Pobicie mężczyzny w Siemanowicach Śląskich
środa, maj 21st, 2008Wyciągnęli go z łóżka w środku nocy, nagiego zawieźli na komisariat i tam przesłuchiwali. Kilkanaście godzin później przerażony mężczyzna wyszedł z komendy bez zarzutów. Ma za to sińce na głowie,plecach i udach oraz złamany ząb. - Wyjaśniamy, jak do tego doszło -przyznaje policja.Wtorek, kilka minut przed północą. Przed dom przy ul. Bocianów w Siemianowicach Śląskich podjeżdża radiowóz. Umundurowani policjanci wbiegają do mieszkania na parterze i próbują skuć 31-letniego Przemysława Jaskółowskiego. Twierdzą, że nagi mężczyzna groził śmiercią matce swojej przyjaciółki. Zszokowana przyjaciółka próbuje im wytłumaczyć, że to jakieś nieporozumienie. Stróże prawa nie chcą jej jednak słuchać. W ruch idą pałki i gaz łzawiący. Po chwili obezwładniony Jaskółowski w asyście policji wychodzi na ulicę. Ma na sobie tylko kajdanki. Mieszkańcy sąsiednich domów z niedowierzaniem patrzą na gołego faceta prowadzonego do radiowozu.
Kilka minut później nagi 31-latek trafia na komendę w Siemianowicach i ląduje w izbie zatrzymań. Zamknięty w celi słabnie, a pogotowie zawozi go do szpitala. Po badaniu i zastrzyku wraca na komendę, po kilku godzinach znowu melduje się w szpitalu. W środę wieczorem policja wypuszcza go na wolność. Nie stawia mu żadnych zarzutów.
- Nie mieliśmy wystarczających dowodów, potwierdzających, że doszło do gróźb karalnych - przyznaje nadkomisarz Izabela Rom, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Siemianowicach Śląskich. Dodaje jednak, że śledztwo w tej sprawie ciągle trwa.
Jaskółowski wyszedł z komendy z rozciętą brodą, z sińcami na głowie,plecach i udach oraz z ułamanym zębem. Policyjny protokół jego zatrzymania potwierdza te obrażenia. - Wyjaśniamy, jak do nich doszło -mówi nadkomisarz Rom. Biegły sądowy, który zbadał 31-latka, nie ma jednak wątpliwości, że to efekt pobicia.
Wczoraj Jaskółowski złożył w sądzie zażalenie na zatrzymanie, w komendzie wojewódzkiej skargę na działanie policjantów, a w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przez nich przestępstwa. - Nie odpuszczę tego, co mi zrobili - zapowiada mężczyzna.
Katarzyna, przyjaciółka Jaskółowskiego, zapewnia, że nigdy nie groził jej mieszkającej piętro wyżej matce śmiercią. - Mamie nie podobało się,że Przemek przyjechał do mnie na noc i kazała się mu wynosić. Kiedy odmówił, zawiadomiła policję - mówi kobieta. Przyznaje, że jest zszokowana brutalnością stróżów prawa. - Myślałam, że takie rzeczy skończyły się wraz z upadkiem komuny - dodaje.
Profesor Zbigniew Hołda, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka,nie ma wątpliwości, że funkcjonariusze przekroczyli swoje uprawnienia.- Upokorzenie, naruszenie ciała i bezprawne pozbawienie wolności.Trudno się będzie policji z tego wytłumaczyć - mówi i przypomina, że działania policja mają być stanowcze i skuteczne. - Nie mogą być jednak brutalne - podkreśla prof. Hołda.
Nadkomisarz Rom zapowiada, że policja wyjaśni wszystkie okoliczności zatrzymania 31-latka, a w przypadku stwierdzenia uchybień ukarze winnych. - Jednak z tego co wiem, mężczyzna podczas akcji był bardzo agresywny - tłumaczy działania kolegów.
Jaskółowski dostał zwolnienie lekarskie na siedem dni.
Źródło: gazeta.pl