Archive for the ‘2 września 2008 - Polonia - Legia Warszawa’ Category

W komisariatach policjanci znęcają się nad kibicami

wtorek, wrzesień 9th, 2008

Na początku było spokojnie, ale jak jakaś grupka zaczęła śpiewać, to policjanci wpadli na nas. Dostałam pałką, a kilku dosłownie przebiegło po mnie. “Na ziemię, kur…!”, krzyczeli - opowiada wciąż roztrzęsiona Agnieszka, 20-letnia studentka polonistyki. “Kopali nas i bili po twarzach, rzucali bluzgi. Mówili, że wreszcie się do nas dobrali” - dodaje 23-letni Kamil, też student, relacjonując już sceny z komisariatu. Oboje znaleźli się w grupie kibiców zatrzymanych w ubiegły wtorek przez policję po meczu Legii z Polonią – czytamy w dzisiejszym wydaniu dziennika “Polska The Times”.
Redakcja dziennika zapewnia, że ma kilkanaście innych relacji o biciu w komisariatach kluczami po jądrach i pałkami po całym ciele, zmuszaniu do robienia pompek i przysiadów nago, pozbawiania snu, picia i jedzenia.

Potwierdzają to wypowiedzi funkcjonariuszy policji, do których dotarli dziennikarze. “Szef powiedział mi wprost: masz wszystkich zmusić, by podpisali przyznanie się do winy. Więc wciskałem tym dzieciakom kit, że je zamkniemy, jeśli nie podpiszą oświadczenia. Gdy nie skutkowało, to koledzy z kryminalnego brali delikwenta do siebie i tam bicie było” - mówi wywiadowca z jednej z komend w Warszawie.

Policja nazwała wtorkową akcję: Ostateczne rozwiązanie kwestii kibiców Legii. Jej efekty są dwa. Pierwszy, nagłośniony przez resort - nomen omen - siłowy, to komunikat, że 235 osób przyznało się do udziału w nielegalnym zgromadzeniu i zgodziło na dobrowolne poddanie się karze.

O drugim efekcie będzie głośno dziś, gdy 400 spośród 752 zatrzymanych kibiców złoży do prokuratury zażalenia na brutalne traktowanie przez policję.

Kibice oskarżają policję o bicie, poniżanie i szykany

Setki zatrzymanych we wtorek kibiców Legii, wśród których są studenci, zawodowi kierowcy, budowlańcy, a nawet prawnicy, poddano w stołecznych komisariatach szykanom, presji psychicznej. Niektórych bito.

Wszystko po to, by zmusić ich do przyznania się do winy, że brali udział w nielegalnym zgromadzeniu. Według policji, miał nim być przemarsz kibiców w stronę stadionu Legii. “Jutro przejrzymy jeszcze raz wszystkie dowody nadużyć policji i zastanowimy się, jak dalej działać” - mówi prawnik Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa Andrzej Pleszkun.

Przyznaje, że dowodów na to, że policja łamała prawo, ma już sporo. Jest wśród nich ponad 20 zaświadczeń lekarskich dostarczonych przez kibiców, którzy po wypuszczeniu przez policję zgłosili się na obdukcję. “Te zaświadczenia dotyczą obrażeń poważnych, obtłuczeń utrzymujących się powyżej siedmiu dni” - mówi Pleszkun.

Kolejnym dowodem, który może świadczyć przeciwko policji, są filmy zrobione podczas akcji przez kibiców, które są w posiadaniu także redakcji. “Policja ma swój zapis, ale i my mamy nagrania tego, jak oni postępowali” - mówi prawnik. “Zresztą policjanci bardzo się starali, żeby te filmy nie przetrwały, bo zatrzymanym zabierali telefony, z których kasowali zdjęcia i filmy. Bardzo możliwe, że złożymy do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa” - zapowiada Pleszkun.

Kamil, 23-letni student, był przesłuchiwany w Pruszkowie. “Policjanci mówili, że wreszcie się na nas wyżyją. Na pruszkowską komendę trafiłem prosto spod stadionu, razem z 30 innymi osobami. Na miejscu byliśmy ok. 3 w nocy. Zamknęli nas w czymś w rodzaju świetlicy. Siedzieliśmy tam skuci, bez picia. Nie można było nawet pójść do kibla. A policjanci łazili między nami i kopali, bili ludzi po twarzach, rzucali bluzgi. Mówili, że wreszcie się do nas dobrali. Przesłuchania zaczęły się po południu. Brali nas po trzech, czterech na górę, do małego pokoju, w którym siedziało sześciu albo ośmiu policjantów. Kazali nam się rozbierać do naga, położyć na podłodze twarzą do ziemi i wyciągnąć ręce. Nałożyli kajdanki i wtedy się zaczęło… Najpierw zaczęli mnie kopać. Potem poczułem, jak jeden staje mi na plecach, a potem przeskakuje na chłopaków leżących obok. Po nim robili to pozostali. Jeden z policjantów mówił, że mamy wybór: jak się przyznamy i podpiszemy, to za chwilę będziemy mogli wyjść do domu. A jak się nie przyznamy, to trafimy na Białołękę [jest tam więzienie – Polska.]” - wspomina.

Wojciech Braun, lat 45, kierowca busa, najpierw trafił do komendy przy ul. Grenadierów, a potem do aresztu na ul. Umińskiego. “Wraz z czterema innymi osobami władowano mnie do forda transita straży miejskiej” - opowiada. “Spędziliśmy tam godzinę, plując i łzawiąc z opuchniętych oczu - w aucie było pełno gazu łzawiącego. W komendzie na Grenadierów byliśmy bici i kopani. Skuli mnie z innym mężczyzną. Gdy chciałem iść do ubikacji, usłyszałem: Sraj w gacie! Dopiero w areszcie na Umińskiego, gdzie trafiliśmy ok. 2 w nocy, pozwolono nam się obmyć i zasnąć. Następnego dnia znów przewieziono nas na Grenadierów. Policjanci w cywilu kopali nas, bili i ubliżali nam. Jeden specjalnie upuszczał mi klucze na jajka. Podsunęli papier do podpisania: Przyznaj się – usłyszałem. Odmówiłem. Powiedzieli, że jak jeszcze 24 posiedzę, to zmięknę. Dopiero o godz. 14.30, po dwóch dniach, wyszedłem. Przed wypuszczeniem jeszcze gliniarz zerwał ze mnie koszulkę i czapkę z logo Legii, bo “ten znak nawołuje do aktów przemocy”, i kazał w samych slipach do domu wracać.”

Agnieszka ma lat 20 i studiuje polonistykę. Była przesłuchiwana w Otwocku. Narzeka, że gaz wciąż ma za paznokciami i we włosach. “Szłam na mecz z chłopakiem i grupą znajomych. Policjanci powiedzieli, że nas spiszą i puszczą do domów” - opowiada dziewczyna. “Na początku było spokojnie, ale jak jakaś grupka zaczęła śpiewać, to policjanci wpadli na nas. Dostałam pałką, a kilku policjantów dosłownie przebiegło po mnie. “Na ziemię, kurwy!” - krzyczeli. Potem pamiętam tylko gaz i pieczenie oczu. Zabrali naszą kilkuosobową grupę do Otwocka. Wyzywali nas od najgorszych i szarpali. Nie podpisałam przyznania się do udziału w nielegalnym zbiegowisku. Do domu wróciłam o godz. 22 następnego dnia.”

Pawła z Ożarowa, studenta technologii żywności w SGGW, przesłuchiwano w komisariacie przy ul. Raginisa. “Staliśmy w kolejce po bilety na mecz. Policjanci zmusili nas do zejścia na Podzamcze. Tam bili i gazowali wszystkich - i kobiety, i inne spokojnie stojące osoby. Zabrali mnie na Bemowo. Policjant kazał zdjąć mi spodenki i majtki. Musiałem nago robić przysiady. Wyzywał mnie od spaślaków. Każdy, który wszedł na przesłuchanie, dostawał otwartą dłonią w twarz, zanim jeszcze cokolwiek powiedział. Na krześle stawiali pałkę na sztorc i kazali mi na niej siadać. Podpisałem oświadczenie, bo jeden policjant powiedział, że za godzinę może mnie tu już nie być. A tak trafię na trzy miesiące do aresztu.”

To, że zeznania były od zatrzymanych wymuszane, potwierdzają nawet policjanci. “Sama nie wiedziałam, jak się zachować” - opowiada policjantka spod Warszawy. “Komendant powiedział, że przywożą kiboli po zamieszkach, a do mnie na przesłuchania trafiły jakieś spokojne dzieci. Nie potrafiłam zmusić ich do podpisania tych oświadczeń. Ale zarzuty i tak prokurator kazał postawić.” Podobną relację złożył dziennikarzom “Polska The Times” policjant z komisariatu w prawobrzeżnej Warszawie. Przyznał, że jego koledzy po fachu bili tych, którzy nie chcieli przyznać się do udziału w nielegalnym zgromadzeniu.

“Sprawdzimy rzetelnie każde zażalenie, ale mija tydzień, a nic do nas nie wpłynęło. To dowód, że cała operacja została przeprowadzona profesjonalnie” - ocenia Marcin Szyndler, rzecznik komendanta stołecznego. I dodaje, że za kilka dni Stowarzyszenie Kibiców Legii samo przeprosi za swoje zarzuty. Według niego przy kibicach znaleziono kastety, bokserskie ochraniacze na zęby, a nawet widelec.

Oskarżeniom formułowanym przez kibiców Legii zamierza się przyjrzeć prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Według niego to samo od początku powinna robić prokuratura. Jak ocenia, ta akcja pokazała, że polska policja wciąż nie jest przygotowana do walki z kibolami. “Przesłuchanie i przygotowanie zarzutów ponad 700-osobowej grupie ludzi przerosło warszawskich policjantów. A jak policja jest bezradna, to staje się brutalna. Tak samo jak z burdami na stadionach trzeba skończyć z tym, że policja zatrzymanych bije, a prokurator udaje, że tego nie widzi” - mówi profesor.

Źródło: Polska Times

Nie ma aresztowanych

poniedziałek, wrzesień 8th, 2008

Stołeczny sąd odmówił aresztowania 8 kibiców podejrzanych m.in. o czynną napaść na policjantów w czasie wtorkowych burd przed meczem Legii i Polonii Warszawa. Czy to znaczy, że akcja policji przez rząd (ustami wicepremiera Schetyny) uznana za przejaw twardej polityki w celu zapewnienia bezpieczeństwa na stadionach, spełznie na niczym? Nie wiadomo - prokuratura niemal na pewno odwoła się od decyzji sądu.
Sąd odmówił zastosowania aresztu wobec któregokolwiek z chuliganów, uznając że wobec podejrzanych o napaść na policjantów wystarczy dozór policji; wobec pozostałych trzech nie zastosowano żadnych środków zapobiegawczych.

“Analizujemy treść wydanych postanowień” - powiedziała w poniedziałek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Katarzyna Szeska, pytana przez czy śledczy będą się odwoływać.

W zeszłym tygodniu stołeczna prokuratura wystąpiła do sądu o areszt dla 8 zatrzymanych. Pięciu jest podejrzanych o napaść na funkcjonariusza z użyciem niebezpiecznego narzędzia, dwóch - o czynny opór wobec funkcjonariuszy, a jeden - o zniszczenie radiowozu.
Źródło: gazeta.pl

“Media są coraz bardziej skundlone…”

poniedziałek, wrzesień 8th, 2008


Napiszemy teraz kilka gorzkich słów – “Weszło!” powstało między innymi dlatego, że rynek polskich mediów robi się coraz bardziej obrzydliwy. Poważnie – obrzydliwy, odpychający, z każdym dniem mniej warty zaufania. Na palcach jednej ręki można policzyć dziennikarzy, którzy piszą to, co rzeczywiście sądzą. Zwycięża linia redakcyjna, nie znosząca żadnych wyjątków, żadnych odchyleń od założeń. Oczywiście, nie brakuje dobrych dziennikarzy, mających zdrowe spojrzenie na wszystko, co się wokół nich dzieje, ale coraz rzadziej pracodawcy dają im możliwość publikowania niewygodnych, oryginalnych tekstów.

W czasie wczorajszych zamieszek w Warszawie zatrzymani (oczywiście niesłusznie – i piszemy to bez żadnej ironii) zostali też ludzie mediów. Dość przypadkowo zostali więc naocznymi świadkami wszystkiego, co się działo od początku policyjnej akcji. Widzieli bezpodstawne użycie siły, widzieli „zagazowane” (aż do wymiotów) dziewczyny, widzieli bezsens całej tej sytuacji. Wedle ich relacji wszyscy, którzy brali udział w zamieszkach zdążyli uciec, a złapani zostali ci, którzy nie uciekali w ogóle – zwykli ludzie, w tym oni. Osoba, z którą rozmawialiśmy, pracownik dużego radia, nagrała, jak policjanci upokarzali zwykłych ludzi.

I teraz zagadka – czy sądzicie, że taki materiał zostanie wyemitowany? Przecież to temat jak marzenie, reportaż uczestniczący, obnażający to, z czym przez lata w Polsce walczono. Nie, nie zostanie wyemitowany. Taki dziennikarz powinien dostać premię, 10 godzin czasu na zmontowanie jak najlepszej wersji i potem dwa dni wolnego na odsapnięcie. A tymczasem nie ma sensu, by w ogóle się męczył. I tak zamiast tego, co widział na własne oczy, będzie sporo do gadania o wielkim sukcesie mundurowych. Gazety? To samo!
(…)

Tyle lat walczono w Polsce o wolne media, ale one wcale nie są wolne. Są z każdym dniem coraz bardziej skrępowane jakimiś interesikami, długofalowymi strategiami, powiązaniami. Ci mają taką linię, tamci – zupełnie inną. I się do tego publicznie przyznają. A przecież linia powinna być jedna – prawda i reakcja na to, co się dzieje tu i teraz.

(…)

Linia. To jest dziś najważniejsze słowo w mediach. Trzeba pisać zgodnie z linią. Szkoda, że nie zgodnie z sumieniem. Byłoby i ciekawiej, i z pożytkiem. A tak, coraz częściej zawód dziennikarza niebezpiecznie zbliża się do najstarszego zawodu świata – w cenie są ci, którzy za pieniądze napiszą lub powiedzą wszystko co trzeba, bez zadawania zbędnych pytań. Jak redaktor przykazał. Tylko czekać, aż na drzwiach niektórych wydawnictw pojawią się tabliczki: „Tu obowiązuje absolutny zakaz myślenia”. Dotyczy to gazet, radia, internetu oraz oczywiście telewizji. Tak - telewizji. Wiecie, co mamy na myśli…

Źródło: weszlo.com

Kibice odwołują się od wyroków

poniedziałek, wrzesień 8th, 2008

Dziś kibice złożą pierwsze wnioski odwoławcze od wyroków nałożonych na nich po ostatnich derbach stolicy. “W najbliższych dniach prokuratura może się spodziewać nawet kilkuset takich dokumentów” - zapowiadają przedstawiciele Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa, które organizuje pomoc prawną dla osób poszkodowanych. Nieprawidłowości w działaniach policji zauważa też poseł Andrzej Czuma, do którego kibice Legii zwrócili się o pomoc.
Dzisiejsze wydanie gazety “Polska” przytacza wypowiedzi niektórych spośród zatrzymanych we wtorek fanów. “Wspólnie z przyjaciółmi spotkaliśmy się dwie godziny przed meczem niedaleko stadionu. Podeszli do nas policjanci i zapytali, czy idziemy na mecz. Kiedy potwierdziliśmy, zaprowadzili nas na podzamcze, gdzie razem z innymi kibicami mieliśmy czekać na wejście na stadion” - mówi Piotrek, kibic Legii.

Piotrek, choć miał bilet na mecz, na stadion już nie dotarł. Po kilku godzinach został zabrany na komisariat przy ul. Opaczewskiej, gdzie usłyszał zarzut udziału w nielegalnym zbiegowisku. “Nie przyznałem się, dlatego grozi mi 8 miesięcy w zawieszeniu na trzy lata.”

“Polska” przedstawia też kulisy zatrzymania fanów. Większości kibiców prokurator proponował do wyboru: albo się przyznają i dostaną zakaz wstępu na imprezy sportowe przez dwa lata oraz karę grzywny, albo mogą się spodziewać rozprawy w sądzie. “Wielu młodych ludzi wybrało przyznanie się do winy” - mówią przedstawiciele Stowarzyszenia Kibiców Legii. “Nie chcieli mieć kłopotów w szkole i w pracy.” Wobec Piotrka zastosowano dozór policyjny, trzy razy w tygodniu musi pojawić się na komisariacie.

W podobnej sytuacji znajduje się kilkaset innych osób. Coraz więcej świadków zarzuca policji brutalność podczas akcji. Na filmie, do którego dotarła “Polska”, starszy człowiek podchodzi do policjanta i mówi: “Co wy robicie!? W ludzi gazem rzucacie?” Policjant uderza go pałką, mówiąc: “Wypie…”

“Policjanci zachowali się profesjonalnie, a cała akcja przeprowadzona została sprawnie” - mówi Marcin Szyndler, rzecznik komendanta stołecznego. Według jego relacji kibice zostali zepchnięci siłą na podzamcze i tam otoczeni. Przeczą temu zdjęcia, na których widać tłum, który spokojnie maszeruje w kierunku wyznaczonym przez funkcjonariuszy. Rzeczywiście, większość z zatrzymanych nie miała biletów na mecz.

Tomkowi postawiono zarzut udziału w zbiegowisku, którego uczestnicy dopuszczali się zamachu na osobę lub mianie. Policja zatrzymała kibiców na podstawie art. 254 kodeksu karnego, który powstał w czasach PRL W praktyce oznacza on, że jeśli znajdziemy się w tłumie osób, grozi nam do trzech lat wiezienia. W Polsce ten artykuł nie był stosowany od lat, chociaż Warszawa przeżyła wiele najazdów stoczniowców i górników, którzy wyrządzili poważne szkody.

Kibice umówili się w centrum, aby razem przemaszerować pod stadion Polonii. Policja nie nawoływała ich do rozejścia się, lecz konwojowała grupę kilkuset osób. “Nie mogli opuścić kordonu, pojawiają się więc wątpliwości, czy można zastosować ten artykuł” - twierdzi prawnik Andrzej Pleszkun.

Dzień przed spotkaniem obu drużyn na stronach internetowych Polonii pojawiła się jednak informacja, że dwie godziny przed meczem bilety będzie można kupić. W oficjalnym komunikacie po meczu klub Polonia przyznał też, że nie robił żadnych przeszkód w zakupie biletów dla kibiców Legii. Policja jednak do tego nie dopuściła.

W środę w Warszawie spotkają się prawnicy zrzeszeni w Ogólnopolskim Związku Stowarzyszeń Kibiców. “Zapoznamy się z materiałem dowodowym i relacjami świadków zajść” - mówi prawnik Andrzej Pleszkun. Zdaniem prawników związku wątpliwości budzi sens konwojowania przez pół miasta kilkusetosobowej grupy kibiców, żeby pod stadionem powiedzieć im, że nie wejdą na mecz.

Podczas wtorkowej interwencji w akcji wzięło udział ponad tysiąc policjantów. Kilkusetosobową grupę kibiców, od Radomia po Płock, rozwoziło kilkadziesiąt radiowozów. “Zastanawiam się, czy było uzasadnienie przeprowadzenia tak kosztownej akcji. Skieruję w tej sprawie zapytanie do policji” - mówi poseł PO Andrzej Czuma.
Źródło: legialive.pl // Gazeta Polska

Akcja na Podzamczu miała pokazać determinację policji

sobota, wrzesień 6th, 2008

Zatrzymanie w Warszawie ponad 740 pseudokibiców Legii po wtorkowej awanturze podczas meczu z Polonią to nie przypadek. Tak spektakularna akcja była planowana przez policję i rząd od dawna. Miała ona pokazać chuliganom, że nie będzie już dla nich tolerancji - ustaliła Polska The Times. - Jest nacisk z góry, by rzeczywiście wyeliminować chuliganów - mówi nam oficer stołecznej policji.

Po akcji Grzegorz Schetyna, minister spraw wewnętrznych, dał wyraźnie znak, że policja ma zielone światło do stosowania najbardziej drastycznych kroków zgodnych z prawem w walce z szalikowcami: - Nie zabraknie nam determinacji - obiecywał wczoraj. Zaś gen. insp. Andrzej Matejuk, szef Komendy Głównej Policji, zapowiedział, że podobne zatrzymania będą się powtarzać, dopóki kibole nie zrezygnują z agresji. - Jeśli prawo będzie łamane, to działania policjantów będą stanowcze i zdecydowane - skwitował w rozmowie z nami.

Fani Legii zarzucają policji, że wyreżyserowała wtorkową akcję. - W Polsce kibice robili znacznie większe zadymy, które kończyły się nieporównanie poważniejszymi zniszczeniami, a policja zatrzymywała znacznie mniej osób - mówi Daniel, szalikowiec, który nie chce ujawniać swej tożsamości. - To, co się stało na Polonii, było teatrem, dzięki któremu policja mogła pokazać, jak groźni są chuligani stadionowi. Jednocześnie nie zaprzecza, że chuligani we wtorek łamali prawo - rzucali racami i kamieniami w funkcjonariuszy, wskakiwali na stojące na światłach samochody.

Różnicę w działaniach policji widać wyraźnie, jeśli porówna się przedwczorajsze wydarzenia do zamieszek z maja 2006 r., gdy kibice Legii zdewastowali stołeczną Starówkę i obrabowali wiele sklepów. Wtedy zatrzymano 236 osób, tylko niewiele ponad 100 usłyszało zarzuty, a zaledwie 15 szalikowców skazano. Teraz prawie każdy z ponad 700 chuliganów ma usłyszeć zarzuty: niektórzy uczestniczenia w nielegalnym zgromadzeniu, a co bardziej agresywni - napaści na funkcjonariuszy oraz niszczenia mienia.

W walce z szalikowcami ma pomóc policji nowa ustawa o imprezach masowych. Przewiduje ona zaostrzenie kar za stadionowe przestępstwa - grzywny nawet ponad 10 tys. zł, a także więzienie do pięciu lat. Zakłada, że osoby objęte zakazami stadionowymi będą musiały meldować się na komisariacie w trakcie meczu. Nowe przepisy mają położyć kres anonimowości kibiców - bilety na mecze będą kupowane tylko za okazaniem dowodu. Nie obędzie się bez rozbudowy monitoringu na stadionach. Ma zostać także stworzona baza danych z najbardziej agresywnymi chuliganami.

Ustawodawcy wzorują się na prawie brytyjskim. Dzięki zaostrzeniu przepisów już w latach 60. i 70. na boiskach w Anglii udało się opanować przemoc i wandalizm. Za udział w burdzie stadionowej grozi tam pięć lat więzienia, a zakazy stadionowe trwają nawet 10 lat. Sukces Brytyjczycy zawdzięczają jednak przede wszystkim konsekwencji w działaniu służb mundurowych i sądów.
Źródło: legia.com.pl

Sukces policji czy prowokacja?

piątek, wrzesień 5th, 2008

Zacznijmy od suchych faktów. We wtorek 2 września w ramach rozgrywek o Puchar Ekstraklasy spotkały się między sobą dwa warszawskie kluby, Polonia i Legia. Mecz dość prestiżowy, wiadomo - Derby to przede wszystkim walka o prymat w stolicy dwóch zwaśnionych i konkurencyjnych stron. Oczywistym więc wydaje się fakt, że spotkanie to będą chciały obejrzeć na żywo na obiekcie przy ul. Konwiktorskiej obie grupy kibiców. No ale jednak chyba nie do końca. A z pewnością nie dla policji, która w liczbie umożliwiającej jej przeprowadzenie ataku na średniej wielkości miasteczko (skutecznie!), zebrała się pod stadionem Polonii, w celu nie wpuszczenia za żadne skarby kibiców Legii na to zapewne jakże bardzo pasjonujące sportowe widowisko. Efekt? 741 zatrzymanych, kilka wypalonych rac, uszkodzony radiowóz, zero rannych, znalezionych kilka ochraniaczy na zęby, jeden widelec i ogólnonarodowa histeria w mediach.

Według doniesień wiodących na rynku mediów TVN24, Onetu, czy tez Gazety Wyborczej mieliśmy do czynienia z najkrwawszą uliczną wojną ostatnich lat z udziałem bandytów mieniących się kibicami piłkarskimi. Zdemolowane miasto, krzyki i przerażenie przechodniów, wyciąganie ludzi siłą z samochodów, bejsbole w rękach chuliganów. Słowem armagedon. Słysząc to wszystko dostawało się autentycznie gęsiej skórki.
Znowu wstyd. Strzał w kolano kibiców Legii, którzy i tak nie mają ostatnio najlepszej prasy. Do tego wypowiedzi i oświadczenia policji, według której zostali brutalnie zaatakowani przez chuliganów i obrzucano ich kamieniami i petardami. Co za bydło!

Na szczęście prewencja była dobrze przygotowana i nie dopuściła do dalszej demolki miasta i stadionu. Zapędziła awanturujących się kibiców na Podzamcze, skąd po kilku godzinach trzymania ich w odosobnieniu zaczęła wywozić wszystkich do warszawskich komend, potem podwarszawskich, bo zabrakło już dla wszystkich miejsca w całym mieście. Następnego dnia pochwalono się za pośrednictwem mediów o triumfie stołecznej policji. Minister Schetyna pogratulował akcji głównodowodzącym i hucznie zapowiedział koniec pobłażliwości dla stadionowych bandytów.

Opowieść z happy-endem? Nic bardziej mylnego. Postanowiłem dotrzeć do prawdziwych faktów. Rozmawiałem z naocznymi świadkami wydarzeń i zapoznałem się także z opiniami tej drugiej strony barykady – kibicami Legii, z którymi to „niezależne” media nie raczyły nawet porozmawiać. O próbie zrozumienia ich racji nawet nie wspomnę.
Kibice Legii owszem, do świętych nie należą. W końcu kibicowanie na piłce nożnej jest dość specyficzne. To nie siatkówka, Adam Małysz czy szkółka niedzielna. Futbol zawsze wyzwalał wśród fanów znacznie większy wachlarz emocji. Również tych mniej pozytywnych. Do tego na Legii trwa protest i ogólnie wrogi stan względem zarządu klubu i jego właścicieli, spółki ITI, których to delikatnie mówiąc kibice Legii nie szanują. Nie będziemy się póki co w to wszystko zagłębiać, jednak mimo wszystko warto o tym wspomnieć w kontekście ostatnich wydarzeń.

Tak więc wróćmy do samego początku. Kibice Legii umawiają się o godzinie 17 w centrum miasta pod hotelem Metropol. Stamtąd w ilości około tysiąca osób maszerują w asyście szczelnego kordonu policji w kierunku stadionu Polonii. Cały konwój dochodzi pod obiekt przy Konwiktorskiej, jednak zebrana tam licznie policja nie pozwala zbliżyć się do kas obiektu, w których to kibice chcieli najnormalniej w świecie zakupić wejściówki na spotkanie swojej drużyny.
Dochodzi w związku z powyższym do szarpaniny i ubliżeń, czego po chwili efektem stają się rzucone w kierunku mundurowych odpalone race świetlne w ilości sztuk kilka. Oczywiście zupełnie niepotrzebnie i bez sensu. Tu więc minus dla grupy kibiców. Warto jednak zaznaczyć że według naocznych świadków wydarzeń, w przepychance z policją brał udział znikomy procent z ponad tysięcznej grupy ubranych na biało kibiców Legii. Służby prewencji za pomocą gazu i pałek unieszkodliwili awanturujących się, oraz jak to często w takich przypadkach bywa, także ludzi postronnych, którzy mieli to nieszczęście, że znaleźli się w pobliżu. Czyli klasycznie. Palka, gleba, pałka, gaz.

Według postronnych obserwatorów najbardziej krewcy kibice uciekli po kilku minutach z miejsca zdarzenia. Nastał względny spokój. Policja śmiało mogła zakończyć interwencję, swoje działania i wrócić na swoje uprzednio zajmowane pozycje. Jednak padł rozkaz z goła odmienny. Policjanci w białych kaskach otoczyli spokojną jak dotąd ponad siedmiuset osobowa grupę kibiców, która to chciała po prostu kupić bilety i wejść na mecz. Niestety nie było im to dane. Policja szczelnie otoczyła grupę kibiców i zaprowadziła wszystkich w dół na trawnik Podzamcza. Po co? Nie wiem.

Tam trzymała wszystkich ponad 6 godzin. W tym czasie media zaczęły już donosić o zamieszkach, demolce miasta i skutecznej interwencji policji. Przez sześć godzin trzymania kibiców bez dostępu do picia i toalety, doszło do czynów o których nie przeczytacie moi mili nigdzie w największych opiniotwórczych mediach. Otóż gdy się tylko ściemniło policja postanowiła zabawić się z zebraną „szumowiną” i zaczęli psikać z najbliższej odległości gazem i to centralnie w twarz. Kobieta, dziecko, mężczyzna, To wszystko bez znaczenia. Obraźliwe epitety kierowane przy tym pod adresem kibiców niestety nie nadają się do publikacji. Kilka osób wymagało interwencji pogotowia. Może mieli i szczęście gdyż w ten sposób opuścili na sygnale te obłędne koło. Inny z młodych kibiców postanowił urwać się stróżom prawa i w momencie kiedy rozpoczęły się masowe wywózki po stołecznych komendach, dał dyla przez szerokość trawnika przecinając po tym sześć pasów ruchliwej o tej porze Wisłostrady. Głupi? Nie, szczęściarz.

Pozostałych przewieziono do poszczególnych komend. Kiedy zabrakło miejsc na mieście, wywożono ich do Pruszkowa, Otwocka, Nowego Dworu Mazowieckiego, a podobno nawet i do Mińska Mazowieckiego. Tam według różnych doniesień oraz z informacji uzyskanych od samych zatrzymanych, często dochodziło do iście dantejskich scen. Pałowanie, obowiązkowe przysiady w stroju Adama, poniżanie i terror psychiczny. Oraz co staje się już w dzisiejszych czasach standardem, kasowanie obciążających policję zdjęć i filmów w telefonach komórkowych zatrzymanych. W międzyczasie specjalistyczne oddziały policji przeszukiwały trawnik Podzamcza w poszukiwaniu jakichkolwiek dowodów zbrodni. Znaleziono tam też słynny już jeden widelec. Obstawiam że porzucił go któryś z uczestników jednego z odbywających się tam w ostatnich miesiącach pikników. Cud że nie znaleźli tam jeszcze niezwykle niebezpiecznych słoików po musztardzie, lub potłuczonych butelek po piwie.

Wśród 741 zatrzymanych osób, bardzo dużą liczbę stanowili ludzie młodzi, a także nieletni. Dla nich wyjście na mecz swojej drużyny skończył się pierwszym w życiu dołkiem i zderzeniem z brutalną rzeczywistością. Na komendy zaczęły zjeżdżać zaniepokojone rodziny, matki i ojcowie zatrzymanych. A także przyjaciele, którzy chcieli przekazać kolegom i koleżankom napoje, żywność, czy tez papierosy. W większości przypadków jednak nie pozwolono im tego uczynić. Czas nieubłaganie mijał. Kolejne godziny przetrzymywania na korytarzach, czy świetlicach komend. Potem przesłuchania w obecności prokuratorów. Kazano się wszystkim przyznawać do wzięcia udziału w agresywnie zachowującym się nielegalnym zbiorowisku mającym na celu atak na policjantów, oraz zniszczenie mienia (jeden radiowóz). Policja straszyła najmłodszych sankcjami,oraz dłuższą odsiadką, przez co ze strachu i z chęci wyjścia wcześnie do domu wielu poddało się dobrowolnie karze. Stąd sukces policji. Ponad 400 osób przyznanych się do winy, jako dowód na zasadność zatrzymań! Z kolei wszyscy bez wyjątku otrzymają zakazy stadionowe na wiele lat. Dla kibica jest to niczym dożywocie.

Po zapoznaniu się z całym arsenałem dowodów i faktów, zastanawia mnie celowość zachowania policji. Dlaczego nie pozwolono grupie kibiców zakupić biletów i umożliwienia im wejścia na stadion? W końcu obiekt Polonii ma pojemność około 7 tysięcy miejsc, a na samym meczu zajętych było ledwie półtora tysiąca. W czym więc problem we wpuszczeniu tysięcznej grupy Legionistów na wydzielony sektor? Klub zarobiłby więcej na biletach. Derby Warszawy nabrały by większego znaczenia i prestiżu. W końcu też w mediach nie pojawiłyby się informacje o skandalu w Warszawie i demolce miasta (jakiej demolce?).
Kibice Legii i Polonii w dużej mierze reprezentują Warszawę na licznych krajowych i zagranicznych wyjazdach. To miastu powinno zależeć aby nie dochodziło do takich scen, gdyż cierpi na tym również wizerunek stolicy. Czemu więc postanowiono zrobić pokazową akcję stróżów prawa? Komu na tym tak naprawdę zależało? Może chodziło o to aby pokazać Uefie, że polski rząd jest gotowy na EURO 2012 i doskonale daje sobie radę z każdą ilością stadionowych chuliganów? Być może działacze i właściciele Legii postanowili w porozumieniu z policją pozbyć się niewygodnych dla nich kibiców i postawić kropkę nad i w procesie wymiany publiczności na Łazienkowskiej?
Redakcja Warszawiaka proponuje zainteresowanym stronom, aby w ogóle pozamykali wszystkie stadiony. Zburzyli trybuny i wsadzili do paki wszystkich kibiców. Wtedy nie będzie awantur i demolek miast oraz stadionów. Niczego nie będzie.

Źródło: Artur Trzciński, warszawiak.eu

Skandaliczna akcja policji

środa, wrzesień 3rd, 2008

“Kibole zdemolowali centrum miasta!” – przeczytać możemy na portalu Onet.pl. Kiedy uważny czytelnik zechce jednak dokładniej zlokalizować to “centrum” dowiaduje się, że chodzi o warszawski park na Podwalu. “Policja nie używała siły” – udziela wywiadu dla telewizji TVN rzecznik Komendanta Stołecznego Policji, nadkom. Marcin Szyndler. O tym, że używała i to w wyjątkowo brutalny sposób z mediów się już jednak nie dowiemy…

Prezentowany poniżej tekst z pewnością nie jest obiektywny - jest osobistą relacją z wydarzeń, które mieliśmy nieszczęście obserwować. Ma jednak jedną, ogromną zaletę - jest relacją osób, które były na miejscu…

- Nie będzie odpowiedzialności zbiorowej – zapewnia rzecznik stołecznej policji po wczorajszych zajściach z udziałem kibiców Legii w okolicach stadionu Polonii. Nie będzie, bo już była! Jak inaczej nazwać sytuację w jakiej znalazło się kilkuset ludzi (tak, tak – może to dla niektórych nowe spojrzenie na sprawę, ale kibic to też człowiek), którzy przez 4 godziny w bydlęcych warunkach, bez dostępu do wody i toalety, spałowani i zagazowani, wysłuchując aroganckich żartów i docinków funkcjonariuszy policji, pod ostrzałem kamer telewizji TVN, oczekiwali na zatrzymanie i przewiezienie na warszawskie komisariaty?

Ale po kolei. Wczoraj ok. godz. 18.00 kilkusetosobowa grupa kibiców Legii w asyście policji wyruszyła z centrum miasta w stronę ul. Konwiktorskiej. Po dojściu do stadionu Polonii odpalono kilka rac, które poleciały w stronę grupki fanów Polonii. Fakt niezaprzeczalny i ewidentnie naganny. Ale… Do akcji wkroczyła policja. Nie odizolowała jednak prowodyrów zajść, nie skupiła się na ściganiu osób, które rzucały racami (najsprawniejszych, którym w dziecinny sposób udało się wydostać spod czułych pieszczot policyjnych pał), a rzuciła się do pałowania i gazowania wszystkich, którzy akurat stanęli jej na drodze. To nic, że w centrum wydarzeń znaleźli się przypadkowi przechodnie, starsi ludzie wracający z zakupów, niewidomi, wychodzący z pobliskiej siedziby Polskiego Związku Niewidomych. Zamiast kordonem zepchnąć kibiców w jedno miejsce i dalej w spokoju odkonwojować do wyznaczonego celu, policjanci rzucili się z ułańską fantazją do pałowania. Tych bardziej krewkich mundurowych uspokajać musieli ich bardziej opanowani koledzy: - Już wystarczy! Już k… mówię! – krzyczeli do zaaferowanych akcją młodszych funkcjonariuszy, wylewających właśnie swoje życiowe frustracje pałami na kibiców. – Kto tu k… dowodzi!? – krzyczeli zdenerwowani dowódcy innych oddziałów, widząc nieporadność i nadgorliwość funkcjonariuszy. – Trzeba ich zrozumieć, dla wielu z nich to pierwsza taka akcja – tłumaczył młodych policjantów przed dziennikarzem jeden z bardziej doświadczonych funkcjonariuszy. Doprawdy bardzo to budujące – zostać spałowanym w imię ćwiczeń “zielonych” policjantów – kto by pomyślał, że będąc jedynie kibicem można się tak przysłużyć całemu społeczeństwu. Ale rzecznik prasowy policji zachowywał kamienną twarz i w chętnie udzielanych wywiadach przekonywał: - Policja w trakcie interwencji nie stosowała siły.

Sytuacja została szybko opanowana, policja uformowała kordon, połączyła wszystkie rozstrzelone wokół skrzyżowania ulic Konwiktorskiej z Bonifraterską grupki kibiców i odeskortowała wszystkich na Podwale. Tam fani Legii w spokoju oczekiwali na decyzje dowódców policji. Po kilkunastu minutach usłyszeli przez megafon: “Kibice Legii, tu policja. Nikt nie opuści kordonu, póki nie zostanie wylegitymowany! Prosimy o zachowanie spokoju i współpracę z policją.” I rozpoczęło się kilkugodzinne oczekiwanie na “wylegitymowanie”. Kiedy po dwóch godzinach bezczynności funkcjonariuszy ludziom zaczęły puszczać nerwy i zaczęli… pytać, kiedy w końcu zacznie się wypuszczanie z kordonu, usłyszeli, że mają skończyć dyskusje, albo “urządzi się im ścieżkę zdrowia”. Były też bardziej oryginalne “żarty” policjantów, np. : “Jak się ściemni, to wszystkich zagazujemy”. Kilka osób próbowało rozładować atmosferę – kibice odpalili race, położyli na trawie i zaintonowali: “Płonie ognisko i szumią knieje…”, czym doprowadzili policję do wściekłości. Policjanci wpadli do środka kordonu i ugasili “ognisko”. Kibice odpalili więc kolejne, z których dwie tym razem poleciały w stronę funkcjonariuszy. No i się zaczęło – ponownie, zamiast złapać osoby ciskające racami (według policji każdy ruch uczestników zajścia był ściśle monitorowany i filmowany, więc nie powinno z tym być problemu), policjanci postanowili pójść na łatwiznę – wbiegli w środek tłumu i zaczęli na oślep pałować i gazować ludzi. Wszystkich! - Przestańcie gazować! Tu są dziewczyny! – krzyczała przerażona kibicka. – Dziewczyny są? No to masz! – odpowiedział jej funkcjonariusz, ciskając prosto w twarz chmurą gazu z odległości pół metra! Ludzie dusili się, wili w konwulsjach. Wezwano pogotowie, które przez pewien czas od przyjazdu nie miało co robić, bo policja nie zgodziła się na wypuszczenie z tłumu najbardziej poszkodowanych osób!

Jeszcze o godz. 1.30 grupa kilkudziesięciu osób otoczona kordonem policji oczekiwała na zatrzymanie i przewiezienie do jednego z warszawskich komisariatów – od sześciu godzin bez picia, dostępu do toalety, bez prawa do pytań o to kiedy, dokąd i dlaczego zostaną przetransportowani.

Mówi się, że prawda zawsze leży po środku, że w sytuacji konfliktowej nikt nigdy nie jest bez winy. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – ta stara prawda nie podlega dyskusji. Tak jest z pewnością również w tym przypadku – nikt nie kwestionuje tego, że kibice którzy dotarli pod stadion Polonii nie zachowywali się idealnie, że nie sprowokowali konfliktu z policją, rzucając w stronę fanów “Czarnych Koszul” rac. Czy jednak wolno któremukolwiek z dziennikarzy pisać, że “kibole zdemolowali centrum miasta”, podczas gdy faktycznie ucierpiały dwie skrzynki pomidorów pobliskiego straganu warzywnego i to w wyniku panicznej ucieczki kibiców przed pałującymi na oślep panami w niebieskich mundurach? Czy można pisać o dzielnych policjantach uchylających się przed gradem kamieni, kiedy żadnych kamieni w pobliżu nie było? Czy w ogóle wolno, będąc dziennikarzem, opisywać wydarzenia, o których słyszało się z… innych mediów z perspektywy domowego fotela?! Czy wolno wypowiadać się przed telewizyjną kamerą, że policjanci nie użyli siły, kiedy faktycznie funkcjonariusze w brutalny sposób nadużywali pałek?!

Według policji około 700 pseudokibiców zostało zatrzymanych. 700 pseudokibiców, czy 700 osób pośród których są pseudokibice? Ilu osobom spośród tych setek postawione zostaną zarzuty czynnej napaści na funkcjonariuszy? Pięciu, dziesięciu, dwudziestu? Ilu z nich policja faktycznie udowodni dopuszczenie się czynu zabronionego? Z pewnością będziemy mogli policzyć ich na palcach jednej ręki. Maksymalnie kilkadziesiąt osób ponosi winę za zajścia - wczoraj spałowano, zagazowano i potraktowano jak zwierzęta kilkaset!

Ale - pokażcie mi człowieka, a znajdzie się paragraf. Na swojej oficjalnej stronie internetowej stołeczna policja zapowiada już, że pośród zarzutów postawionych uczestnikom feralnego przemarszu znajdą się także te o “udział w zbiegowisku”. Z tym zarzutem ciężko będzie komukolwiek dyskutować. Genialny sposób na podniesienie policyjnych statystyk – 700 zatrzymanych, 700 skazanych – media szaleją, policja triumfuje, ordery, pochwały, premie! – Po co szli! – usłyszałam wczoraj od osoby z klubu przy Łazienkowskiej. Fakt – pozamykajmy stadiony, spalmy wszystkie szaliki, zabrońmy kibicowania, a każdego łamiącego ten zakaz ku przestrodze publicznie wieszajmy przed ratuszem. Nie będzie burd, nie będzie rac, nie będzie problemów.. niczego nie będzie!

W trakcie całej akcji policji byliśmy świadkami tylko jednego zachowania funkcjonariuszy zasługującego na pozytywną ocenę. Młody chłopak leżący na chodniku – pobity, zgazowany, czy trafiony racą – nie wiemy, ale na pewno w kiepskim stanie. Policjant nachyla się do niego, wkłada do ręki portfel, który wypadł chłopakowi z kieszeni, zdejmuje mu z szyi szalik i podkłada pod głowę. Potem gładzi po głowie i mówi: “Spokojnie, karetka już jedzie”. Czyli jednak można nosić niebieski mundur i pałę przy boku, a jednocześnie myśleć, czuć i pozostawać człowiekiem. Szkoda, że to wciąż w naszym kraju takie niepopularne.

Źródło: legia.com.pl