wpadają do naszego przedziału (Prawie cała Ekipa z Koszutki) zostajemy zastraszeni że jak się ruszymy to nas Zaje**ą . Po paru minutach zaczynają się ryki że mamy Leżec “Leżec ku*wa bo was zajebiemy” w przediale konduktorskim leżeliśmy ponad 2 godzinn w jednej pozycji w 36 osób. W między czasie osoba mająca problemy z kolanami prosi o czy może zmienic miejsce , odpowiedz jest jedno znaczna ” Nie ku*wa leżec ” Zomo zabrania nam załatwiania potrzeb. Jedna z osób potrzebuje użyc inhalatora (Choruje na Astme) nie dostała takiej zgody pod grożbą użycia pałek dopiero po wielu prożbach z “łaską” mógł użyc inchalatora. Po 3 godzinnach od zatrzymania zostajemy wygonieni z Przedziału i zaczyna się Pacyfikacja Dostajemy pałkami gdzie się da jestesmy zmuszani do czołgania się przez około 2metry przy okazji dostając kopy na plecy, zaczynają nas legitymowac i robic zdjęcia po 5minutach zomo kieruje nas na kamienie gdzie zostajemy kopani itp.Wsiadając spowrotem do pociągu pojedyncze osoby zostają poturbowane przez Zomo są kopani i pałowani. W przedzialu pózniej bez zmian jesteśmy dalej zastraszani i pałowani.
Ps. Przepraszam za jakie kolwiek błędy Ortograficzne.”
Żaba-Bogucice:
“sytuacji w Tarnowie nie bede opisywał bo spałem,mam takie prawo byc zmeczony po całotygodniowym ciezkim ryciu na scianie wydobywczej…
w krakowie mydlicach wpadła pokazna grupa policji lejac wszystkich jak popadnie kazac lezec na ziemi, kolezanke tylko nakryłem własnym ciałem zeby ona nie dostała,pozniej grupkami wrzeszczac jak zomo za komuny kazali wyłazic z pociagu pokazac dowod robili foty i nagrywali wideo…acha jak juz nam kazali wylezc to kazali sie połozyc na ziemi twarza do niej niewiem tylko po co? i tak lezac mielismy sie przesuwac…pozniej jak pisałem spisywanie i tak jak zomo kiedys robiło sciezka zdrow