Policjant z Chodla: Motocyklista jechał na mnie
Policjant, który strzelał do motocyklisty w Chodlu, w środę zeznając na procesie wytoczonym policji przez rodzinę zastrzelonego chłopaka powiedział, że nie wiedział, jak się zatrzymuje motocykl na blokadzie oraz że nie miał doświadczenia w strzelaniu z pistoletu maszynowego.
Rodzina chłopaka wytoczyła proces cywilny komendzie wojewódzkiej policji. Domaga się 800 tys. zł odszkodowania. W środę na rozprawie w Sądzie Okręgowym w Lublinie zeznania złożył Sebastian O. Policjant uważa, że nie popełnił błędu. - Całe zdarzenie trwało kilka sekund, motocyklista nie zatrzymał się po strzale ostrzegawczym i jechał na mnie - mówił. Funkcjonariusza nie zdziwił też fakt, że na motorze jechała tylko jedna osoba, gdy tymczasem na hurtownię w Kraśniku napadły dwie. - Mogli się przecież rozdzielić - stwierdził.
Na sali sądowej razem z adwokatami siedzieli rodzice Marcina Kopcia. Policjant nie był w stanie spojrzeć im w oczy. Dodał, że dopiero po tragedii w Chodlu zaczął się interesować motocyklami. Wcześniej nie wiedział nawet, w jaki sposób zatrzymuje się takie pojazdy na blokadzie. Przyznał też, że nie miał dużego doświadczenia w strzelaniu z pistoletu maszynowego, którego użył w Chodlu: - Strzelanie z takiej broni ostatni raz ćwiczyłem na kursie podstawowym w 1998 r. Po tym kursie nie strzelałem już z broni maszynowej - wyjaśniał.
Rodzina Marcina Kopcia tylko w procesie cywilnym może domagać się zadośćuczynienia za śmierć syna. Prokuratura Okręgowa w Lublinie uznała, że Sebastian O. nie przekroczył uprawnień strzelając do motocyklisty. Śledztwo zostało umorzone. Tę decyzję podtrzymał Sąd Rejonowy w Opolu Lubelskim. - Uważamy, że prokurator prowadzący śledztwo w tej sprawie popełnił błędy. Chcemy, by poznała je opinia publiczna. To jeden z powodów, dla którego zdecydowaliśmy się na ten proces - mówił “Gazecie” Sławomir Kopeć, brat zastrzelonego.
Rodzina próbowała wcześniej zawrzeć ugodę z policją. Zaproponowała nawet obniżenie kwoty odszkodowania. Jednak KWP nawet nie odpowiedziała na wniosek w tej sprawie.
Rozmowa z prof. Janem Widackim z 27 lipca 2007 roku
Paweł P. Reszka: Policjant, jadąc na blokadę w Chodlu, otrzymał ze zbrojowni pistolet maszynowy. Strzelał z podobnego dziewięć lat wcześniej. Czy możemy mówić o zaniedbaniu jego przełożonych, którzy nie postarali się, by przechodził terminowe szkolenia?
Prof. Jan Widacki, prawnik, były wiceminister w MSW: To raczej oczywiste.
Wracając do samej blokady pod Chodlem i tragedii, która tam miała miejsce. Jaki jest określony prawem sposób zatrzymywania motocyklistów przez policję?
- To zależy od sytuacji. Jeżeli motocyklista nie jest podejrzewany o udział w jakimś poważnym przestępstwie, jedyna metoda, jaką powinni zastosować policjanci, to pościg za motocyklem aż do skutku. Być może uda się go złapać za godzinę, może za miesiąc. Bo jak mówiłem już wcześniej, nie używa się kolczatek, by nie spowodować katastrofy z udziałem motocyklisty. A strzał z broni palnej grozi wypadkiem śmiertelnym.
A jeżeli motocyklista jest podejrzewany o udział w poważnym przestępstwie?
- Wtedy funkcjonariusze mogą otworzyć ogień. Ale powinni ściśle trzymać się przypadków użycia broni określonych w art. 17 ustawy o policji. Te przepisy, co szczególnie ważne, nie mogą być interpretowane rozszerzająco.
Prokuratura uznała, że zaszły dwie przesłanki, które pozwoliły na otwarcie ognia przez policjanta. Pierwsza to “odparcie bezpośredniego i bezprawnego zamachu na życie, zdrowie lub wolność policjanta”. Dotyczy momentu, gdy motocyklista jechał, według relacji funkcjonariuszy, wprost na policjanta. Wówczas ten oddał strzały ostrzegawcze w powietrze. Następnie odskoczył, motocyklista minął go i wówczas funkcjonariusz oddał kolejne strzały, w tym ten śmiertelny, który trafił Marcina K. w plecy. W tym drugim przypadku policjant, według prokuratury miał prawo strzelać, bo sądził, że ściga sprawcę rozboju. To również wprost wynika z ustawy o policji.
- Tak, tylko że ustawa mówi, iż policjant może strzelać w “bezpośrednim pościgu za osobą”, wobec której istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia rozboju. Natomiast w tym przypadku, jestem przekonany, że bezpośredni pościg byłby wówczas, gdyby funkcjonariusze cały czas jechali za sprawcą napadu na hurtownię w Kraśniku. I mieli absolutną pewność, że ścigają bandytę. A tu było tak, że policjanci po prostu czekali na blokadzie, kiedy nadjechał ten chłopak. Więc co to za bezpośredni pościg? Powtarzałem to już wielokrotnie: mamy do czynienia z nieuzasadnionym użyciem broni.
Ale według Roberta Bednarczyka, szefa Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie, zachowanie motocyklisty “wytworzyło u funkcjonariusza policji na blokadzie przekonanie wewnętrzne”, że właśnie trafił na bandytę, który z bronią w ręku obrabował hurtownię, który nie chce się zatrzymać i próbuje umknąć, przy okazji przejeżdżając go.
- Co to znaczy przekonanie wewnętrzne? Żeby otworzyć ogień, trzeba nie mieć absolutnie żadnych wątpliwości. Uważam, że policjant w ogóle nie powinien wyjmować broni z kabury.
lipiec 31st, 2008 at 4:24 po południu
Myślę że w wielu wypadkach policja przekracza swoje uprawnienia, w tym jednak nie widzę żadnego nadużycia i uważam że policjant postąpił słusznie. Nie lubię policji i ich zachowania , sam wiele razy doświadczałem niesprawiedliwości od nich i do tej pory mam żal. W tym przypadku jednak rozdmuchujecie sprawę dość oczywistą i nie sądzę żeby jakiś sąd zmienił wyrok w tej sprawie. Pochodzę z ulicy i wiem jak ludki się zachowują, jakiego języka uzywają i jakie poglądy mają. Domyślam się też jaki był ten który zginoł. Totalny cwaniak na motocyklu i tyle, takich pełno teraz. Ogólnie wśród takich panuje opiniia że policja ich nie zatrzyma a oni sami są nietykalni. Potem na ławkach opowiadają kolesiom jakie to oni są twardziele i jak jest git. Policjant zrobił to za co mu płacą i tyle.
sierpień 18th, 2008 at 9:20 po południu
Ciekawa strona, tak trzymac , pozdrawiam