Archive for wrzesień, 2008

W komisariatach policjanci znęcają się nad kibicami

wtorek, wrzesień 9th, 2008

Na początku było spokojnie, ale jak jakaś grupka zaczęła śpiewać, to policjanci wpadli na nas. Dostałam pałką, a kilku dosłownie przebiegło po mnie. “Na ziemię, kur…!”, krzyczeli - opowiada wciąż roztrzęsiona Agnieszka, 20-letnia studentka polonistyki. “Kopali nas i bili po twarzach, rzucali bluzgi. Mówili, że wreszcie się do nas dobrali” - dodaje 23-letni Kamil, też student, relacjonując już sceny z komisariatu. Oboje znaleźli się w grupie kibiców zatrzymanych w ubiegły wtorek przez policję po meczu Legii z Polonią – czytamy w dzisiejszym wydaniu dziennika “Polska The Times”.
Redakcja dziennika zapewnia, że ma kilkanaście innych relacji o biciu w komisariatach kluczami po jądrach i pałkami po całym ciele, zmuszaniu do robienia pompek i przysiadów nago, pozbawiania snu, picia i jedzenia.

Potwierdzają to wypowiedzi funkcjonariuszy policji, do których dotarli dziennikarze. “Szef powiedział mi wprost: masz wszystkich zmusić, by podpisali przyznanie się do winy. Więc wciskałem tym dzieciakom kit, że je zamkniemy, jeśli nie podpiszą oświadczenia. Gdy nie skutkowało, to koledzy z kryminalnego brali delikwenta do siebie i tam bicie było” - mówi wywiadowca z jednej z komend w Warszawie.

Policja nazwała wtorkową akcję: Ostateczne rozwiązanie kwestii kibiców Legii. Jej efekty są dwa. Pierwszy, nagłośniony przez resort - nomen omen - siłowy, to komunikat, że 235 osób przyznało się do udziału w nielegalnym zgromadzeniu i zgodziło na dobrowolne poddanie się karze.

O drugim efekcie będzie głośno dziś, gdy 400 spośród 752 zatrzymanych kibiców złoży do prokuratury zażalenia na brutalne traktowanie przez policję.

Kibice oskarżają policję o bicie, poniżanie i szykany

Setki zatrzymanych we wtorek kibiców Legii, wśród których są studenci, zawodowi kierowcy, budowlańcy, a nawet prawnicy, poddano w stołecznych komisariatach szykanom, presji psychicznej. Niektórych bito.

Wszystko po to, by zmusić ich do przyznania się do winy, że brali udział w nielegalnym zgromadzeniu. Według policji, miał nim być przemarsz kibiców w stronę stadionu Legii. “Jutro przejrzymy jeszcze raz wszystkie dowody nadużyć policji i zastanowimy się, jak dalej działać” - mówi prawnik Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa Andrzej Pleszkun.

Przyznaje, że dowodów na to, że policja łamała prawo, ma już sporo. Jest wśród nich ponad 20 zaświadczeń lekarskich dostarczonych przez kibiców, którzy po wypuszczeniu przez policję zgłosili się na obdukcję. “Te zaświadczenia dotyczą obrażeń poważnych, obtłuczeń utrzymujących się powyżej siedmiu dni” - mówi Pleszkun.

Kolejnym dowodem, który może świadczyć przeciwko policji, są filmy zrobione podczas akcji przez kibiców, które są w posiadaniu także redakcji. “Policja ma swój zapis, ale i my mamy nagrania tego, jak oni postępowali” - mówi prawnik. “Zresztą policjanci bardzo się starali, żeby te filmy nie przetrwały, bo zatrzymanym zabierali telefony, z których kasowali zdjęcia i filmy. Bardzo możliwe, że złożymy do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa” - zapowiada Pleszkun.

Kamil, 23-letni student, był przesłuchiwany w Pruszkowie. “Policjanci mówili, że wreszcie się na nas wyżyją. Na pruszkowską komendę trafiłem prosto spod stadionu, razem z 30 innymi osobami. Na miejscu byliśmy ok. 3 w nocy. Zamknęli nas w czymś w rodzaju świetlicy. Siedzieliśmy tam skuci, bez picia. Nie można było nawet pójść do kibla. A policjanci łazili między nami i kopali, bili ludzi po twarzach, rzucali bluzgi. Mówili, że wreszcie się do nas dobrali. Przesłuchania zaczęły się po południu. Brali nas po trzech, czterech na górę, do małego pokoju, w którym siedziało sześciu albo ośmiu policjantów. Kazali nam się rozbierać do naga, położyć na podłodze twarzą do ziemi i wyciągnąć ręce. Nałożyli kajdanki i wtedy się zaczęło… Najpierw zaczęli mnie kopać. Potem poczułem, jak jeden staje mi na plecach, a potem przeskakuje na chłopaków leżących obok. Po nim robili to pozostali. Jeden z policjantów mówił, że mamy wybór: jak się przyznamy i podpiszemy, to za chwilę będziemy mogli wyjść do domu. A jak się nie przyznamy, to trafimy na Białołękę [jest tam więzienie – Polska.]” - wspomina.

Wojciech Braun, lat 45, kierowca busa, najpierw trafił do komendy przy ul. Grenadierów, a potem do aresztu na ul. Umińskiego. “Wraz z czterema innymi osobami władowano mnie do forda transita straży miejskiej” - opowiada. “Spędziliśmy tam godzinę, plując i łzawiąc z opuchniętych oczu - w aucie było pełno gazu łzawiącego. W komendzie na Grenadierów byliśmy bici i kopani. Skuli mnie z innym mężczyzną. Gdy chciałem iść do ubikacji, usłyszałem: Sraj w gacie! Dopiero w areszcie na Umińskiego, gdzie trafiliśmy ok. 2 w nocy, pozwolono nam się obmyć i zasnąć. Następnego dnia znów przewieziono nas na Grenadierów. Policjanci w cywilu kopali nas, bili i ubliżali nam. Jeden specjalnie upuszczał mi klucze na jajka. Podsunęli papier do podpisania: Przyznaj się – usłyszałem. Odmówiłem. Powiedzieli, że jak jeszcze 24 posiedzę, to zmięknę. Dopiero o godz. 14.30, po dwóch dniach, wyszedłem. Przed wypuszczeniem jeszcze gliniarz zerwał ze mnie koszulkę i czapkę z logo Legii, bo “ten znak nawołuje do aktów przemocy”, i kazał w samych slipach do domu wracać.”

Agnieszka ma lat 20 i studiuje polonistykę. Była przesłuchiwana w Otwocku. Narzeka, że gaz wciąż ma za paznokciami i we włosach. “Szłam na mecz z chłopakiem i grupą znajomych. Policjanci powiedzieli, że nas spiszą i puszczą do domów” - opowiada dziewczyna. “Na początku było spokojnie, ale jak jakaś grupka zaczęła śpiewać, to policjanci wpadli na nas. Dostałam pałką, a kilku policjantów dosłownie przebiegło po mnie. “Na ziemię, kurwy!” - krzyczeli. Potem pamiętam tylko gaz i pieczenie oczu. Zabrali naszą kilkuosobową grupę do Otwocka. Wyzywali nas od najgorszych i szarpali. Nie podpisałam przyznania się do udziału w nielegalnym zbiegowisku. Do domu wróciłam o godz. 22 następnego dnia.”

Pawła z Ożarowa, studenta technologii żywności w SGGW, przesłuchiwano w komisariacie przy ul. Raginisa. “Staliśmy w kolejce po bilety na mecz. Policjanci zmusili nas do zejścia na Podzamcze. Tam bili i gazowali wszystkich - i kobiety, i inne spokojnie stojące osoby. Zabrali mnie na Bemowo. Policjant kazał zdjąć mi spodenki i majtki. Musiałem nago robić przysiady. Wyzywał mnie od spaślaków. Każdy, który wszedł na przesłuchanie, dostawał otwartą dłonią w twarz, zanim jeszcze cokolwiek powiedział. Na krześle stawiali pałkę na sztorc i kazali mi na niej siadać. Podpisałem oświadczenie, bo jeden policjant powiedział, że za godzinę może mnie tu już nie być. A tak trafię na trzy miesiące do aresztu.”

To, że zeznania były od zatrzymanych wymuszane, potwierdzają nawet policjanci. “Sama nie wiedziałam, jak się zachować” - opowiada policjantka spod Warszawy. “Komendant powiedział, że przywożą kiboli po zamieszkach, a do mnie na przesłuchania trafiły jakieś spokojne dzieci. Nie potrafiłam zmusić ich do podpisania tych oświadczeń. Ale zarzuty i tak prokurator kazał postawić.” Podobną relację złożył dziennikarzom “Polska The Times” policjant z komisariatu w prawobrzeżnej Warszawie. Przyznał, że jego koledzy po fachu bili tych, którzy nie chcieli przyznać się do udziału w nielegalnym zgromadzeniu.

“Sprawdzimy rzetelnie każde zażalenie, ale mija tydzień, a nic do nas nie wpłynęło. To dowód, że cała operacja została przeprowadzona profesjonalnie” - ocenia Marcin Szyndler, rzecznik komendanta stołecznego. I dodaje, że za kilka dni Stowarzyszenie Kibiców Legii samo przeprosi za swoje zarzuty. Według niego przy kibicach znaleziono kastety, bokserskie ochraniacze na zęby, a nawet widelec.

Oskarżeniom formułowanym przez kibiców Legii zamierza się przyjrzeć prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Według niego to samo od początku powinna robić prokuratura. Jak ocenia, ta akcja pokazała, że polska policja wciąż nie jest przygotowana do walki z kibolami. “Przesłuchanie i przygotowanie zarzutów ponad 700-osobowej grupie ludzi przerosło warszawskich policjantów. A jak policja jest bezradna, to staje się brutalna. Tak samo jak z burdami na stadionach trzeba skończyć z tym, że policja zatrzymanych bije, a prokurator udaje, że tego nie widzi” - mówi profesor.

Źródło: Polska Times

Nie Jesteśmy Bandytami!

poniedziałek, wrzesień 8th, 2008

Środa 3 września, kolejny wyjazd kibiców Stali Rzeszów za swoją ukochaną drużyną. Chyba nikt z 300 przybyłych na zbiórkę kibiców biało – niebieskich nie zdawał sobie sprawy z tego, iż tego dnia nie dane im będzie obejrzeć swoich piłkarzy w akcji. Ale po kolei…

Mimo mało przychylnej, dla kibica dacie wyznaczonej na rozegranie spotkania (środa godz. 16:30) chętnych do obejrzenia meczu na żywo w Krośnie znalazło się aż trzystu. Na wyjazdowiczów czekały 2 podstawione autokary, jednak okazało się, iż jest to zdecydowanie za mało, więc udało się zorganizować ponad 30 samochodów osobowych, przez co każdy chętny mógł udać się do Krosna.

(więcej w rozwinięciu newsa)

Jednak problemy pojawiły się już podczas zbiórki, kiedy to stróże prawa przystąpili do mozolnego sprawdzania samochodów osobowych (cel sprawdzania nie jest mi bliżej znany), spisane zostały zatem numery rejestracyjne pojazdów i podawane do ‘bazy’. Następnie zażądano listy imiennej wszystkich uczestników wyprawy. Jednak ku wielkiemu zdziwieniu policjantów, takowa była już przygotowana. Na godzinę przed rozpoczęciem spotkania mimo, iż nie opuściliśmy jeszcze ul. Hetmańskiej, funkcjonariusze zaczęli zastanawiać się czy sprawdzać wszystkie dane na liście (przypomnę 300 osób!). Zdecydowali się jednak ‘już’ zapakować nas w podstawione pojazdy.

Około godziny 15:40 ruszyliśmy w drogę do Krosna, średnia prędkość jaka została narzucona przez policję, która w liczbie kilku radiowozów eskortowała nas pod stadion Karpat wynosiła ok. 40 km/h. Przypomnijmy, iż mecz zaczynał się o godz 16:30, a odległość między miastami wynosi 60 km. Wiadome więc było, iż na mecz na pewno nie zdążymy.

Każdy kto liczył, iż obejrzy przynajmniej część pierwszej połowy mylił się. Jak się okazało pod stadionem Karpat byliśmy już pod koniec przerwy. Kiedy wszyscy wysiedliśmy z pojazdów, zostaliśmy otoczeni przez kordon policyjny. Nasi przedstawiciele udali się pod kasy, gdzie okazało się, że każdy z nas (300 osób!), zostanie wylegitymowany, jednak w sposób inny niż powszechnie znany każdemu z nas, mianowicie będzie musiał z dowodem osobistym w ręku przedstawić swoje szczegółowe dane do kamery. Można przyjąć, iż takowa czynność, przy takiej ilości kibiców biało – niebieskich trwała by około półtorej godziny może więcej (po zakończeniu spotkania okazało się, że potrwa więcej ale o tym poźniej). Także jak łatwo obliczyć (połowa meczu trwa 45 minut) część osób, dzięki pomysłowym organizatorom nie miała by możliwości obejrzenia spotkania. Każdy z nas może nazwać takie podejście jak chce, ja nazwę je prowokacją!

Po otrzymaniu takowej informacji, wielu osobom puściły nerwy (po przejechaniu 60 km w sporym ścisku z góry zostali skazani na to, iż część z nich nie obejrzy spotkania!), pod naporem tłumu brama puściła (co funkcjonariusze policji nazwali jej sforsowaniem!). Kibice momentalnie zostali potraktowani gazem łzawiącym (bezpośrednio w twarz z odległości kilkunastu centymetrów). Następnie brama została zamknięta. A my dowiedzieliśmy się, że nie obejrzymy spotkania wcale! Czy takie postępowanie jest zgodne z prawem? Bez żadnego uzasadnienia działacze krośnieńskiego klubu, stwierdzili że nas nie wpuszczą. Kilku osobom puściły nerwy, to prawda. Na filmie wyraźnie widać, iż w ochronę poleciało kilka butelek z wodą (a nie płyty chodnikowe).

Mimo, że dowiedzieliśmy się, iż tego dnia nie dane nam będzie obejrzeć gry naszych piłkarzy. Postanawiamy wspomóc ich gorącym dopingiem. Najwidoczniej i to nie spodobało się organizatorom oraz policji, którzy wydali komunikat, iż MAMY SIĘ ROZEJŚĆ. Wyobraźcie sobie więc grupę 300 osób (kibiców Stali Rzeszów) na rynku w Krośnie. Kiedy jednak policjanci doszli chyba do wniosku, że nie był to zbyt dobry pomysł stwierdzono, że mamy wsiąść do naszych autokarów. Przypomnę jedynie… na wyjazd wybraliśmy się 2 autokarami oraz 30 samochodami (samochody pozostawione były na wydzielonym parkingu z dala od stadionu). Jak więc mieliśmy zmieścić się grupą 300 osób do 2 autokarów? Jednak jeśli ktoś chciał opuścić teren wyznaczony przez policję i udać się do swojego auta, nie pozwalano na to. Pytam więc, jak mieliśmy się rozejść, skoro byliśmy szczelnie otoczeni przez grupę ok. 100 funkcjonariuszy policji, którzy PO WYDANIU NAKAZU ROZEJŚCIA SIĘ, NASTĘPNIE SAMI NA TO NIE POZWOLILI.

Grupa pozostała więc pod stadionem i głośno dopingowała swoich piłkarzy. Równo z ostatnim gwizdkiem, który oznajmił zakończenie spotkania, każdy chciał udać się do autokaru i spokojnie powrócić do stolicy Podkarpacia. Jednak i tym razem policja stwierdziła, że ma wobec nas inne plany. Oznajmiono nam, iż każdy kibic będzie się musiał przed wsiadaniem do pojazdów przedstawić do kamery. Więc pytam, dlaczego taki sposób legitymowania nie został ogłoszony odrazu. Przecież każdy z nas mógł podać swoje dane właśnie po zakończeniu spotkania, a nie przy wchodzeniu na stadion. Kiedy pierwsze grupy zaczęły wsiadać do autokarów, funkcjonariusze policji nakazali zamknięcia w nich drzwi (czynność legitymowania trwała ok. 2 i pół godziny). Proszę sobie zatem wyobrazić grupę ok. 70 osób w autokarze przy zamkniętych drzwiach. Na samą myśl robi się duszno.

Po upływie 150 minut wyruszyliśmy w drogę powrotną. Najpierw pojechały autokary, dopiero później samochody.

Jako ciekawostkę dodam, iż przed nami stadion Karpat odwiedzili kibice Pogoni Leżajsk (w maju) oraz Siarki Tarnobrzeg (w czerwcu). Myślicie, że obejrzeli mecze swoich drużyn? Organizatorzy również w tych dwóch przypadkach zdecydowali, że przyjezdni do ‘klatki’ nie wejdą. Ale oczywiście tymi faktami żadne media się nie zainteresują.

Po powrocie do domu okazało się, że ‘sensację’ wyczuły media, które grupę 300 osób, które jadą na wyjazd za swoją drużyną w środku tygodnia, nazwały po prostu bandytami. Dziękujemy redaktorom którzy się do tego przyczynili za wielki ‘obiektywizm’ którym się wykazali. Przecież w każdym z tych artykułów zaczerpnęliście opinii uczestników zdarzenia, nie wyciągaliście również pochopnych wniosków i oczywiście wychodziliście z zasady domniemania niewinności.
Źródło: anonimowy kibic Stali Rzeszów - hetmanska69.pl

Nie ma aresztowanych

poniedziałek, wrzesień 8th, 2008

Stołeczny sąd odmówił aresztowania 8 kibiców podejrzanych m.in. o czynną napaść na policjantów w czasie wtorkowych burd przed meczem Legii i Polonii Warszawa. Czy to znaczy, że akcja policji przez rząd (ustami wicepremiera Schetyny) uznana za przejaw twardej polityki w celu zapewnienia bezpieczeństwa na stadionach, spełznie na niczym? Nie wiadomo - prokuratura niemal na pewno odwoła się od decyzji sądu.
Sąd odmówił zastosowania aresztu wobec któregokolwiek z chuliganów, uznając że wobec podejrzanych o napaść na policjantów wystarczy dozór policji; wobec pozostałych trzech nie zastosowano żadnych środków zapobiegawczych.

“Analizujemy treść wydanych postanowień” - powiedziała w poniedziałek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Katarzyna Szeska, pytana przez czy śledczy będą się odwoływać.

W zeszłym tygodniu stołeczna prokuratura wystąpiła do sądu o areszt dla 8 zatrzymanych. Pięciu jest podejrzanych o napaść na funkcjonariusza z użyciem niebezpiecznego narzędzia, dwóch - o czynny opór wobec funkcjonariuszy, a jeden - o zniszczenie radiowozu.
Źródło: gazeta.pl

“Media są coraz bardziej skundlone…”

poniedziałek, wrzesień 8th, 2008


Napiszemy teraz kilka gorzkich słów – “Weszło!” powstało między innymi dlatego, że rynek polskich mediów robi się coraz bardziej obrzydliwy. Poważnie – obrzydliwy, odpychający, z każdym dniem mniej warty zaufania. Na palcach jednej ręki można policzyć dziennikarzy, którzy piszą to, co rzeczywiście sądzą. Zwycięża linia redakcyjna, nie znosząca żadnych wyjątków, żadnych odchyleń od założeń. Oczywiście, nie brakuje dobrych dziennikarzy, mających zdrowe spojrzenie na wszystko, co się wokół nich dzieje, ale coraz rzadziej pracodawcy dają im możliwość publikowania niewygodnych, oryginalnych tekstów.

W czasie wczorajszych zamieszek w Warszawie zatrzymani (oczywiście niesłusznie – i piszemy to bez żadnej ironii) zostali też ludzie mediów. Dość przypadkowo zostali więc naocznymi świadkami wszystkiego, co się działo od początku policyjnej akcji. Widzieli bezpodstawne użycie siły, widzieli „zagazowane” (aż do wymiotów) dziewczyny, widzieli bezsens całej tej sytuacji. Wedle ich relacji wszyscy, którzy brali udział w zamieszkach zdążyli uciec, a złapani zostali ci, którzy nie uciekali w ogóle – zwykli ludzie, w tym oni. Osoba, z którą rozmawialiśmy, pracownik dużego radia, nagrała, jak policjanci upokarzali zwykłych ludzi.

I teraz zagadka – czy sądzicie, że taki materiał zostanie wyemitowany? Przecież to temat jak marzenie, reportaż uczestniczący, obnażający to, z czym przez lata w Polsce walczono. Nie, nie zostanie wyemitowany. Taki dziennikarz powinien dostać premię, 10 godzin czasu na zmontowanie jak najlepszej wersji i potem dwa dni wolnego na odsapnięcie. A tymczasem nie ma sensu, by w ogóle się męczył. I tak zamiast tego, co widział na własne oczy, będzie sporo do gadania o wielkim sukcesie mundurowych. Gazety? To samo!
(…)

Tyle lat walczono w Polsce o wolne media, ale one wcale nie są wolne. Są z każdym dniem coraz bardziej skrępowane jakimiś interesikami, długofalowymi strategiami, powiązaniami. Ci mają taką linię, tamci – zupełnie inną. I się do tego publicznie przyznają. A przecież linia powinna być jedna – prawda i reakcja na to, co się dzieje tu i teraz.

(…)

Linia. To jest dziś najważniejsze słowo w mediach. Trzeba pisać zgodnie z linią. Szkoda, że nie zgodnie z sumieniem. Byłoby i ciekawiej, i z pożytkiem. A tak, coraz częściej zawód dziennikarza niebezpiecznie zbliża się do najstarszego zawodu świata – w cenie są ci, którzy za pieniądze napiszą lub powiedzą wszystko co trzeba, bez zadawania zbędnych pytań. Jak redaktor przykazał. Tylko czekać, aż na drzwiach niektórych wydawnictw pojawią się tabliczki: „Tu obowiązuje absolutny zakaz myślenia”. Dotyczy to gazet, radia, internetu oraz oczywiście telewizji. Tak - telewizji. Wiecie, co mamy na myśli…

Źródło: weszlo.com

Kibice odwołują się od wyroków

poniedziałek, wrzesień 8th, 2008

Dziś kibice złożą pierwsze wnioski odwoławcze od wyroków nałożonych na nich po ostatnich derbach stolicy. “W najbliższych dniach prokuratura może się spodziewać nawet kilkuset takich dokumentów” - zapowiadają przedstawiciele Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa, które organizuje pomoc prawną dla osób poszkodowanych. Nieprawidłowości w działaniach policji zauważa też poseł Andrzej Czuma, do którego kibice Legii zwrócili się o pomoc.
Dzisiejsze wydanie gazety “Polska” przytacza wypowiedzi niektórych spośród zatrzymanych we wtorek fanów. “Wspólnie z przyjaciółmi spotkaliśmy się dwie godziny przed meczem niedaleko stadionu. Podeszli do nas policjanci i zapytali, czy idziemy na mecz. Kiedy potwierdziliśmy, zaprowadzili nas na podzamcze, gdzie razem z innymi kibicami mieliśmy czekać na wejście na stadion” - mówi Piotrek, kibic Legii.

Piotrek, choć miał bilet na mecz, na stadion już nie dotarł. Po kilku godzinach został zabrany na komisariat przy ul. Opaczewskiej, gdzie usłyszał zarzut udziału w nielegalnym zbiegowisku. “Nie przyznałem się, dlatego grozi mi 8 miesięcy w zawieszeniu na trzy lata.”

“Polska” przedstawia też kulisy zatrzymania fanów. Większości kibiców prokurator proponował do wyboru: albo się przyznają i dostaną zakaz wstępu na imprezy sportowe przez dwa lata oraz karę grzywny, albo mogą się spodziewać rozprawy w sądzie. “Wielu młodych ludzi wybrało przyznanie się do winy” - mówią przedstawiciele Stowarzyszenia Kibiców Legii. “Nie chcieli mieć kłopotów w szkole i w pracy.” Wobec Piotrka zastosowano dozór policyjny, trzy razy w tygodniu musi pojawić się na komisariacie.

W podobnej sytuacji znajduje się kilkaset innych osób. Coraz więcej świadków zarzuca policji brutalność podczas akcji. Na filmie, do którego dotarła “Polska”, starszy człowiek podchodzi do policjanta i mówi: “Co wy robicie!? W ludzi gazem rzucacie?” Policjant uderza go pałką, mówiąc: “Wypie…”

“Policjanci zachowali się profesjonalnie, a cała akcja przeprowadzona została sprawnie” - mówi Marcin Szyndler, rzecznik komendanta stołecznego. Według jego relacji kibice zostali zepchnięci siłą na podzamcze i tam otoczeni. Przeczą temu zdjęcia, na których widać tłum, który spokojnie maszeruje w kierunku wyznaczonym przez funkcjonariuszy. Rzeczywiście, większość z zatrzymanych nie miała biletów na mecz.

Tomkowi postawiono zarzut udziału w zbiegowisku, którego uczestnicy dopuszczali się zamachu na osobę lub mianie. Policja zatrzymała kibiców na podstawie art. 254 kodeksu karnego, który powstał w czasach PRL W praktyce oznacza on, że jeśli znajdziemy się w tłumie osób, grozi nam do trzech lat wiezienia. W Polsce ten artykuł nie był stosowany od lat, chociaż Warszawa przeżyła wiele najazdów stoczniowców i górników, którzy wyrządzili poważne szkody.

Kibice umówili się w centrum, aby razem przemaszerować pod stadion Polonii. Policja nie nawoływała ich do rozejścia się, lecz konwojowała grupę kilkuset osób. “Nie mogli opuścić kordonu, pojawiają się więc wątpliwości, czy można zastosować ten artykuł” - twierdzi prawnik Andrzej Pleszkun.

Dzień przed spotkaniem obu drużyn na stronach internetowych Polonii pojawiła się jednak informacja, że dwie godziny przed meczem bilety będzie można kupić. W oficjalnym komunikacie po meczu klub Polonia przyznał też, że nie robił żadnych przeszkód w zakupie biletów dla kibiców Legii. Policja jednak do tego nie dopuściła.

W środę w Warszawie spotkają się prawnicy zrzeszeni w Ogólnopolskim Związku Stowarzyszeń Kibiców. “Zapoznamy się z materiałem dowodowym i relacjami świadków zajść” - mówi prawnik Andrzej Pleszkun. Zdaniem prawników związku wątpliwości budzi sens konwojowania przez pół miasta kilkusetosobowej grupy kibiców, żeby pod stadionem powiedzieć im, że nie wejdą na mecz.

Podczas wtorkowej interwencji w akcji wzięło udział ponad tysiąc policjantów. Kilkusetosobową grupę kibiców, od Radomia po Płock, rozwoziło kilkadziesiąt radiowozów. “Zastanawiam się, czy było uzasadnienie przeprowadzenia tak kosztownej akcji. Skieruję w tej sprawie zapytanie do policji” - mówi poseł PO Andrzej Czuma.
Źródło: legialive.pl // Gazeta Polska

Zdjęcia jednego z poszkodowanych w klubie Kameleon

sobota, wrzesień 6th, 2008

poszkodowany

poszkodowany

Akcja na Podzamczu miała pokazać determinację policji

sobota, wrzesień 6th, 2008

Zatrzymanie w Warszawie ponad 740 pseudokibiców Legii po wtorkowej awanturze podczas meczu z Polonią to nie przypadek. Tak spektakularna akcja była planowana przez policję i rząd od dawna. Miała ona pokazać chuliganom, że nie będzie już dla nich tolerancji - ustaliła Polska The Times. - Jest nacisk z góry, by rzeczywiście wyeliminować chuliganów - mówi nam oficer stołecznej policji.

Po akcji Grzegorz Schetyna, minister spraw wewnętrznych, dał wyraźnie znak, że policja ma zielone światło do stosowania najbardziej drastycznych kroków zgodnych z prawem w walce z szalikowcami: - Nie zabraknie nam determinacji - obiecywał wczoraj. Zaś gen. insp. Andrzej Matejuk, szef Komendy Głównej Policji, zapowiedział, że podobne zatrzymania będą się powtarzać, dopóki kibole nie zrezygnują z agresji. - Jeśli prawo będzie łamane, to działania policjantów będą stanowcze i zdecydowane - skwitował w rozmowie z nami.

Fani Legii zarzucają policji, że wyreżyserowała wtorkową akcję. - W Polsce kibice robili znacznie większe zadymy, które kończyły się nieporównanie poważniejszymi zniszczeniami, a policja zatrzymywała znacznie mniej osób - mówi Daniel, szalikowiec, który nie chce ujawniać swej tożsamości. - To, co się stało na Polonii, było teatrem, dzięki któremu policja mogła pokazać, jak groźni są chuligani stadionowi. Jednocześnie nie zaprzecza, że chuligani we wtorek łamali prawo - rzucali racami i kamieniami w funkcjonariuszy, wskakiwali na stojące na światłach samochody.

Różnicę w działaniach policji widać wyraźnie, jeśli porówna się przedwczorajsze wydarzenia do zamieszek z maja 2006 r., gdy kibice Legii zdewastowali stołeczną Starówkę i obrabowali wiele sklepów. Wtedy zatrzymano 236 osób, tylko niewiele ponad 100 usłyszało zarzuty, a zaledwie 15 szalikowców skazano. Teraz prawie każdy z ponad 700 chuliganów ma usłyszeć zarzuty: niektórzy uczestniczenia w nielegalnym zgromadzeniu, a co bardziej agresywni - napaści na funkcjonariuszy oraz niszczenia mienia.

W walce z szalikowcami ma pomóc policji nowa ustawa o imprezach masowych. Przewiduje ona zaostrzenie kar za stadionowe przestępstwa - grzywny nawet ponad 10 tys. zł, a także więzienie do pięciu lat. Zakłada, że osoby objęte zakazami stadionowymi będą musiały meldować się na komisariacie w trakcie meczu. Nowe przepisy mają położyć kres anonimowości kibiców - bilety na mecze będą kupowane tylko za okazaniem dowodu. Nie obędzie się bez rozbudowy monitoringu na stadionach. Ma zostać także stworzona baza danych z najbardziej agresywnymi chuliganami.

Ustawodawcy wzorują się na prawie brytyjskim. Dzięki zaostrzeniu przepisów już w latach 60. i 70. na boiskach w Anglii udało się opanować przemoc i wandalizm. Za udział w burdzie stadionowej grozi tam pięć lat więzienia, a zakazy stadionowe trwają nawet 10 lat. Sukces Brytyjczycy zawdzięczają jednak przede wszystkim konsekwencji w działaniu służb mundurowych i sądów.
Źródło: legia.com.pl

Krótka prowokacja policyjna - WIDEO

piątek, wrzesień 5th, 2008

Dedykowane wszystkim obrońcą moralności , którzy nie wierzą że policjant na służbie mogłby pokazywać gesty - tzw. “fuck-you” oraz tzw. “ssij” w stosunku do osób które właśnie ustawowo “ochrania”.

Kibice Ruchu Chorzów oskarżają policję - WIDEO

piątek, wrzesień 5th, 2008




Kibice Ruchu Chorzów oskarżają policję

piątek, wrzesień 5th, 2008

W sobotę Zagłębie Sosnowiec rozegrało mecz z Elaną Toruń. Na meczu było też 750 kibiców chorzowskiego Ruchu. 300 z nich wracało pociągiem. Co wydarzyło się po meczu?

9 sierpnia, po zakończonym meczu Zagłębia Sosnowiec z Elaną Toruń, grupa kibiców Ruchu Chorzów, którzy przyjaźnią się z toruńskim klubem, udała się na dworzec w Katowicach-Szopienicach. Około godziny 22:40 czekali już na peronie na pociąg do Chorzowa Batorego. Krótko po 23:00 kibice wsiedli do pociągu relacji Kozłów - Katowice. Na dworcu głównym zaplanowano przesiadkę.

Eskortujący fanów policjanci, zajęli miejsca na początku pociągu. W pewnym momencie zaczęli się jednak przesuwać w stronę przedziałów zajmowanych przez kibiców “Niebieskich”. Bez słów wyciągnęli pałki, tarcze i zaczęli wypychać ludzi z kolejnych przedziałów. Na dodatek wpuścili do środka gaz pieprzowy - relacjonuje rozwój wydarzeń serwis kibiców Ruchu Chorzów, Niebiescy.pl.

- Pozamykali drzwi w przedziałach, wpuścili gaz, jakiś chop dostoł po oczach, synek z astmą mdleje, drugi wymiotuje, dzieci w płaczu, wszyscy się duszą, ścisk niesamowity… bydła tak się nie traktuje! - pisze na forum kibiców użytkownik mulan.

- U mnie w przedziale był “synek” góra 10 lot… płakoł cały czerwony od gazu … przypadkowi ludzie dusili się … - pisze użytkownik OscaR.

Policja odpiera te zarzuty. - Pierwsze słyszę o takim zdarzeniu - mówi MM Silesii, Marek Mazur z Komendy Miejskiej Policji w Katowicach. - Pałki i gaz zostały użyte wobec grupy kibiców na dworcu głównym w Katowicach, gdzie jeden z nich został zatrzymany. Według Mazura kibice celowo podają takie wiadomości. - Pewnie przekazując takie informacje przyjęli sobie taką linię obrony - uważa Mazur.

Takie same informacje przekazał nam nadkomisarz Piotr Bieniak z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji. - Policjanci oddziału prewencji zatrzymali na dworcu w Katowicach 25-letniego Tomasza Sz. Mężczyzna ten nawoływał do przerwania kordonu policyjnego, słownie znieważył i umyślnie popchnął funkcjonariusza - mówi Bieniak. Wtedy, według policji, zostały pierwszy raz użyte wobec kibiców pałki służbowe i gaz.

Kibicowi zostały postawione zarzuty z artykułu 222 i 224 kodeksu karnego, które mówią o czynnej napaści na funkcjonariusza. - Wobec tej osoby prokurator zarządził dozór policyjny. Ma meldować się o określonych porach na swoim komisariacie policji w Chorzowie - mówi Mazur.

Kibice mówią o policyjnej prowokacji i drugich Mydlnikach, gdzie doszło do zamieszek kibiców GKS-Katowice z krakowską policją. Policja kategorycznie odpiera te zarzuty:
- Wszystko zostało zarejestrowane na kamerze policyjnej - mówi nadkom. Piotr Bieniak.
- Zbieramy własne nagrania, a już wkrótce złożymy doniesienie do prokuratury - mówi MMSilesii jeden z kibiców, pragnący zachować anonimowość.

Źródło: mmsilesia.pl