Archive for wrzesień, 2008

Czy policja fałszuje zdjęcia (dowodowe!) ?

piątek, wrzesień 5th, 2008

Dziś znalazłem linka do pewnego artykułu na oficjalnej stronie Bydgoskiej policji, w którym to policja chwali się kolejnym sukcesem w walce z narkotykami.
policja
Pozwole zacytować sobie cały artykuł:

Wczoraj policjanci z Chełmna wnioskowali o aresztowanie 24-letniego mieszkańca Świecia. Zabezpieczone w jego samochodzie i mieszkaniu narkotyki warte są co najmniej 60 tysięcy złotych. Za posiadanie znacznej ilości narkotyków grozi kara do 5 lat więzienia.

W niedzielę po południu policjanci z Chełmna zatrzymali do kontroli drogowej jadącego „krajową jedynką” w miejscowości Stolno, seata leona. W trakcie rutynowej kontroli zawartości bagażu okazało się, że kierowca nie jest zwykłym turystą powracającym z wakacji. W samochodzie policjanci znaleźli ponad dwa kilogramy środków narkotycznych. Ponadto kierowca przewoził w aucie kilkadziesiąt tysięcy złotych w gotówce zapakowane w foliowe torby. 24-letni mieszkaniec Świecia został zatrzymany pod zarzutem posiadania znacznych ilości środków odurzających. Wstępne badania wykazały, że jest to amfetamina i kokaina. W celu potwierdzenia tego faktu szczegółowe badania przeprowadzono w Laboratorium Kryminalistyki. Wynik potwierdził sie. 24-latek trafił do policyjnego aresztu. Samochód i pieniądze znalezione w aucie również zostały zabezpieczone. Mundurowi przeszukali także mieszkanie mężczyzny, gdzie zabezpieczyli 29 gram suszu roślinnego oraz pieniądze. Łącznie do sprawy zabezpieczono ponad 2 kilogramy narkotyków wartych co najmniej 60 tysięcy złotych, pieniądze w łącznej kwocie ponad 90 tysięcy złotych oraz samochód. Wczoraj chełmińscy policjanci wnioskowali do prokuratora o aresztowanie 24-latka i przedstawienie mu zarzutu posiadania znacznej ilości narkotyków. Za przestępstwo to grozi kara do 5 lat więzienia.

Tekst jak widać niczym nie różni się od setek podobnych, zachwalających sukcesy policji. Ważniejsze są jednak zdjęcia dowodowe(?) którymi artykuł jest opatrzony.
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Już na pierwszym z nich widać że coś jest nie tak. W artykule wyczytaliśmy, że zatrzymany przewoził znaczne ilości narkotyków, a “wstępne badania” wykazały że jest to amfetamina i kokaina. W takim bądź razie piszący artykuł musiał nie wiedzieć o czym pisze, bo na zdjęciu widzimy najpospolitszą w Polsce marihuane, która jako suszona roślina liściasta o zielonym kolorze, różni się od amfetaminy i kokainy (biały, drobny proszek) dosłownie wszystkim.

Ciekawsze jednak są dwa następne zdjęcia.
policja
policja
Jeżeli im się przyjrzeć dokładnie, to nawet niezbyt fachowym okiem widać że są one zwyczajnie sfałszowane - jest to zwyczajny fotomontaż!! Prosze przypatrzeć się na pierwszym zdjęciu na te woreczki z narkotykami. Jasne jest że tam był tylko jeden woreczek, który przy pomocy edytora graficznego został powielony kilkadziesiąt razy, a osoba która robiła ten fotomontaż nawet nie zadała sobie trudu żeby “doklejone” sztuki nie wisiały w powietrzu.

Jestem ciekaw czy zdjęcia te zostaną przedstawione w sądzie jako dowód w sprawie skazującej tą zatrzymaną osobę.

[EDIT]
Sfałszowane zdjęcie już znikło z artykułu, niestety na policyjnym serwerze dalej się znajduję.

Z ciekawostek dopatrzyłem się na tych zdjęciach jeszcze 100 zł banknotów z pięcioma orzełkami :DD

Sukces policji czy prowokacja?

piątek, wrzesień 5th, 2008

Zacznijmy od suchych faktów. We wtorek 2 września w ramach rozgrywek o Puchar Ekstraklasy spotkały się między sobą dwa warszawskie kluby, Polonia i Legia. Mecz dość prestiżowy, wiadomo - Derby to przede wszystkim walka o prymat w stolicy dwóch zwaśnionych i konkurencyjnych stron. Oczywistym więc wydaje się fakt, że spotkanie to będą chciały obejrzeć na żywo na obiekcie przy ul. Konwiktorskiej obie grupy kibiców. No ale jednak chyba nie do końca. A z pewnością nie dla policji, która w liczbie umożliwiającej jej przeprowadzenie ataku na średniej wielkości miasteczko (skutecznie!), zebrała się pod stadionem Polonii, w celu nie wpuszczenia za żadne skarby kibiców Legii na to zapewne jakże bardzo pasjonujące sportowe widowisko. Efekt? 741 zatrzymanych, kilka wypalonych rac, uszkodzony radiowóz, zero rannych, znalezionych kilka ochraniaczy na zęby, jeden widelec i ogólnonarodowa histeria w mediach.

Według doniesień wiodących na rynku mediów TVN24, Onetu, czy tez Gazety Wyborczej mieliśmy do czynienia z najkrwawszą uliczną wojną ostatnich lat z udziałem bandytów mieniących się kibicami piłkarskimi. Zdemolowane miasto, krzyki i przerażenie przechodniów, wyciąganie ludzi siłą z samochodów, bejsbole w rękach chuliganów. Słowem armagedon. Słysząc to wszystko dostawało się autentycznie gęsiej skórki.
Znowu wstyd. Strzał w kolano kibiców Legii, którzy i tak nie mają ostatnio najlepszej prasy. Do tego wypowiedzi i oświadczenia policji, według której zostali brutalnie zaatakowani przez chuliganów i obrzucano ich kamieniami i petardami. Co za bydło!

Na szczęście prewencja była dobrze przygotowana i nie dopuściła do dalszej demolki miasta i stadionu. Zapędziła awanturujących się kibiców na Podzamcze, skąd po kilku godzinach trzymania ich w odosobnieniu zaczęła wywozić wszystkich do warszawskich komend, potem podwarszawskich, bo zabrakło już dla wszystkich miejsca w całym mieście. Następnego dnia pochwalono się za pośrednictwem mediów o triumfie stołecznej policji. Minister Schetyna pogratulował akcji głównodowodzącym i hucznie zapowiedział koniec pobłażliwości dla stadionowych bandytów.

Opowieść z happy-endem? Nic bardziej mylnego. Postanowiłem dotrzeć do prawdziwych faktów. Rozmawiałem z naocznymi świadkami wydarzeń i zapoznałem się także z opiniami tej drugiej strony barykady – kibicami Legii, z którymi to „niezależne” media nie raczyły nawet porozmawiać. O próbie zrozumienia ich racji nawet nie wspomnę.
Kibice Legii owszem, do świętych nie należą. W końcu kibicowanie na piłce nożnej jest dość specyficzne. To nie siatkówka, Adam Małysz czy szkółka niedzielna. Futbol zawsze wyzwalał wśród fanów znacznie większy wachlarz emocji. Również tych mniej pozytywnych. Do tego na Legii trwa protest i ogólnie wrogi stan względem zarządu klubu i jego właścicieli, spółki ITI, których to delikatnie mówiąc kibice Legii nie szanują. Nie będziemy się póki co w to wszystko zagłębiać, jednak mimo wszystko warto o tym wspomnieć w kontekście ostatnich wydarzeń.

Tak więc wróćmy do samego początku. Kibice Legii umawiają się o godzinie 17 w centrum miasta pod hotelem Metropol. Stamtąd w ilości około tysiąca osób maszerują w asyście szczelnego kordonu policji w kierunku stadionu Polonii. Cały konwój dochodzi pod obiekt przy Konwiktorskiej, jednak zebrana tam licznie policja nie pozwala zbliżyć się do kas obiektu, w których to kibice chcieli najnormalniej w świecie zakupić wejściówki na spotkanie swojej drużyny.
Dochodzi w związku z powyższym do szarpaniny i ubliżeń, czego po chwili efektem stają się rzucone w kierunku mundurowych odpalone race świetlne w ilości sztuk kilka. Oczywiście zupełnie niepotrzebnie i bez sensu. Tu więc minus dla grupy kibiców. Warto jednak zaznaczyć że według naocznych świadków wydarzeń, w przepychance z policją brał udział znikomy procent z ponad tysięcznej grupy ubranych na biało kibiców Legii. Służby prewencji za pomocą gazu i pałek unieszkodliwili awanturujących się, oraz jak to często w takich przypadkach bywa, także ludzi postronnych, którzy mieli to nieszczęście, że znaleźli się w pobliżu. Czyli klasycznie. Palka, gleba, pałka, gaz.

Według postronnych obserwatorów najbardziej krewcy kibice uciekli po kilku minutach z miejsca zdarzenia. Nastał względny spokój. Policja śmiało mogła zakończyć interwencję, swoje działania i wrócić na swoje uprzednio zajmowane pozycje. Jednak padł rozkaz z goła odmienny. Policjanci w białych kaskach otoczyli spokojną jak dotąd ponad siedmiuset osobowa grupę kibiców, która to chciała po prostu kupić bilety i wejść na mecz. Niestety nie było im to dane. Policja szczelnie otoczyła grupę kibiców i zaprowadziła wszystkich w dół na trawnik Podzamcza. Po co? Nie wiem.

Tam trzymała wszystkich ponad 6 godzin. W tym czasie media zaczęły już donosić o zamieszkach, demolce miasta i skutecznej interwencji policji. Przez sześć godzin trzymania kibiców bez dostępu do picia i toalety, doszło do czynów o których nie przeczytacie moi mili nigdzie w największych opiniotwórczych mediach. Otóż gdy się tylko ściemniło policja postanowiła zabawić się z zebraną „szumowiną” i zaczęli psikać z najbliższej odległości gazem i to centralnie w twarz. Kobieta, dziecko, mężczyzna, To wszystko bez znaczenia. Obraźliwe epitety kierowane przy tym pod adresem kibiców niestety nie nadają się do publikacji. Kilka osób wymagało interwencji pogotowia. Może mieli i szczęście gdyż w ten sposób opuścili na sygnale te obłędne koło. Inny z młodych kibiców postanowił urwać się stróżom prawa i w momencie kiedy rozpoczęły się masowe wywózki po stołecznych komendach, dał dyla przez szerokość trawnika przecinając po tym sześć pasów ruchliwej o tej porze Wisłostrady. Głupi? Nie, szczęściarz.

Pozostałych przewieziono do poszczególnych komend. Kiedy zabrakło miejsc na mieście, wywożono ich do Pruszkowa, Otwocka, Nowego Dworu Mazowieckiego, a podobno nawet i do Mińska Mazowieckiego. Tam według różnych doniesień oraz z informacji uzyskanych od samych zatrzymanych, często dochodziło do iście dantejskich scen. Pałowanie, obowiązkowe przysiady w stroju Adama, poniżanie i terror psychiczny. Oraz co staje się już w dzisiejszych czasach standardem, kasowanie obciążających policję zdjęć i filmów w telefonach komórkowych zatrzymanych. W międzyczasie specjalistyczne oddziały policji przeszukiwały trawnik Podzamcza w poszukiwaniu jakichkolwiek dowodów zbrodni. Znaleziono tam też słynny już jeden widelec. Obstawiam że porzucił go któryś z uczestników jednego z odbywających się tam w ostatnich miesiącach pikników. Cud że nie znaleźli tam jeszcze niezwykle niebezpiecznych słoików po musztardzie, lub potłuczonych butelek po piwie.

Wśród 741 zatrzymanych osób, bardzo dużą liczbę stanowili ludzie młodzi, a także nieletni. Dla nich wyjście na mecz swojej drużyny skończył się pierwszym w życiu dołkiem i zderzeniem z brutalną rzeczywistością. Na komendy zaczęły zjeżdżać zaniepokojone rodziny, matki i ojcowie zatrzymanych. A także przyjaciele, którzy chcieli przekazać kolegom i koleżankom napoje, żywność, czy tez papierosy. W większości przypadków jednak nie pozwolono im tego uczynić. Czas nieubłaganie mijał. Kolejne godziny przetrzymywania na korytarzach, czy świetlicach komend. Potem przesłuchania w obecności prokuratorów. Kazano się wszystkim przyznawać do wzięcia udziału w agresywnie zachowującym się nielegalnym zbiorowisku mającym na celu atak na policjantów, oraz zniszczenie mienia (jeden radiowóz). Policja straszyła najmłodszych sankcjami,oraz dłuższą odsiadką, przez co ze strachu i z chęci wyjścia wcześnie do domu wielu poddało się dobrowolnie karze. Stąd sukces policji. Ponad 400 osób przyznanych się do winy, jako dowód na zasadność zatrzymań! Z kolei wszyscy bez wyjątku otrzymają zakazy stadionowe na wiele lat. Dla kibica jest to niczym dożywocie.

Po zapoznaniu się z całym arsenałem dowodów i faktów, zastanawia mnie celowość zachowania policji. Dlaczego nie pozwolono grupie kibiców zakupić biletów i umożliwienia im wejścia na stadion? W końcu obiekt Polonii ma pojemność około 7 tysięcy miejsc, a na samym meczu zajętych było ledwie półtora tysiąca. W czym więc problem we wpuszczeniu tysięcznej grupy Legionistów na wydzielony sektor? Klub zarobiłby więcej na biletach. Derby Warszawy nabrały by większego znaczenia i prestiżu. W końcu też w mediach nie pojawiłyby się informacje o skandalu w Warszawie i demolce miasta (jakiej demolce?).
Kibice Legii i Polonii w dużej mierze reprezentują Warszawę na licznych krajowych i zagranicznych wyjazdach. To miastu powinno zależeć aby nie dochodziło do takich scen, gdyż cierpi na tym również wizerunek stolicy. Czemu więc postanowiono zrobić pokazową akcję stróżów prawa? Komu na tym tak naprawdę zależało? Może chodziło o to aby pokazać Uefie, że polski rząd jest gotowy na EURO 2012 i doskonale daje sobie radę z każdą ilością stadionowych chuliganów? Być może działacze i właściciele Legii postanowili w porozumieniu z policją pozbyć się niewygodnych dla nich kibiców i postawić kropkę nad i w procesie wymiany publiczności na Łazienkowskiej?
Redakcja Warszawiaka proponuje zainteresowanym stronom, aby w ogóle pozamykali wszystkie stadiony. Zburzyli trybuny i wsadzili do paki wszystkich kibiców. Wtedy nie będzie awantur i demolek miast oraz stadionów. Niczego nie będzie.

Źródło: Artur Trzciński, warszawiak.eu

Skandaliczna akcja policji

środa, wrzesień 3rd, 2008

“Kibole zdemolowali centrum miasta!” – przeczytać możemy na portalu Onet.pl. Kiedy uważny czytelnik zechce jednak dokładniej zlokalizować to “centrum” dowiaduje się, że chodzi o warszawski park na Podwalu. “Policja nie używała siły” – udziela wywiadu dla telewizji TVN rzecznik Komendanta Stołecznego Policji, nadkom. Marcin Szyndler. O tym, że używała i to w wyjątkowo brutalny sposób z mediów się już jednak nie dowiemy…

Prezentowany poniżej tekst z pewnością nie jest obiektywny - jest osobistą relacją z wydarzeń, które mieliśmy nieszczęście obserwować. Ma jednak jedną, ogromną zaletę - jest relacją osób, które były na miejscu…

- Nie będzie odpowiedzialności zbiorowej – zapewnia rzecznik stołecznej policji po wczorajszych zajściach z udziałem kibiców Legii w okolicach stadionu Polonii. Nie będzie, bo już była! Jak inaczej nazwać sytuację w jakiej znalazło się kilkuset ludzi (tak, tak – może to dla niektórych nowe spojrzenie na sprawę, ale kibic to też człowiek), którzy przez 4 godziny w bydlęcych warunkach, bez dostępu do wody i toalety, spałowani i zagazowani, wysłuchując aroganckich żartów i docinków funkcjonariuszy policji, pod ostrzałem kamer telewizji TVN, oczekiwali na zatrzymanie i przewiezienie na warszawskie komisariaty?

Ale po kolei. Wczoraj ok. godz. 18.00 kilkusetosobowa grupa kibiców Legii w asyście policji wyruszyła z centrum miasta w stronę ul. Konwiktorskiej. Po dojściu do stadionu Polonii odpalono kilka rac, które poleciały w stronę grupki fanów Polonii. Fakt niezaprzeczalny i ewidentnie naganny. Ale… Do akcji wkroczyła policja. Nie odizolowała jednak prowodyrów zajść, nie skupiła się na ściganiu osób, które rzucały racami (najsprawniejszych, którym w dziecinny sposób udało się wydostać spod czułych pieszczot policyjnych pał), a rzuciła się do pałowania i gazowania wszystkich, którzy akurat stanęli jej na drodze. To nic, że w centrum wydarzeń znaleźli się przypadkowi przechodnie, starsi ludzie wracający z zakupów, niewidomi, wychodzący z pobliskiej siedziby Polskiego Związku Niewidomych. Zamiast kordonem zepchnąć kibiców w jedno miejsce i dalej w spokoju odkonwojować do wyznaczonego celu, policjanci rzucili się z ułańską fantazją do pałowania. Tych bardziej krewkich mundurowych uspokajać musieli ich bardziej opanowani koledzy: - Już wystarczy! Już k… mówię! – krzyczeli do zaaferowanych akcją młodszych funkcjonariuszy, wylewających właśnie swoje życiowe frustracje pałami na kibiców. – Kto tu k… dowodzi!? – krzyczeli zdenerwowani dowódcy innych oddziałów, widząc nieporadność i nadgorliwość funkcjonariuszy. – Trzeba ich zrozumieć, dla wielu z nich to pierwsza taka akcja – tłumaczył młodych policjantów przed dziennikarzem jeden z bardziej doświadczonych funkcjonariuszy. Doprawdy bardzo to budujące – zostać spałowanym w imię ćwiczeń “zielonych” policjantów – kto by pomyślał, że będąc jedynie kibicem można się tak przysłużyć całemu społeczeństwu. Ale rzecznik prasowy policji zachowywał kamienną twarz i w chętnie udzielanych wywiadach przekonywał: - Policja w trakcie interwencji nie stosowała siły.

Sytuacja została szybko opanowana, policja uformowała kordon, połączyła wszystkie rozstrzelone wokół skrzyżowania ulic Konwiktorskiej z Bonifraterską grupki kibiców i odeskortowała wszystkich na Podwale. Tam fani Legii w spokoju oczekiwali na decyzje dowódców policji. Po kilkunastu minutach usłyszeli przez megafon: “Kibice Legii, tu policja. Nikt nie opuści kordonu, póki nie zostanie wylegitymowany! Prosimy o zachowanie spokoju i współpracę z policją.” I rozpoczęło się kilkugodzinne oczekiwanie na “wylegitymowanie”. Kiedy po dwóch godzinach bezczynności funkcjonariuszy ludziom zaczęły puszczać nerwy i zaczęli… pytać, kiedy w końcu zacznie się wypuszczanie z kordonu, usłyszeli, że mają skończyć dyskusje, albo “urządzi się im ścieżkę zdrowia”. Były też bardziej oryginalne “żarty” policjantów, np. : “Jak się ściemni, to wszystkich zagazujemy”. Kilka osób próbowało rozładować atmosferę – kibice odpalili race, położyli na trawie i zaintonowali: “Płonie ognisko i szumią knieje…”, czym doprowadzili policję do wściekłości. Policjanci wpadli do środka kordonu i ugasili “ognisko”. Kibice odpalili więc kolejne, z których dwie tym razem poleciały w stronę funkcjonariuszy. No i się zaczęło – ponownie, zamiast złapać osoby ciskające racami (według policji każdy ruch uczestników zajścia był ściśle monitorowany i filmowany, więc nie powinno z tym być problemu), policjanci postanowili pójść na łatwiznę – wbiegli w środek tłumu i zaczęli na oślep pałować i gazować ludzi. Wszystkich! - Przestańcie gazować! Tu są dziewczyny! – krzyczała przerażona kibicka. – Dziewczyny są? No to masz! – odpowiedział jej funkcjonariusz, ciskając prosto w twarz chmurą gazu z odległości pół metra! Ludzie dusili się, wili w konwulsjach. Wezwano pogotowie, które przez pewien czas od przyjazdu nie miało co robić, bo policja nie zgodziła się na wypuszczenie z tłumu najbardziej poszkodowanych osób!

Jeszcze o godz. 1.30 grupa kilkudziesięciu osób otoczona kordonem policji oczekiwała na zatrzymanie i przewiezienie do jednego z warszawskich komisariatów – od sześciu godzin bez picia, dostępu do toalety, bez prawa do pytań o to kiedy, dokąd i dlaczego zostaną przetransportowani.

Mówi się, że prawda zawsze leży po środku, że w sytuacji konfliktowej nikt nigdy nie jest bez winy. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – ta stara prawda nie podlega dyskusji. Tak jest z pewnością również w tym przypadku – nikt nie kwestionuje tego, że kibice którzy dotarli pod stadion Polonii nie zachowywali się idealnie, że nie sprowokowali konfliktu z policją, rzucając w stronę fanów “Czarnych Koszul” rac. Czy jednak wolno któremukolwiek z dziennikarzy pisać, że “kibole zdemolowali centrum miasta”, podczas gdy faktycznie ucierpiały dwie skrzynki pomidorów pobliskiego straganu warzywnego i to w wyniku panicznej ucieczki kibiców przed pałującymi na oślep panami w niebieskich mundurach? Czy można pisać o dzielnych policjantach uchylających się przed gradem kamieni, kiedy żadnych kamieni w pobliżu nie było? Czy w ogóle wolno, będąc dziennikarzem, opisywać wydarzenia, o których słyszało się z… innych mediów z perspektywy domowego fotela?! Czy wolno wypowiadać się przed telewizyjną kamerą, że policjanci nie użyli siły, kiedy faktycznie funkcjonariusze w brutalny sposób nadużywali pałek?!

Według policji około 700 pseudokibiców zostało zatrzymanych. 700 pseudokibiców, czy 700 osób pośród których są pseudokibice? Ilu osobom spośród tych setek postawione zostaną zarzuty czynnej napaści na funkcjonariuszy? Pięciu, dziesięciu, dwudziestu? Ilu z nich policja faktycznie udowodni dopuszczenie się czynu zabronionego? Z pewnością będziemy mogli policzyć ich na palcach jednej ręki. Maksymalnie kilkadziesiąt osób ponosi winę za zajścia - wczoraj spałowano, zagazowano i potraktowano jak zwierzęta kilkaset!

Ale - pokażcie mi człowieka, a znajdzie się paragraf. Na swojej oficjalnej stronie internetowej stołeczna policja zapowiada już, że pośród zarzutów postawionych uczestnikom feralnego przemarszu znajdą się także te o “udział w zbiegowisku”. Z tym zarzutem ciężko będzie komukolwiek dyskutować. Genialny sposób na podniesienie policyjnych statystyk – 700 zatrzymanych, 700 skazanych – media szaleją, policja triumfuje, ordery, pochwały, premie! – Po co szli! – usłyszałam wczoraj od osoby z klubu przy Łazienkowskiej. Fakt – pozamykajmy stadiony, spalmy wszystkie szaliki, zabrońmy kibicowania, a każdego łamiącego ten zakaz ku przestrodze publicznie wieszajmy przed ratuszem. Nie będzie burd, nie będzie rac, nie będzie problemów.. niczego nie będzie!

W trakcie całej akcji policji byliśmy świadkami tylko jednego zachowania funkcjonariuszy zasługującego na pozytywną ocenę. Młody chłopak leżący na chodniku – pobity, zgazowany, czy trafiony racą – nie wiemy, ale na pewno w kiepskim stanie. Policjant nachyla się do niego, wkłada do ręki portfel, który wypadł chłopakowi z kieszeni, zdejmuje mu z szyi szalik i podkłada pod głowę. Potem gładzi po głowie i mówi: “Spokojnie, karetka już jedzie”. Czyli jednak można nosić niebieski mundur i pałę przy boku, a jednocześnie myśleć, czuć i pozostawać człowiekiem. Szkoda, że to wciąż w naszym kraju takie niepopularne.

Źródło: legia.com.pl