Relacja Dariusza Borowiaka
RELACJE PISANE
FAKTY ZWIĄZANE Z WYJAZDEM SYMPATYKÓW GKS KATOWICE
NA MECZ DO STALOWEJ WOLI W DNIU 22.03.2008R.
I UCZESTNICTWA W NIM MOJEGO SYNA KORDIANA BOROWIAKA
ORAZ ZDARZENIA POWIĄZANE, KTÓRE NASTĄPIŁY PÓŹNIEJ
Kibice Klubu Sportowego GKS Katowice wyjechali na mecz ze Stalą Stalowa Wola rano
w dniu 22.03.2008r (w Wielką Sobotę) specjalnie podstawionym pociągiem. Kordian Borowiak wyjechał na mecz pod opieką organizatorów wyjazdu. Sam rozmawiałem z nim w przeddzień meczu przez ponad godzinę na temat potencjalnych niebezpieczeństw związanych z tego typu wyjazdami. Rozmawialiśmy też na temat różnych modelów kibicowania, ksenofobii, fanatyzmu, pseudokibiców, bojówek i tym podobnych ważnych spraw do poruszenia z dorastającym człowiekiem. Rozmowa ta była szczególnie ważna ze względu na stan zdrowia Kordiana. Mój syn w sierpniu zeszłego roku przeszedł bardzo poważny wypadek komunikacyjny, którego był ofiarą. Miał dużo szczęścia, że uszedł z życiem. W wyniku uderzenia nadjeżdżającego ulicą podporządkowaną samochodu w wolno jadący motocykl prowadzony przez ojczyma Kordiana, mój syn wyleciał jak z katapulty, „przefrunął” wiele metrów w powietrzu i spadł na chodnik. Policja, która pojawiła się na miejscu wypadku, pytała, czy żyje. W wyniku tego zdarzenia Kordian miał zupełnie zgruchotane prawe udo, nie licząc innych złamań, uszkodzeń stawów i otarć. W środku kości udowej była miazga jako pozostałość kości. Językiem fachowym mówiąc – wieloodłamowe złamanie kości udowej. Pierwsza operacja przeprowadzona w dni wypadku, polegająca na wprowadzeniu w kość drutów Endera, nie udała się. Druga, która miała miejsce 19.10.2007r. trwała ponad 4 godziny i w jej wyniku kość została zespolona drutem śródszpikowym poczwórnie ryglowanym (umocowanym do kości udowej czterema wkrętami, po dwa z każdej strony kości). Lekarze pesymistycznie wypowiadali się na temat możliwości zrostu kości po drugiej operacji (po pierwszej wytworzył się tzw. staw rzekomy, noga nie chciała się zrastać, kość się przekrzywiła), lecz stopniowo, powoli następował zrost. Kordian przez 3 miesiące uczył się w domu – przyjeżdżali do niego nauczyciele. Do początku marca 2008r. chodził o kulach; najpierw dwóch pachowych, potem dwóch łokciowych, by po różnych wariantach zakończyć na jednej łokciowej. W wyniku wszystkich zabiegów kości wprawdzie się zrastała, ale noga została skrócona o 1 cm, staw kolanowy miał poważny przykurcz, staw skokowy odmawiał posłuszeństwa, nastąpiła poważna rotacja nogi w stawie biodrowym. Część z tych dolegliwości została częściowo dopiero zniwelowana. Czekał mojego syna jeszcze, długi, wielomiesięczny okres rehabilitacji, który był i jest niezbędny, by mógł on uzyskać pełną sprawność fizyczną. Nie wspomnę o problemach natury psychologicznej, które w związku z tymi zdarzeniami się pojawiły. Tak więc w związku z takim stanem zdrowia Kordiana przeprowadziłem z nim długą rozmowę przed wyjazdem na mecz. „Tato, przecież mnie znasz, będę się trzymał daleka od wszelkich niebezpiecznych sytuacji, poza tym mam nogę w takim, a nie innym stanie, więc nie ma takiej możliwości, żebym się w coś zaplątał!” – powiedział mój syn. „Uważaj na siebie synku, bo na takich wyjazdach różnie bywa!” – usłyszał ode mnie. „Wiem, będę uważał!” – zapewnił mnie.
Dowody:
- zeznania organizatorów wyjazdu kibiców GKS Katowice,
- zeznania moje i Kordiana,
- zeznania matki Kordiana,
- zapisy lokalizacyjne naszych telefonów komórkowych – rozmawialiśmy w Coffee Heaven w Centrum Handlowym Silesia w Katowicach.
Powrót z meczu (na którym kibice byli przez 20 min ze względu na kłopoty z pociągiem) odbywał się w Stalowej Woli pod eskortą policji, która opóźniała przemarsz grupy ok. 700 osób do pociągu. Niewielkie napięcia pomiędzy eskortującymi a eskortowanymi spowodowały użycie siły ze strony policji (pałki policyjne) i użycie siły ze strony niewielkiej części kibiców (kamienie). Jednakże kibicom zależało na szybkim przedostaniu się do pociągu i zajęciu sobie miejsc (pociąg był przepełniony!), więc ruszyli biegiem w stronę składu przebijając się przez kordon policji. Zajęli miejsca w pociągu i pociąg odjechał. Z relacji kibiców wynika, że zdarzenia w Stalowej Woli miały incydentalny charakter i „nie były niczym wielkim”. Mój syn Kordian Borowiak nie brał żadnego udziału w tych wydarzeniach z użyciem siły w stalowej Woli.
Dowód: relacja świadka, kolegi Kordiana, z którym mój syn wtedy się przemieszczał. Dane osobowe świadka udostępnię, gdy będę miał przekonanie o jego bezpieczeństwie.
Przed stacją w Tarnowie pociąg zatrzymywał się dwukrotnie: w Jarosławiu, gdzie wysiedli kibice z tej miejscowości i w Dębicy, gdzie nastąpił ok. ½ godz. postój. W Dębicy kibice w obecności policji i pracowników służby ochrony kolei udali się do sklepów, by kupić sobie napoje i posiłki, gdyż podróż była długa i męcząca. W tym mieście do podróżujących podeszli również kibice Klubu Wisłok Dębica, którzy przynieśli również napoje i posiłki. Część kibiców zaopatrzyła się tam również w alkohol, głównie piwo, jednak z ich relacji nie wynika, że było go ponad miarę, jak sugerowała policja. W czasie postoju w Dębicy nie doszło ze strony kibiców do żadnych ekscesów, kradzieży, agresywnych okrzyków itp. Wszystko odbyło się w przyjaznej atmosferze.
Dowody: relacje wielu świadków, uczestników wyjazdu. Dane osobowe świadka udostępnię, gdy będę miał przekonanie o jego bezpieczeństwie.
Następną stacją, na której planowo miał zatrzymać się i zatrzymał się pociąg był Tarnów. W Tarnowie tuż po planowym zatrzymaniu się pociągu kilku kibiców postanowiło się przesiąść z jednego składu pociągu do drugiego (pociąg składał się z dwóch składów, pomiędzy którymi nie było przejścia). Jeden z przechodzących został zatrzymany i pobity pałkami przez policję (osoby relacjonujące zdarzenia twierdzą, że za nic). To spowodowało, że z pociągu (przede wszystkim z pierwszego składu) wybiegło ok. 50 – 100 osób (różne relacje podają różną przybliżoną ich liczbę) i zaczęło bić się z policją, którą odparli i wrócili do pociągu. Następnie, gdy pociąg już ruszał, policja zaatakowała odjeżdżające składy przy użyciu kamieni. Policjanci rzucali kamieniami w pociąg wybijając szyby. To spowodowało zaciągniecie hamulca bezpieczeństwa i sprowokowało najbardziej agresywną bójkę. Ok. 50 – 100 osób odparło policję rzucając kamieniami, i napotkanymi na peronie przedmiotami. Peron został częściowo zniszczony, a policjanci odparci do przejścia podziemnego. W starciach policji i kibiców również policjanci rzucali kamieniami, jednak poddali się naporowi grupy kibiców.Wydarzenia powyżej opisane, które rozegrały się na dworcu w Tarnowie mogą się nieznacznie różnić od stanu faktycznego, gdyż zbadanie ich dokładnego przebiegu wymaga uporządkowania materiału z relacji świadków, jednakże ich podstawowy przebieg wiele osób opisuje w podobny sposób.
Dowody:
- relacje wielu świadków, uczestników wyjazdu. Dane osobowe świadków udostępnię, gdy będę miał przekonanie o ich bezpieczeństwie,
- relacje kierownika pociągu z Katowic,
- filmiki nakręcone z wnętrza pociągu przez mojego syna – zarekwirowane przez policję,
- filmiki nakręcone telefonem komórkowym przez innych pasażerów ostatniego wagonu,
- nagrania z monitoringu dworca i nagrania dokonane przez policję – w dyspozycji policji.
W czasie postoju pociągu w Tarnowie mój syn Kordian przez cały czas przebywał w przedziale pociągu. Znajdował się w ostatnim osobowym wagonie pociągu wraz z pięcioma kolegami z Katowic. Towarzysze jego podróży to chłopcy w wieku od 15 do 26 lat, którzy wraz z moim synem drżeli na widok latających kamieni, które były rzucane od czoła pociągu przez część kibiców uczestniczącą w bitwie (jak również policjantów, lecz w drugą stronę). Kordian nawet nie wychylił się przez szybę, czy drzwi pociągu. W czasie zajść nagrał przez szybę dwa filmiki obrazujące te wydarzenia swoim telefonem komórkowym. W czasie bitwy policjanci znajdowali się (gdy nie zostali odparci do przejścia podziemnego) na wysokości ostatniego wagonu i tyłu składu końcowego pociągu, a atakujący kibice nacierali od przodu pociągu.
Dowody:
- relacje (zeznania) pięciu kolegów Kordiana podróżujących z nim pociągiem,
- filmiki nakręcone z wnętrza pociągu przez mojego syna – zarekwirowane przez policję,
- filmiki nakręcone telefonem komórkowym przez innych pasażerów ostatniego wagonu,
- nagrania z monitoringu dworca i nagrania dokonane przez policję – w dyspozycji policji.
Kolejny postój pociągu miał miejsce w Krakowie - Mydlnikach. Pociąg bardzo wolno przejeżdżał przez Karków, w tym czasie policjanci przygotowywali akcję i gromadzili siły; przygotowywali się policjanci z oddziałów prewencji krakowskiej, oddziałów AT oraz dojeżdżali policjanci w Tarnowa. Około godziny 21:15 (wedle jednych źródeł), ok. 21:45 (wedle innych) pociąg wjechał na opustoszałą, ukrytą wśród lasów, na peryferiach miasta stację kolejową w Mydlnikach. Przebywał tam aż do ok. godziny 3:00 Niedzieli Wielkanocnej. Pacyfikacja pociągu z ok. 650 jego pasażerami trwała więc około 5 – 6 godzin. A oto, jak wykorzystywała te Wielkanocne godziny policja. Do wszystkich (lub przeważającej większości) przedziałów wrzucono gaz (łzawiący?, paraliżujący?), którego skutkami działania było duszenie się osób, trudności ze złapaniem oddechu. W czasie użycia gazu policja kazała położyć się wszystkim na podłogę oraz zamknąć wszystkie okna i drzwi tak, by do przedziałów nie mogło przedostać się świeże powietrze. Policjanci również co najmniej w części przedziałów włączyli na maksymalne obroty ogrzewanie pociągu. W efekcie tych działań w przedziałach bez dostępu do świeżego powietrza robiło się gorąco oraz z trudem łapało się oddech. Policjanci przystąpili do bicia i poniżania wszystkich pasażerów pociągu. Tak samo został potraktowany kierownik pociągu z Katowic, który nie miał na sobie kolejowego munduru. Policjanci wyciągali poszczególne osoby z pociągu i katowali je na zewnątrz: bili pałkami, kopali, rzucali o kamienie, bili pięściami, urządzali tzw. „ścieżki zdrowia” (podwójny kordon policji pomiędzy którym przebiegają bite osoby). Wewnątrz i na zewnątrz pociągu policjanci obrażali, wyzywali i lżyli pasażerów pociągu – używali wyjątkowo wulgarnych i obraźliwych słów. Osoby wywlekane z pociągu po ich pobiciu przez policję musiały leżeć za zimnej ziemi i kamieniach twarzą w dół. Policjanci deptali i biegali po leżących na podłodze w pociągu osobach. Jeden z policjantów powiedział do leżącego – „Powiedz, że jesteś kurwą!”. Gdy ten nie chciał tego przyznać, policjant tak długo skakał mu w buciorach po kręgosłupie, aż ten zgodził się z określeniem policjanta, „że jest kurwą”. Policjanci kasowali nagrania z telefonów komórkowych z zajść z Tarnowa, kradli telefony, emblematy kibiców, doszło do kradzieży pieniędzy. Za podniesienie głowy groziła sroga kara fizyczna, otwarcie okna zagrażało pojmaniem osoby, która to zrobiła lub wyciągnięciem jej za zewnątrz na „ścieżkę zdrowia i inne atrakcje”. Jeden z policjantów oddał mocz na leżącą na ziemi osobę. Katowanie, lżenie obrażanie trwało przez cały czas pobytu pociągu w Krakowie – Mydlnikach. Gdy policyjne kamery zostały włączane, „stróże prawa” zachowywali się przyzwoicie. Przez cały czas policjanci wybierali osoby, które ich zdaniem uczestniczyły czynnie w zajściach w Tarnowie. Zatrzymań dokonywano na chybił trafił lub drogą losową. Policjanci niczym się nie krępując rozmawiali ze sobą przez radiotelefony i przekazywali sobie informacje, że należy zatrzymywać osoby krótko obcięte (ścięte na zero lub z krótkimi włosami), ubrane w bluzy z emblematami GKS-u Katowice, wysokie, dobrze zbudowane, w ciemnych spodniach. Ważne było, by zatrzymani spełniali te kryteria, nie było w ogóle istotne, czy byli to uczestnicy zajść w Tarnowie. Bez ogródek policjanci potwierdzali komentując swoje poczynania taki sposób zatrzymywania poszczególnych osób. Na hasło „Pokazać ryje!” dokonywano zatrzymań – „Możesz być ty i ty. Ty i ty, chodź. Ten by pasował”. Cześć policjantów głośno komentując mówiła, że właśnie dokonuje losowania! „Kogoś trzeba przecież zatrzymać. Ktoś to przecież zrobił.” Gdy około 3-ciej w nocy dokonano już zemsty na ok. 650-ciu pasażerach pociągu, (przypomnijmy, że w bójce w Tarnowie uczestniczyło od 50 do 100 osób), gdy pojmano już 39-ciu „najbardziej agresywnych bandytów”, gdy już wszystkich sfotografowano, pociąg ruszył w dalszą drogę do Katowic. W tym czasie część eskortujących kibiców policjantów piła alkohol, który mieli z sobą kibice. Działania powoli wyciszały się (z wielu relacji wynika, że było już względnie spokojnie), ale cześć policjantów jeszcze postanowiła urozmaicić podróż kibicom poprzez wpuszczanie gazu, bicie pałkami, wyzwiska. Na dworcu w Katowicach już w spokoju kibice wyszli z pociągu, a policjanci z Krakowa podeszli do swoich kolegów policjantów z Katowic.
Dowody:
- relacje wielu świadków, uczestników wyjazdu. Dane osobowe świadków udostępnię, gdy będę miał przekonanie o ich bezpieczeństwie,
- relacje kierownika pociągu z Katowic,
- potencjalne relacje pracowników pogotowia ratunkowego, które zostało wezwane do udzielenia pomocy skatowanym,
- zeznania Dariusza Borowiaka piszącego te słowa, który ok. godz. 1:25 w Niedzielę Wielkanocną przedarł się przez kordon policji i był świadkiem części zdarzeń oraz przebywał tam ok. 30 min,
- filmiki nakręcone telefonem pasażerów – większość ich została skasowana przez policję.
W czasie „postoju” w Krakowie - Mydlnikach Kordian Borowiak będąc traktowany jak inni zdołał jednak kontaktować się poprzez SMS-y ze swoją matką – od godz. 23:22 do 23:40 wysłał jej pięć SMS-ów, pierwszy o treści – „Mamo, policja nas trzyma, nie mogę odebrać!”, czwarty następujący – „Każą nam leżeć, prawi się dusimy, jeszcze gaz puszczają” oraz ostatni „Nie wiem! My nic nie zrobiliśmy!”. Zaalarmowany przez moją byłą żonę zatelefonowałem do Kordiana o 23:36. Udało nam się przeprowadzić krótką rozmowę, w zasadzie usłyszałem krótką relację syna – „Tato, jesteśmy gdzieś pod Krakowem, wszyscy leżymy na podłodze, wpuścili gaz, wybierają poszczególne osoby i pałują je na zewnątrz”. Po tych słowach zerwałem się na równe nogi i zacząłem działać. Zatelefonowałem na ogólny alarmowy numer policji, tam podano mi telefon dyżurnego Komendy Wojewódzkiej w Katowicach, z którym rozmawiałem chwilę później, a ten zasugerował telefon do dyżurnego Komendy Wojewódzkiej w Krakowie. Z dyżurnym Komendy Wojewódzkiej w Krakowie – podinspektorem Bogdanem Grupcą rozmawiałem kilkakrotnie w drodze do Krakowa (wcześniej zawiozłem moją byłą żonę pod budynek Komendy Wojewódzkiej i Miejskiej Policji w Katowicach, by złożyła stosowne zawiadomienia i skargi – zrobiła to w Komendzie Miejskiej Policji). Pan podinspektor Grupca potwierdził, że trwa akcja policji pod Krakowem i powiedział, że mam spokojnie czekać do jej zakończenia. Grożąc mu powiadomieniem mediów w czasie kolejnych rozmów udało mi się uzyskać od niego informacje na temat miejsca wydarzenia oraz potwierdzające fakt, że akcja nadal trwa. W efekcie będąc już pod Krakowem zostałem poprowadzony do Mydlnik przez niego, a następnie przez dyżurnego Komendy Miejskiej w Krakowie, który dokładnie wytłumaczył mi trasę. Jednocześnie każdy z nich zapewniał mnie, że nie zostanę wpuszczony na teren akcji. Tuż po 1:00 przedarłem się samochodem przez kordon policji i przejechałem pod tunelem na drugą stronę torowiska, na plac przeładowcy. Wysiadłem z samochodu i po skosie za torami zobaczyłem w pewnym miejscu tylko oświetlony peron za pociągiem. Gdy zakradłem się odrobiną bliżej usłyszałem krzyki bitych osób, przekleństwa policji i pomiędzy wagonami widziałem policjantów bijących pałkami. Po szybkim powrocie do auta przejechałem z powrotem tunelem pod torami, skręciłem w lewo, gdzie stało wiele samochodów policyjnych (głównie furgonetki) i podjechałem tak daleko, jak to było możliwe. Po drodze patrząc w lewo widziałem te same sceny bicia osób, które były poza pociągiem, wokół panował hałas i słychać było krzyki. Kątem oka dostrzegłem, jak jakiś człowiek wypada z drzwi pociągu, za nim wyskoczył policjant w hełmie, reszty zdarzeń związanej tą osobą nie widziałem zasłoniło mi tę scenę ukształtowanie terenu. Zatrzymałem auto i w momencie wyrósł przede mną trochę korpulentny policjant bez munduru – w policyjnym swetrze, o ile dobrze ten strój rozpoznałem. Powiedziałem mu, że przyjechałem tu po syna, a ten na to podnosząc głos, że mój syn jest bandytą. Również podnosząc głos powiedziałem mu, że nie życzę sobie takich wypowiedzi i że ma się liczyć ze słowami. Po krótkiej wymianie zdań spuścił z tonu, więc mogliśmy rozmawiać spokojniej. Po chwili pojawił się drugi policjant w podobnym stroju, szczuplejszy mężczyzna – Pan Dariusz Suwała z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Powiedział mi, że porozmawia ze mną jak ojciec z ojcem, bo jego córka jest również kibicem jakiejś krakowskiej drużyny. Stwierdził jednak, że nie da rady wyłapać mojego syna z tłumu, że mam krzyczeć, to może mnie usłyszy. Uznałem ten pomysł za absurdalny i nieskuteczny, więc Pan Suwała powiedział, że wszystko, co może zrobić, to sprawdzić, czy mój syn nie został zatrzymany. Poprosiłem więc, by to zrobił, a on oddalił się. W tym czasie podszedł do mnie policjant w „stroju szturmowym” z kaskiem na głowie, zapytał, co tu robię. Odparłem, ze będę rozmawiał tylko z dowodzącymi akcją. Wtedy szybko zbliżył się jego chyba bezpośredni przełożony (dowódca liniowy), wielki człowiek ubrany podobnie, ale bez kasku. Próbował mnie zastraszyć oburzając się, że nie chcę z nimi rozmawiać. Odparłem, że zostałem tu skierowany przez dyżurnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, z którym jestem w stałym kontakcie. Wtedy trochę spuścił z tonu, jednak kazał sobie podległemu policjantowi (temu, który próbował ze mną rozmawiać wcześniej) przeszukać mój samochód – bagażnik i w środku. Policjant przeszukał bagażnik mojego auta prosząc mnie, bym przestawił leżące w nim płyny samochodowe itp. przedmioty. Właśnie maił zamiar zabrać się za przeszukiwanie wnętrza samochodu, gdy wrócił Pan Dariusz Suwała, więc policjant odpuścił dalsze przeszukiwanie mojego auta. Pan Dariusz poinformował mnie, że mój syn jest w grupie zatrzymanych najbardziej agresywnych osób i że został już przewieziony do Tarnowa – mam go tam rano szukać w Komendzie Policji. Było to podwójne kłamstwo – po pierwsze Kordian był absolutnie niewinny, po drugie przebywał nadal w Mydlnikach – dwa dni później powiedział mi, że mnie widział i rozpoznał po mojej charakterystycznej czapeczce. Gdybym wiedział, że mój syn jest niedaleko mnie, nigdy bym się stamtąd nie ruszył. Ale nie wiedziałem, a Policja zrobiła mi „wodę z mózgu” – przez dwa dni żyłem z świadomością, że mój syn uczestniczył w zajściach w Tarnowie. Więc jak zbity pies opuściłem Mydlniki wcześniej prosząc Pana Suwałę o nr telefonu do niego – oto on – 012 61 54 405. Zanim jednak to nastąpiło, kiedy rozmawiałem z policjantami, zobaczyłem, jak grupa kibiców z krzykiem wbiega do pociągu, pewnie po „oprawieniu ich” i sfotografowaniu kazano im wejść do wagonu. W czasie moich rozmów z dowodzącymi jakby się znacznie uspokoiło na miejscu, gdy wyjeżdżałem nie widziałem już bicia, krzyki bitych zanikły, panował umiarkowany hałas. Jak wiadomo, byłem niewygodnym świadkiem, trzeba było na jakiś czas zaprzestać katowania. Policjant, który przeszukiwał mój samochód asekurował mnie, gdy wycofywałem autem wśród nierówności terenu. Kiedy przejeżdżałem obok policjantów, których przechytrzyłem wjeżdżając na zamknięty teren akcji, byli wyraźnie wściekli – musiało się im oberwać za to, że mnie nie upilnowali… Wyjeżdżając z bocznej drogi prowadzącej z dworca na drogę asfaltową prowadzącą do centrum Krakowa, zobaczyłem duży policyjny konwój – wiele samochodów z załączonymi kogutami bez sygnałów dźwiękowych. Pomyślałem, że przyjechali po drugą turę zatrzymanych – jakże podążałem błędną ścieżką myślenia… - przyjechano właśnie między innymi po mojego syna.
Dowody:
- Zapis SMS-ów w telefonach komórkowych Ewy Borowiak-Zielińskiej oraz Dariusza Borowiaka,
- Biling z połączeń telefonu komórkowego Dariusza Borowiaka,
- Zapisy lokalizacyjne telefonów komórkowych Dariusza Borowiaka,
- Potencjalne zapisy rozmów w dyspozycji sieci komórkowych,
- Zapisy rozmów Dariusza Borowiaka z policją – 997, dyżurny Komendy Wojewódzkiej w Katowicach, dyżurny Komendy Wojewódzkiej w Krakowie, dyżurny Komendy Miejskiej w Krakowie.
Z relacji Kordiana i jego kolegów jasno wynika, jak wyglądało jego zatrzymanie i „opieka nad nim” w czasie dalszych godzin i dni. Jest jasne, że do zatrzymania mojego syna musiało dojść pomiędzy godziną 23:36, kiedy z nim rozmawiałem przez telefon, a godziną 1:25 (około tej godziny), kiedy to przybyłem do Mydlnik. Prawdopodobnie, analizując ciąg zdarzeń związanych z zatrzymaniem i katowaniem Kordiana należy stwierdzić, że został on zatrzymany bardzo blisko północy. A jak to wyglądało…? Otóż w pewnym momencie do przedziału, w którym był Kordian weszło dwóch policjantów w „mundurach szturmowych”, jeden stanął w drzwiach, a drugi wszedł dalej i stwierdził – „A teraz zrobimy sobie wyliczankę. Raz, dwa, trzy – wychodź ty!” i wskazał na Kordiana. Kordian wstał i wychodząc powiedział, co mu poleciłem w SMS-ie, że ma chorą, ledwo zrośniętą nogę i żeby go po niej nie bili. „To masz pecha” – skwitował to policjant. Gdy tylko zniknął z widoku pozostałych pasażerów przedziału, zaczęto go bić, wyrzucono (wykopano) go wprost na kamienie. Został bity pałkami (również po chorej nodze!!!), kopnięto go pod żebra, dostał uderzenie z pięści w twarz, przechodził „ścieżkę zdrowia”, w czasie której obrywał pałką między innymi po chorej nodze. Gdy kazano mu leżeć na kamieniach twarzą do ziemi, bolała go noga, więc poprosił policjanta, żeby się mógł inaczej położyć. Ten zapytał, która noga go boli. Kordian odparł, że lewa w obawie, że zaraz w nią znów dostanie. Jednak policjant zgodził się na zmianę pozycji i Kordian powiedział, że musi się położyć na chorej nodze, żeby go nie bolała i położył się na zdrowej lewej mając chorą prawą na wierzchu. Leżąc na ziemi zobaczył mnie rozmawiającego przy samochodzie z policjantami, ale nawet nie mógł zawołać, powiedzieć słowa, bo naraził by się na straszliwy „łomot”. Kiedy miał już wchodzić do furgonu policyjnego, który miał go i innych zabrać do Tarnowa, do policjantów, którzy go pilnowali dotarła od dowodzących informacja ode mnie, że ma bardzo chorą nogę i żeby na niego uważali. Wtedy ponownie oberwał pałką policyjną po ledwo zrośniętej nodze z drutem śródszpikowym w kości, jak ją opisałem policji – barbarzyństwa tej nocy były wszak normą, a jak się później okazało Kordian i tak był stosunkowo łagodnie traktowany. Jak więc traktowano innych „bandytów” – w większości Bogu ducha winnych uczniów, maturzystów, studentów, pracowników? Przekręćmy potencjometr na skali okrucieństwa i zemsty, a wtedy zobaczymy obraz tych bestialstw!
Dowody:
- relacje (zeznania) pięciu kolegów Kordiana podróżujących z nim pociągiem,
- zeznania Kordiana Borowiaka – katowanego uczestnika pacyfikacji w Krakowie – Mydlnikach,
- zeznania Dariusza Borowiaka piszącego te słowa, który ok. godz. 1:25 w Niedzielę Wielkanocną przedarł się przez kordon policji i był świadkiem części zdarzeń oraz przebywał tam ok. 30 min,
- filmiki nakręcone telefonem pasażerów – większość ich została skasowana przez policję.
„Radosny” transport „bandytów” do Tarnowa odbywał się w iście oświęcimskim stylu. Chłopcy zostali wrzuceni do furgonów policyjnych, do których wpuszczono gaz, a następnie zamknięto szczelnie okna i drzwi policyjnych aut, by ich pasażerowie mogli się maksymalnie poddusić. Część przed odjazdem była wywleczona do lasu w Mydlinikach i porządnie obita.
Dowody:
- relacje świadków, uczestników „wycieczki” do starego polskiego miasta,
- zeznania Dariusza Borowiaka i Karoliną Kotnarowską – świadków wyprowadzania pobitych zatrzymanych z Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie.
Przesłuchanie w Komendzie Miejskiej Policji w Tarnowie przy ulicy Traugutta 4 odbyło się w iście stalinowskim stylu. Ok. godz. 7:07 w Niedzielę Wielkanocną przyjechałem pod wspomnianą wyżej Komendę wraz z Karoliną Kotnarowską. Pół godziny wcześniej zatelefonował do mnie policjant przesłuchujący Kordiana, by zapytać, czy jestem w Tarnowie. Odparłem, że będę za ½ godziny, a on podał mi adres. Drzwi remontowanego budynku Komendy były zamknięte. Po próbach przedostania się do środka od frontu i z boku, stanęliśmy przed głównym, frontowym wejściem. Po kilku minutach zaczęto wyprowadzać zatrzymanych – skuci, traktowani jak zwierzęta (z wykręconymi rękami) chłopcy zostali wyprowadzani do stojących przy ulicy samochodów. Wyprowadzani byli pobici; na ich twarzach i głowach widoczne były potłuczenia, krwiaki i świeże ślady krwi. Te rany musiały być zadane całkiem niedawno, w wielu miejscach krew jeszcze nie zakrzepła. Niedługo później (5-10 min.) przez drzwi Komendy wyszedł policjant w wieku około trzydziestu kilku lat. Pokazał nam na wyświetlaczu aparatu cyfrowego zdjęcie i zapytał, czy to jest mój syn. Potwierdziłem. Wtedy przekazał mi, że jest zatrzymany i nie ma możliwości, bym go odebrał. Ja stanowczo nalegałem na odebranie syna, więc policjant stwierdził, że mogę skontaktować się z prowadzącym sprawę Komisarzem Januszem Usarzem. Po kilku minutach rozmawiałem z nim przez telefon, a gdy poinformowałem go, że stoję przed drzwiami Komendy, zaprosił mnie do środka. Na drugim (lub pierwszym) piętrze Komendy przez około pół godziny rozmawiałem z Komisarzem Usarzem, w tym czasie Karolina Kotnarowska czekała na korytarzu przy schodach i była świadkiem wyprowadzania kolejnych pobitych osób. Jedna z nich był prowadzona wielokrotnie w górę i dół. W czasie rozmowy z Komisarzem Usarzem próbowałem ustalić, jakie są zarzuty wobec Kordiana i jaki jest jego udział w zdarzeniach z Tarnowa – nie uzyskałem żadnej konkretnej odpowiedzi poza tym, że są na etapie ustalania tego. Na razie nic nie było wiadomo. Stwierdziłem, że dopóki czegoś konkretnego się nie dowiem, nie opuszczę budynku komendy. Pan Janusz stwierdził, że mogę tu pozostać, ale szkoda mojego czasu i tak niczego nie uzyskam. Powołując się więc na stan zdrowia syna, stwierdziłem, że chcę go zobaczyć, chcę zobaczyć w jakim jest stanie. Komisarz na chwilę się zamyślił i zgodził się. Zatelefonował do jakiegoś policjanta i uzgodnił widzenie z synem. Poproszony przez niego policjant zaprowadził nas piętro (lub dwa) wyżej do pokoju, w którym siedział krótko obcięty policjant z czarnymi włosami – chyba jakiś inny Komisarz. Ten wrócił z nami ze dwa pokoje w stronę schodów (które znajdują się na środku Komendy) i tam zobaczyliśmy siedzącego na krześle Kordiana, który był spuchnięty i dokładnie całe ubranie miał brudne, jakby się tarzał, przedzierał przez jakiś wąski przesmyk w jaskini, był w obecności dwóch policjantów; pod oknem siedział ten, który pokazał nam zdjęcie syna przed wejściem do komisariatu, obok niego jakiś inny. Kordian siedział na krześle będąc zwróconym w stronę okna. Siedział przygnębiony ze spuszczona głową. Tuż po wejściu przywitałem się z synem i zapytałem go, czy był bity pałkami w pociągu. Potwierdził mówiąc głośno – tak. Zapytałem więc, czy był bity po wyprowadzeniu go z pociągu. Potwierdził jak za pierwszym razem. W tym momencie Komisarz, który nas przyprowadził do pokoju podszedł do niego i stwierdził – „Ale to było w Krakowie, to byli krakowscy policjanci. My cię tu zupełnie inaczej traktowaliśmy, prawda?” „No, nie powiedział bym.” – odparł mój syn. Powiedziałem, że nawet nie wiem, co mój syn zrobił, że jest tu przetrzymywany. Policjant spod okna odparł wtedy – „No powiedz tacie, co zrobiłeś. Powiedz. Pana syn przyznał się do tego, że rzucił raz kamieniem.” Kordian skwitował to milczeniem. Nie potwierdził, ani nie zaprzeczył. Powiedziałem do syna żeby się trzymał i że będę następnego dnia rano w prokuraturze, gdzie będzie się toczyła dalej sprawa. Pożegnaliśmy się i wyszli z pokoju. Odwiedziłem następnie raz jeszcze Komisarza Usarza, umówiłem się, że będę z nim w kontakcie telefonicznym. Miał mnie informować o rozwoju sytuacji. Podał mi swój nr telefonu – 014 628 19 15. Otrzymałem od niego również dane na temat lokalizacji Prokuratury Rejonowej w Tarnowie, w której nazajutrz maiła się toczyć dalej sprawa – ul. Dąbrowskiego 27, i telefony w to miejsce.Po sprawdzeniu dojazdu do prokuratury odsapnęliśmy trochę w restauracji hotelu na rynku w Tarnowie. Wtedy też zacząłem organizować prawnika dla Kordiana. Trwały w najlepsze Święta Wielkanocne – „doskonały czas” na takie zabiegi, ale udało się dość szybko… Tego dnia jeszcze kilkakrotnie rozmawiałem przez telefon z Komisarzem Januszem Usarzem. Tuż przed wyjazdem z Tarnowa na Śląsk odbyłem jedną z rozmów, ostatnią wieczorem. W czasie ostatniej rozmowy dowiedziałem się, że wszystkim zatrzymanym zostanie postawiony zarzut czynnej napaści na policjanta z art. 223 KK.
Dowody:
- Biling z połączeń telefonu komórkowego Dariusza Borowiaka,
- Zapisy lokalizacyjne telefonów komórkowych Dariusza Borowiaka,
- Zeznania Dariusza Borowiaka i Karoliny Kotnarowskiej,
- Zeznania Kordiana Borowiaka,
- Zeznania pozostałych zatrzymanych osób.
Poniedziałek Wielkanocny – dzień Sprawnego Współdziałania policji, prokuratury i sądu w Tarnowie, zwany również dniem Wielkiej Manipulacji tych trzech instytucji.
Już przed godz. 7:30 czkałem razem z Karoliną Kotnarowską przed wejściem Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie. Gdy tylko przyszedł Komisarz Usarz, wszedłem z nim na krótka rozmowę. Spieszył się, nic nie mógł zrobić, skierował mnie do prokuratury. Uzyskałem od niego nazwiska osób w Prokuraturze Rejonowej, z którymi należało rozmawiać – Prokurator Rejonowej Worosz i Zastępcy Prokurator Rejonowej Potoczek-Bara. Mniej więcej godzinę później powołując się na Komisarza Usarza zostaliśmy wpuszczeni do budynku prokuratury przez Panią Prokurator Worosz. Czekając na Panią prokurator wiedzieliśmy jak poszczególne osoby przygotowują się do pracy i słyszeliśmy słowa wypowiadane przez jedną z pań prokurator – „Pozamykać ich wszystkich bandytów! W święta nie ma czasu, by zajmować się taką sprawą!” Najpierw miała ze mną porozmawiać, potem okazało się, że nie może. Po moim naleganiu, stwierdziła, że mogę do niej przyjść najwcześniej za trzy godziny, a teraz mamy opuścić prokuraturę, bo za chwilę będzie tu zbyt wiele osób. Zeszliśmy piętro niżej i tam przesiedzieliśmy dokładnie trzy godziny. W tym czasie napisałem kilkustronicowy wniosek o nie stosowanie tymczasowego aresztowania ze szczegółowym uzasadnieniem stanu zdrowia Kordiana oraz innych przesłanek. Przez cały dzień byłem w kontakcie telefonicznym z panią prawnik ze Śląska – wiedziałem, jakie mam szanse, co jest możliwe, że warto wziąć miejscowego adwokata, choćby po to by tego dnia mógł reprezentować Kordiana. Po trzech godzinach wróciliśmy na wyższe piętro i uśmiechnięta już Pani Prokurator Worosz skierowała nas do Prokuratora Świerczka, który prowadził sprawę Kordiana. Zachowującemu się jak Absolut Prokuratorowi Świerczkowi złożyliśmy wniosek o nie stosowanie tymczasowego aresztowania wraz z dwoma wypisami ze szpitali, w których syn przeszedł dwie poważne operacje oraz z kserokopiami kart rehabilitacyjnych. Prokurator odłożył dokumenty na bok i powiedział, że mamy już wyjść, bo musi wracać do pracy. Wyszliśmy z pokoju, ale mogliśmy już zostać na piętrze Prokuratury Rejonowej – spotkał nas dość szczególny awans. W jakiej dobrej jednak sytuacji byliśmy – inni rodzice, którzy przyjechali do prokuratorów nie zostali nawet wpuszczeni do przedsionka budynku prokuratury i sadu. Przez większość dnia stali na dworze, dopiero później mogli czekać w przedsionku, pomiędzy jednymi a drugimi drzwiami wejściowymi. Jednak czekając tam przez cały dzień (do ok. 21:30) nie zostali poinformowani o czymkolwiek, co dotyczyło losu ich synów. Gdy Karolina wyszła na miasto zrobić zakupy, zrozpaczeni rodzice pobiegli za nią prosząc o jakiekolwiek informacje. Kiedy wychodziliśmy około 21:30 z budynku sądu i prokuratury, przekazaliśmy wieści o tym, co się tam działo i gdzie są rozwożone zatrzymane osoby. Rodzice przez długi jeszcze czas nie zostali poinformowani dokąd zabrano ich dzieci. Ja miałem to szczęście, że wiedziałem – Kraków, Areszt Śledczy przy ul. Montelupich. Gdyby jednak nie był tuż przy policjancie dzielącym zatrzymanych do poszczególnych więzień, nic bym również nie wiedział…
Co widzieliśmy poza tym w budynku prokuratury i sądu? Same interesujące rzeczy…
Większość zatrzymanych było traktowanych jak poważni przestępcy; stali z rękami skutymi w tyły, przodem do ścian, z głowami przytkniętymi do ich powierzchni. Co niektórzy mieli przywilej siedzenia. Adwokaci, a dwóch ich pojawiło się na miejscu, twierdzili, że „to jest cyrk”. Jeden z adwokatów, który maił znajomości w policji tarnowskiej powiedział nam, że są ogromne naciski policji na prokuraturę, aby wszystkich (36 osób z 39 zatrzymanych poprzedniej nocy, kilka osób zwolniono rano w Poniedziałek Wielkanocny) aresztować. Policja miała odnieść sukces, a poza tym przywódcy policji mieli w tego tytułu otrzymać nagrody finansowe.
Około 17:00 zaczęto przygotowywać sad do posiedzeń. Około 18:00 może później sąd zaczął przesłuchiwać zatrzymanych. Przesłuchania obywały się hurtem, to znaczy przesłuchiwano poszczególne osoby z grup około 8-osobowych, a później ogłaszano postanowienia albo prosząc wszystkich za salę, albo zapraszając jedną osobę po drugiej. Jednakże najciekawsze było zachowanie policji, kiedy osoby już przesłuchane przez sad (działający w czterech składach) oczekiwały na postanowienia policjanci już rozdysponowywali poszczególne osoby do poszczególnych więzień na terenie Polski południowo – wschodniej: Kielc, Nowego Sącza, Tarnowa, Brzeska, Bochni, Wadowic, Krakowa. Jeszcze sad nie wydał postanowień, a policjanci już wiedzieli jakie one będą. Wiedzieli to z całą pewnością! Uzgadniali, kto z jaką eskortą, jakim samochodem, dokąd jedzie zanim zapadły postanowienia. Obrońcy siedzący na korytarzach z niedowierzaniem kiwali głowami.
Karolina rozmawiała z policjantami siedzącymi na korytarzach (którzy ja podrywali) i ci mówili jej wprost, że ktoś bił się z policją w Tarnowie i ktoś musi ponieść karę, a czy to rzeczywiście te same osoby, to już inna sprawa. Mówili oni, że prawdopodobnie większość z zatrzymanych nie jest winna, ale to nic nie zmienia, ktoś musi być ukarany.
Kiedy wynająłem Mecenasa Zbigniewa Szczerbę, przekazałem mu informację, że Kordian rzucił raz kamieniem, bo tak mi powiedziano poprzedniego dnia w Komendzie w Tarnowie. Przed sprawą prawnik podszedł do Kordiana w mojej obecności (sam nie mogłem się do niego zbliżać, ani z nim rozmawiać) i powiedział mu, by powtórzył zeznania i wyraził skruchę, a jednocześnie, by szczegółowo opowiedział o stanie swego zdrowia, czyli o niesprawnej nodze z drutem śródszpikowym w kości udowej i niesprawnych stawach. Kordian skinął głową. Uzgodniłem z Mecenasem Szczerbą, że wejdę z nim na salę sadową, by móc świadczyć o stanie zdrowia mojego syna. I tak też się stało. Weszliśmy razem. Sąd zapytał, kim jestem. Odpowiedziałem, że ojcem zatrzymanego i że wnoszę, aby sąd przesłuchał mnie w charakterze świadka. Sąd powiedział, że nie jest mu to potrzebne. Powtórzyłem, że chcę świadczyć na okoliczność stanu zdrowia mojego syna. Sąd powiedział, że biegły zbadał Kordiana i to nie jest potrzebne i że mam wyjść. Później dowiedziałem się, że biegły chirurg, który badał Kordiana miał wcześniej wyrok uchylony mu przez sąd i pisze opinie, które każe mu napisać prokuratura lub sąd. Wyszedłem z sali sądowej zaznaczając stanowczo, że mam nadzieję, że to postanowienie będzie sprawiedliwe. Czekałem na zewnątrz. Gdy przesłuchanie się skończyło, wyszli adwokat z Kordianem. Podszedłem do mecenasa, by zapytać, jak wyglądało przesłuchanie stron. On na to, że za chwilę się okaże, a teraz mam iść do syna, bo mnie potrzebuje. Podszedłem do Kordiana. Zaczęliśmy rozmawiać, wreszcie swobodnie, choć wokół stali policjanci. Poprosił mnie, bym go przytulił. Popłakałem się, gdy to robiłem, zacząłem mu opowiadać, co robiłem do tej pory, że byłem w Mydlnikach. Powiedział, że mnie widział, że mnie rozpoznał po mojej charakterystycznej czapeczce. I w pewnym momencie powiedział – „Ty wiesz tato, że ja tego nie zrobiłem.” „Jak to nie zrobiłeś???!!!” – zapytałem w pełnej konsternacji. „Ja tego tato nie zrobiłem.” – powtórzył mój syn. „Jak to nie zrobiłeś? Przecież się przyznałeś, że rzuciłeś kamieniem!” – wyrzuciłem z siebie. „Tato, tak mnie katowali w Mydlnikach i na komisariacie w Tarnowie, że wolałem się przyznać, żeby mnie nie zakatowali na śmierć.” – rzekł mój syn, a we mnie wzbierała wściekłość. „Serio, nic nie zrobiłeś?! – zapytałem raz jeszcze. „No nic, serio, naprawdę!” Zacząłem bluzgać na policjantów stojących wokół. Tuż obok stał policjant eskortujący Kordiana, młody, chyba dwudziestoletni chłopak. Jemu obrywało się najczęściej, gdy tylko docierały do mnie słowa opowieści Kordiana, który szczegółowo relacjonował mi zdarzenia począwszy od Mydlnik, skończywszy na dniu dzisiejszym i przeplatał je opowieściami z wcześniejszych etapów wyjazdu, mówiłem do młodego policjanta obok – „Czy Pan to słyszy? Co wy robicie?!” itd. Kordian powiedział mi, że ten młody eskortujący go policjant jest w porządku, że wyjątkowo dobrze go traktował. Przepraszałem go więc za moje wybuchy, ale chwilę później znów wybuchałem słysząc jakąś bulwersującą część opowieści i znów przepraszałem itd. W pewnym momencie zacząłem krzyczeć na stojących obok, w całym korytarzu policjantów – „Jak cokolwiek zrobicie mojemu synowi, zapierdolę was!!!” Chwilę później ich przepraszałem. Kordian mnie uspakajał – „Tato, uspokój się!” „Ale ja tego nie umiem wytrzymać!” – odpowiedziałem. „Jeżeli ja to wytrzymuję i jestem spokojny, to ty też możesz.” – powiedział mój syn – „Za chwilę to ja będę miał przez to problemy”. „Tak masz rację, Kordian, już będę spokojny.” – odrzekłem. Jakiś czas później w czasie widzenia z adwokatem w więzieniu Kordian komentował te chwile tak, ze w tym czasie to jakby on był ojcem, a ja jego synem, którego musiał uspakajać, który nie panował przez tych parę chwil nad swoimi emocjami. Zastanawiam się, który ojciec byłby w stanie poskromić swoje emocje w takiej sytuacji. Ilu zareagowałoby spokojniej, a ilu jeszcze bardziej nerwowo. Gdy przechodził korytarzem prokurator Świerczek, który w czasie przesłuchań przed sądem był bezwzględny i niesprawiedliwy, jak mi powiedział syn, odwróciłem się do niego i powiedziałem – „A z panem jeszcze się spotkam!” „Pan mi grozi?!” – zapytał. Podniosłem jeszcze głos i tak, by wszyscy wokół słyszeli powiedziałem – „Tak, grożę Panu wszelakimi konsekwencjami prawnymi! Jeszcze się spotkamy!” Zanim jeszcze sąd ogłosił postanowienie, podszedł do nas policjant w mundurze galowym i tak jak wcześniej, w odniesieniu do innych zatrzymanych, zapytał – „A dokąd jedzie Borowiak?” Odwróciłem się do niego i z wściekłością zapytałem – „To wy już wydaliście postanowienia?! Już wszystko wiadomo, tak?! Już wszystko wiecie?!” Wtedy wycofał się i stwierdził – „A nie to jeszcze zaczekamy, jeszcze rzeczywiście nie wiadomo”. Wiedząc, że różnie być może powiedziałem Kordianowi, że jeśli teraz zasadzą tymczasowe aresztowanie, to najszybciej za trzy tygodnie go wyciągnę z więzienia, że to wcześniej nie będzie możliwe. Kordian powiedział, że wytrzyma te trzy tygodnie, gdy będzie trzeba. Kiedy pisze te słowa Kordian kończy szósty tydzień odsiadki. Za co? Za nic! Za to, że jechał pociągiem! Za to, że wyjechał na mecz! Dlatego, że policja musi odnieść sukces! Dlatego, że dowódcy policji dostali nagrody finansowe! Dlatego, że nie mogą się wycofać nasi „stróże prawa” i ogłosić światu prawdę, bo wyszłoby na jaw, że dopuścili się przestępstw pod sztandarami prawa!
Kordian powiedział mi wtedy, że 75% osób zatrzymanych jest niewinnych. Są tacy, którzy utrzymują, że ta liczba jest większa i dochodzi do 90%. Nawet gdyby to było 60%, czy to jest dopuszczalne w wolnym, demokratycznym kraju? A należy pamiętać, że przyznanie się do winy w tej sytuacji może jedynie oznaczać, że ktoś chce już wyjść na wolność, bo takie są obietnice lub że ktoś wcześniej nie był w stanie znieść bicia, katowania i zastraszania.
Nakarmiliśmy Kordiana i innych zatrzymanych chłopaków rogalikami i ciastkami, które wcześniej kupiła Karolina, ja wcześniej dowidziałem się z kim mój syn jechał pociągiem i jak do tych osób dotrzeć, pożegnaliśmy się, a ja obiecałem, że poruszę niebo i ziemię, żeby syna jak najszybciej wyciągnąć aresztu. Porozmawiałem jeszcze na odchodnym z prawnikiem, jednym z liniowych dowódców policji, a przy wyjściu z rodzicami, którzy, jak już wcześniej powiedziałem, nie wiedzieli prawie nic o tym wszystkim, co wydarzyło się w budynku, przed którym przez cały dzień koczowali i jaki jest los ich synów. I odjechaliśmy w stronę Katowic.
Dowody:
- Biling z połączeń telefonu komórkowego Dariusza Borowiaka,
- Zapisy lokalizacyjne telefonów komórkowych Dariusza Borowiaka,
- Zeznania Dariusza Borowiaka i Karoliny Kotnarowskiej,
- Zeznania rodziców oczekujących przed budynkiem prokurtury i sądu w Tarnowie,
- Zeznania adwokatów z Tarnowa i adwokata ze Śląska,
- Zeznania Kordiana Borowiaka i pozostałych zatrzymanych osób.
W przygotowaniu dalszy opis wydarzeń w rozbiciu na następujące punkty:
- Jak prokuratura postępowała później?
- Dalsze decyzje sadu – sprawy odwoławcze.
- Postawa mediów.
- Działania osób, które nie godzą się na takie akty niesprawiedliwości i przemocy.
- Jak długo jeszcze nie będzie stanowczych działań w tej sprawie?Działań, które można by określić mianem sprawiedliwych, zgodnych z litera prawa i idących w stronę naprawy krzywd.
A teraz czytelniku tych słów dopuść do siebie, że nic tu nie jest przesadzone, że piszący je jako świadek wielu z tych sytuacji, jak również rozmówca z kronikarską dokładnością starał się oddać zdarzenia jak najwierniej, że przedstawiają one prawdę o niechlubnej historii policji – historii jakże współczesnej. Dopuść do siebie, że to wszystko zdarzyło się między innymi wtedy, gdy Ty jadłeś śniadanie Wielkanocne… I odpowiedź sobie proszę na pytanie – czy masz przyzwolenie na takie zachowania policji, czy uważasz, że można to w jakikolwiek sposób tolerować. Wyobraź sobie ojca, który przez cały Wielkanocny poniedziałek widział, uczestniczył w farsie polskiego wymiaru sprawiedliwości i sankcjonowaniu przestępstw policji, chcąc wszelkimi siłami i sposobami ochronić syna, którego jedyna winą było to, że pojechał kibicować swojej drużynie piłkarskiej. Odpowiedz sobie na pytanie, czy godzisz się na to aby przy społecznym przyzwoleniu nakręcanym przez policję z wykorzystaniem uczucia strachu przez bandytami, można w naszym kraju katować i zamykać niewinne osoby. Bo jeśli mój syn jest bandytą, to ja nim również jestem i ty nim również jesteś. Bo następnym razem, gdy będziesz przechodził koło stadionu lub jeśli cię ktoś tam zaprosi, będziesz mógł zostać pojmany, poniżony, pobity, opluty… Czy zgadzasz się na to? Czy chcesz żyć w takim kraju?
I jeszcze sparafrazowane słowa pewnego prezydenta zza oceanu – „Co Ty zrobiłeś dla swojego kraju, co dla niego zrobisz? Co Ty zrobisz, by jak najszybciej naprawić tę niesprawiedliwość? Co Ty zrobisz, by już więcej do niej nie miało szansy dojść…?
Zebrał, opisał i komentarzem opatrzył: Dariusz Borowiak