Pobicie pod komendą w Gdańsku

Zostałem pobity przez policję - twierdzi 24-letni Jakub. Na dowód pokazuje obdukcję lekarską, w której jest mowa o obrażeniach zadanych pałką policyjną. Policja jest pewna swej niewinności. Sprawą zajmie się prokuratura

Noc z soboty na niedzielę 24-letni Jakub spędził z kolegami w pubie w centrum Gdańska. Kilka dni wcześniej obronił dyplom z ekonomii na Uniwersytecie Gdańskim i chciał to uczcić. Około godz. 4 nad ranem rozstał się ze znajomymi pod budynkiem Dworca Głównego w Gdańsku. Godzinę później policjanci przywieźli pobitego Jakuba do pogotowia socjalnego przy komendzie miejskiej policji (odpowiednik dawnej izby wytrzeźwień). Nie wiadomo dokładnie, co się w ciągu tej godziny wydarzyło.

- Kuba był trochę pijany i zmęczony, ale na pewno nie agresywny - wspomina znajomy mężczyzny, Amerykanin George Diaz. To on widział go ostatni. - Namawiałem go, żeby zamówił taksówkę, ale on wolał się przejść. Ja pojechałem do Wrzeszcza.

Ślady jak po pałce

Jakub szedł piechotą do domu, w kierunku ul. Kartuskiej. - Gdy przechodziłem przez przejście dla pieszych na skrzyżowaniu ul. 3 Maja z ul. Nowe Ogrody w Gdańsku [kilkanaście metrów od wejścia do komendy policji - red.], zatrzymał się przy mnie policyjny radiowóz, z którego wyskoczyło dwóch funkcjonariuszy - opowiada mężczyzna. W dokumentach pogotowia policjanci napisali, że na trawniku znaleźli pijanego mężczyznę “w stanie zagrażającym zdrowiu i życiu”.

Jakub zaprzecza: - Zostałem napadnięty przez policjantów. Nie mogli mnie znaleźć na trawie, bo byłem ubrany w jasnobeżową koszulę i białe spodnie, a rano ubranie było czyste.

Mimo że od wydarzenia minęły trzy dni, 24-latek nadal wygląda strasznie. Opuchnięta, posiniaczona twarz, na karku szrama, krwiak przy uchu i nabiegłe krwią oczy. Wciąż nie odzyskał w pełni słuchu w lewym uchu.

- Straciłem przytomność już po pierwszym uderzeniu pałą, więc nie pamiętam dokładnie wszystkiego - przyznaje. - Ocknąłem się dopiero w izbie wytrzeźwień, skąd po czterech godzinach zabrała mnie do szpitala karetka.

Z obdukcji lekarskiej: “Obrażenia skórne lewej okolicy skroniowej i twarzoczaszki, wyraźnie odpowiadające kształtem pałce policyjnej”.

Kamery są, ale popsute

Nad wejściem do komendy miejskiej policji przy ul. Nowe Ogrody znajduje się kamera. Widać z niej chodnik przed budynkiem i policyjny parking za rogiem. Poprosiliśmy wczoraj o udostępnienie nam nagrania z kamery z nocy 27 lipca. Chcieliśmy zobaczyć, co wydarzyło się na skrzyżowaniu w niedzielę nad ranem, ale policja odmówiła. - Jest awaria systemu i nic nie zostało nagrane - tłumaczy Błażej Bąkiewicz z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. - Do awarii doszło 10 lipca - uzupełnia rzeczniczka gdańskiej KMP aspirant Magdalena Michalewska.

Z kolei strażnik z aresztu śledczego, który w niedzielę między godz. 4 i 5 dyżurował na wieżyczce, z której widać skrzyżowanie ul. 3 Maja z ul. Nowe Ogrody, zapamiętał jedynie, że “gdy już świtało, przejechał tamtędy policyjny radiowóz na sygnale”.

Wczoraj po południu z Komendy Miejskiej Policji przyszło do redakcji oświadczenie: “W niedzielę do komisariatu w Śródmieściu zgłosił się obywatel Francji [ojciec poszkodowanego mieszka we Francji - red.] i powiedział, że jego 24-letni syn został pobity. Policjanci przyjęli zawiadomienie o uszkodzeniu ciała. Ponadto ustalono, że w nocy z soboty na niedzielę przy ul. 3 Maja patrol zauważył młodego mężczyznę leżącego na przystanku autobusowym. 24-latek był pod wpływem alkoholu i kontakt słowny z nim był utrudniony. Funkcjonariusze w trosce o jego bezpieczeństwo przewieźli go do pogotowia socjalnego w celu wytrzeźwienia. Z relacji pracowników pogotowia wynikało, że mężczyzna zachowywał się agresywnie. Policjanci nie naruszyli żadnych obowiązujących procedur interwencji”.

- Czy mimo to policja prowadzi jednak jakieś postępowanie wyjaśniające? - zapytaliśmy.

- Nie ma podstaw, by cokolwiek zarzucić policjantom. Trwa jednak śledztwo, które ma wyjaśnić, kto jest sprawcą pobicia - odpowiedziała nam rzecznik policji.

Dziś reprezentujący Jakuba prawnik złoży w prokuraturze oficjalne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez policjantów. - Dowodami są silne obrażenia, które mogły powstać od pałki - mówi mecenas Ryszard Bafia. - Nie wolno tego puścić płazem.

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto


Napisz komentarz