Archive for sierpień, 2008

30-letni żołnierz twierdzi, że pobili go policjanci

piątek, sierpień 1st, 2008

Zostałem pobity przez tczewskich policjantów - twierdzi Ziemowit Cymerman, 30-latek, który od kilku lat służy zawodowo w jednostce wojskowej na Dolnym Śląsku. Mężczyzna od niedzieli przebywa w szpitalu, a jego rodzice zapowiadają walkę o sprawiedliwość.

Do zdarzenia miało dojść w minioną sobotę w Tczewie. Wojak, przy piwie na ławeczce, z kumplami, świętował zakończenie urlopu, który spędzał u rodziców w Tczewie. Obok siedziała kobieta z małym dzieckiem, z którą 30-latek zaczął się sprzeczać. O co? Prawdopodobnie kobieta zwróciła mężczyznom uwagę, że piją w miejscu publicznym. Od słowa do słowa skończyło się na kłótni i jak zeznała kobieta - na obelgach. Zdenerwowana wezwała policję.

- Gdy przyjechała policja, to skuli mnie w kajdanki, ubliżali i bili, rzucili na beton - relacjonuje Ziemowit Cymerman. - Potem wezwano drugi patrol. Biło mnie chyba czworo policjantów. Najgorsza była policjantka, która skakała po mojej głowie. Bito mnie również na komendzie policji.

W niedzielę mężczyznę przekazano Żandarmerii Wojskowej w Malborku, jednak ta bardzo szybko wezwała rodziców, by zabrali go do domu. Cymermanowie zawieźli syna prosto do szpitala.

- Pacjent przebywa w szpitalu na obserwacji, sprawdzamy wszystkie nasze podejrzenia, ale tylko biegły sądowy może jednoznacznie powiedzieć, czy to było pobicie - tłumaczy Kazimierz Laskowski, ordynator oddziału chirurgii tczewskiego szpitala.

Żołnierz twierdzi, że jest cały obolały i nie wytrzymałby bez środków przeciwbólowych.

- Mam liczne siniaki, na prawe ucho nic nie słyszę, lekarze nie pozwolili mi nawet wstawać z łóżka - żali się 30-latek. - Będę badany przez neurologa i laryngologa.

Sprawę bada także policja. Z relacji interweniujących policjantów wynika, że mężczyzna był agresywny i próbował rzucić popielniczką w policjanta.

- Po otrzymaniu pierwszego sygnału w sprawie poleciłem niezwłocznie podjąć wewnętrzne czynności wyjaśniające, by ustalić przebieg wydarzeń oraz czy interweniujący policjanci działali zgodnie z obowiązującymi przepisami i zasadami - tłumaczy nadkom. Robert Sudenis, komendant tczewskiej policji. - Na tym etapie trudno odnieść się do zarzutów stawianych funkcjonariuszom. Wyjaśni to wspomniane postępowanie oraz czynności prowadzone przez prokuraturę. Materiały w sprawie czynnej napaści na funkcjonariusza policji zostały przesłane do Prokuratury Rejonowej w Tczewie z wnioskiem o przekazanie do właściwej prokuratury wojskowej. Mężczyzna przed osadzeniem w policyjnej izbie zatrzymań był badany przez lekarza. W świadectwie lekarskim nie ma zapisów świadczących o obrażeniach. Jeżeli policjanci naruszyli prawo, wyciągnę wobec nich wnioski dyscyplinarne.
W żandarmerii w Malborku nikt na ten temat nie chce rozmawiać.

- Nie znam szczegółów - mówi płk Wiesław Makowski, komendant z oddz. Żandarmerii wojskowej w Gdyni, bezpośredni przełożony malborskiej jednostki. - Czekamy na materiały z policji w Tczewie i Prokuratury Rejonowej. Nic więcej nie powiem, bo nie wiem.

Rodzice pobitego mężczyzny są zbulwersowani i zapowiadają, że tej sprawy tak nie pozostawią.

- Umówiliśmy się już z komendantem wojewódzkim policji, nasze sprawy będzie reprezentował Krajowy Sztab Ratownictwa SSR z Łodzi - mówi roztrzęsiona matka Ziemowita Cymermana. - Chciałabym poruszyć niebo i ziemię w tej sprawie, by policjanci już nigdy więcej nikogo w taki sposób nie skrzywdzili.
Dodajmy, że syn kobiety, z którą kłócił się 30-latek, jest policjantem, a sam Cymerman był pod wpływem alkoholu. W chwili zajścia stwierdzono u niego 3 promile w wydychanym powietrzu.

W prokuraturze

Sprawa Ziemowita Cymermana to nie jedyna, jaką musi wyjaśniać komendant tczewskiej policji. Do podobnego zdarzenia doszło cztery miesiące temu. Wtedy do naszej redakcji zgłosił się tczewianin, który twierdził, że został dotkliwie pobity przez tamtejszą policję (ta interweniowała podczas domowej awantury). Mężczyzna złożył oficjalne zażalenie do Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku oraz do prokuratury. Miał pęknięty bębenek w lewym uchu, ślady od pałki na plecach, podudziach i pośladkach oraz ślady na piersi. Jak zeznał mężczyzna - funkcjonariusze pałkami i rękoma uderzali go po głowie i całym ciele. Potem wywieźli go w samej bieliźnie do elbląskiej izby wytrzeźwień.
Sprawa w lipcu trafiła do Prokuratury Rejonowej w Kwidzynie, która będzie prowadziła dalsze postępowanie wyjaśniające. Na razie nie zapadł żaden wyrok w tej sprawie.

Źródło: POLSKA Dziennik Bałtycki

Szef policji chce wyjaśnień w sprawie Jakuba

piątek, sierpień 1st, 2008

Kto brutalnie pobił 24-letniego Jakuba w pobliżu gdańskiej komendy policji i dlaczego nie działała wtedy policyjna kamera - wyjaśnień w tej sprawie domaga się szef pomorskiej KWP

W niedzielę ok. godz. 4 nad ranem na skrzyżowaniu ul. 3 Maja i Nowe Ogrody, tuż pod siedzibą komendy miejskiej policji, został znaleziony brutalnie pobity 24-letni mężczyzna. Oskarża on o napaść policjantów, ale gdańska policja zaprzecza. Sprawę opisaliśmy w czwartkowym wydaniu “Gazety”.

Do napaści doszło w centrum Gdańska, przed budynkiem KMP i okiem zamontowanej na nim kamery, która - twierdzą policjanci - nie zarejestrowała zdarzenia, bo od kilku tygodni jest zepsuta.

Okazuje się że w tej okolicy jest więcej kamer. Cztery znajdują się na budynku Urzędu Miejskiego i banku WBK przy ul. 3 Maja. Nic jednak nie zarejestrowały, bo skierowane są w inną stronę albo mają zbyt mały zasięg.

Teoretycznie zdarzenie mogła “widzieć” także kamera z pobliskiego aresztu śledczego. - Niestety, sprzęt służy nam jedynie do podglądu tego, co dzieje się na naszym terenie i niczego nie nagrywa. Gdyby strażnik zauważył coś podejrzanego, na pewno zawiadomiłby przełożonych - mówi rzecznik aresztu Leszek Urbanowicz.

Wczoraj, po naszym artykule, sprawą zainteresował się zastępca komendanta wojewódzkiego policji w Gdańsku, inspektor Zbigniew Matczak (pod nieobecność przebywającego na urlopie komendanta wojewódzkiego Krzysztofa Starańczaka kieruje pomorską policją). Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że rano inspektor Matczak zwołał w tej sprawie zebranie i kazał dostarczyć wszystkie dokumenty dotyczące zdarzenia zgromadzone przez gdańskich funkcjonariuszy.

- Wydział kontroli komendy wojewódzkiej analizuje zebrany materiał pod kątem poprawności wykonanych przez policjantów czynności w czasie interwencji - powiedziała nam kilka godzin później Beata Domitrz-Borszewska z biura prasowego KWP. - Ustalimy także, od kiedy i z jakiej przyczyny powstała awaria monitoringu komendy miejskiej oraz jakie kroki podjęto, żeby tę awarię usunąć.

Wynajęty przez pobitego Jakuba mecenas Ryszard Bafia nie zdążył wczoraj złożyć w prokuraturze zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez policjantów, ale zapewnił nas, że zrobi to w piątek z samego rana. - Sprawa jest bardzo poważna, musiałem się dobrze przygotować - tłumaczy mecenas. Jego zdaniem ślady pobicia na twarzy, które - jak wynika z lekarskiej obdukcji - mogły powstać od policyjnej pałki, to bardzo mocny dowód.

Prokuratura będzie musiała również wyjaśnić, dlaczego policjanci zawieźli pobitego 24-latka do izby wytrzeźwień zamiast do szpitala. - Też mnie to zastanawia - przyznaje Jakub. - Szczególnie, że w protokole przyjęcia do izby nie ma nawet wzmianki o tym, że zostałem pobity. Jest za to napisane, że znaleziono mnie “w stanie zagrażającym zdrowiu i życiu” - czy to niewystarczający argument, żeby zadzwonić po karetkę?

Policja się tłumaczy: - W trakcie podejmowania interwencji poszkodowany miał tylko lekkie obrażenia - mówi Magdalena Michalewska, rzecznik gdańskiej KMP.

O incydencie powiadomiona została również Ambasada Australii w Warszawie, ponieważ Jakub ma podwójne obywatelstwo - polskie i australijskie.

SZUKAMY ŚWIADKÓW

Może ktoś z państwa widział, co wydarzyło się nocy z 26 na 27 lipca na skrzyżowaniu ul. 3 Maja i Nowe Ogrody? I mógłby pomóc w wyjaśnieniu sprawy. Czekamy na sygnały; e-mail: jowita.kiwnik@gdansk.agora.pl, grzegorz.szaro@gdansk.agora.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto

Pobicie pod komendą w Gdańsku

piątek, sierpień 1st, 2008

Zostałem pobity przez policję - twierdzi 24-letni Jakub. Na dowód pokazuje obdukcję lekarską, w której jest mowa o obrażeniach zadanych pałką policyjną. Policja jest pewna swej niewinności. Sprawą zajmie się prokuratura

Noc z soboty na niedzielę 24-letni Jakub spędził z kolegami w pubie w centrum Gdańska. Kilka dni wcześniej obronił dyplom z ekonomii na Uniwersytecie Gdańskim i chciał to uczcić. Około godz. 4 nad ranem rozstał się ze znajomymi pod budynkiem Dworca Głównego w Gdańsku. Godzinę później policjanci przywieźli pobitego Jakuba do pogotowia socjalnego przy komendzie miejskiej policji (odpowiednik dawnej izby wytrzeźwień). Nie wiadomo dokładnie, co się w ciągu tej godziny wydarzyło.

- Kuba był trochę pijany i zmęczony, ale na pewno nie agresywny - wspomina znajomy mężczyzny, Amerykanin George Diaz. To on widział go ostatni. - Namawiałem go, żeby zamówił taksówkę, ale on wolał się przejść. Ja pojechałem do Wrzeszcza.

Ślady jak po pałce

Jakub szedł piechotą do domu, w kierunku ul. Kartuskiej. - Gdy przechodziłem przez przejście dla pieszych na skrzyżowaniu ul. 3 Maja z ul. Nowe Ogrody w Gdańsku [kilkanaście metrów od wejścia do komendy policji - red.], zatrzymał się przy mnie policyjny radiowóz, z którego wyskoczyło dwóch funkcjonariuszy - opowiada mężczyzna. W dokumentach pogotowia policjanci napisali, że na trawniku znaleźli pijanego mężczyznę “w stanie zagrażającym zdrowiu i życiu”.

Jakub zaprzecza: - Zostałem napadnięty przez policjantów. Nie mogli mnie znaleźć na trawie, bo byłem ubrany w jasnobeżową koszulę i białe spodnie, a rano ubranie było czyste.

Mimo że od wydarzenia minęły trzy dni, 24-latek nadal wygląda strasznie. Opuchnięta, posiniaczona twarz, na karku szrama, krwiak przy uchu i nabiegłe krwią oczy. Wciąż nie odzyskał w pełni słuchu w lewym uchu.

- Straciłem przytomność już po pierwszym uderzeniu pałą, więc nie pamiętam dokładnie wszystkiego - przyznaje. - Ocknąłem się dopiero w izbie wytrzeźwień, skąd po czterech godzinach zabrała mnie do szpitala karetka.

Z obdukcji lekarskiej: “Obrażenia skórne lewej okolicy skroniowej i twarzoczaszki, wyraźnie odpowiadające kształtem pałce policyjnej”.

Kamery są, ale popsute

Nad wejściem do komendy miejskiej policji przy ul. Nowe Ogrody znajduje się kamera. Widać z niej chodnik przed budynkiem i policyjny parking za rogiem. Poprosiliśmy wczoraj o udostępnienie nam nagrania z kamery z nocy 27 lipca. Chcieliśmy zobaczyć, co wydarzyło się na skrzyżowaniu w niedzielę nad ranem, ale policja odmówiła. - Jest awaria systemu i nic nie zostało nagrane - tłumaczy Błażej Bąkiewicz z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. - Do awarii doszło 10 lipca - uzupełnia rzeczniczka gdańskiej KMP aspirant Magdalena Michalewska.

Z kolei strażnik z aresztu śledczego, który w niedzielę między godz. 4 i 5 dyżurował na wieżyczce, z której widać skrzyżowanie ul. 3 Maja z ul. Nowe Ogrody, zapamiętał jedynie, że “gdy już świtało, przejechał tamtędy policyjny radiowóz na sygnale”.

Wczoraj po południu z Komendy Miejskiej Policji przyszło do redakcji oświadczenie: “W niedzielę do komisariatu w Śródmieściu zgłosił się obywatel Francji [ojciec poszkodowanego mieszka we Francji - red.] i powiedział, że jego 24-letni syn został pobity. Policjanci przyjęli zawiadomienie o uszkodzeniu ciała. Ponadto ustalono, że w nocy z soboty na niedzielę przy ul. 3 Maja patrol zauważył młodego mężczyznę leżącego na przystanku autobusowym. 24-latek był pod wpływem alkoholu i kontakt słowny z nim był utrudniony. Funkcjonariusze w trosce o jego bezpieczeństwo przewieźli go do pogotowia socjalnego w celu wytrzeźwienia. Z relacji pracowników pogotowia wynikało, że mężczyzna zachowywał się agresywnie. Policjanci nie naruszyli żadnych obowiązujących procedur interwencji”.

- Czy mimo to policja prowadzi jednak jakieś postępowanie wyjaśniające? - zapytaliśmy.

- Nie ma podstaw, by cokolwiek zarzucić policjantom. Trwa jednak śledztwo, które ma wyjaśnić, kto jest sprawcą pobicia - odpowiedziała nam rzecznik policji.

Dziś reprezentujący Jakuba prawnik złoży w prokuraturze oficjalne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez policjantów. - Dowodami są silne obrażenia, które mogły powstać od pałki - mówi mecenas Ryszard Bafia. - Nie wolno tego puścić płazem.

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto