Archive for czerwiec, 2008

Tajemnicza śmierć świadka na komisariacie

wtorek, czerwiec 10th, 2008

Poszedł na przesłuchanie jako świadek i zginął - o takim zdarzeniu w “Poranku Radia TOK FM” opowiedział prof. Andrzej Rzepliński z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Potem w TVN 24 Rzepliński mówił o podejrzeniu popełnienia morderstwa przez policjantów.

Zdaniem profesora 24 maja - 31-letni mężczyzna - poszedł na komisariat przy ul. Grenadierów w Warszawie. Mężczyzna nie wrócił na noc do domu. Nie pojawił się też w domu następnego dnia. - Policja mówiła rodzicom, że nie wie co się dzieje - opowiadał Rzepliński. - Dopiero 27 maja dostali telefon z komendy dzielnicowej Praga Południe, że ich syn się powiesił. Po kolejnych dwóch dniach mogli obejrzeć ciało. Nie miało jednak śladów powieszenia się, lecz obite nerki i czarne jądra. To słabo wskazuje na samobójstwo - mówił Rzepliński.

W rozmowie z TVN 24 prof. Rzepliński użył mocniejszych słów: - Jeśli został ciężko pobity przez policjantów i skutkiem tego zmarł, to mamy do czynienia z zabójstwem popełnionym przez funkcjonariuszy publicznych. Trzeba postawić hipotezę, że sprawcami mordu byli policjanci - mówił Rzepliński. (..)

Źródło: Gazeta Wyborcza

Policja w Krasnymstawie stosuje wypróbowane metody wobec pobitych na komendzie

wtorek, czerwiec 10th, 2008

Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Krasnymstawie, którzy w ubiegłą sobotę dotkliwie pobili dwóch uczestników ruchu Wolny Kaukaz, zastosowali znaną metodę policyjną i sami oskarżyli swoje ofiary o pobicie. Jednak obdukcja dokonana przez Mariusza i Iwonę tuż po zajściu nie wymaga komentarza: u Iwony lekarz rozpoznał uraz głowy. Mariusz miał zasiniony lewy policzek i zaczerwienienia na brzuchu. Według policjantów “sami zadali sobie obrażenia”.

Prokuratura dołączyła się do gróźb wobec niezależnych działaczy i grozi im “konsekwencjami” w razie “naruszania spokoju” podczas planowanej we wtorek pod komendą w Krasnymstawie pikiety przeciwko brutalności policji.

Źródło: cia.bzzz.net

Policja biła bezdomnego

wtorek, czerwiec 10th, 2008

Jak pisze “Życie Warszawy”, we wtorek rano na warszawskim Starym Mieście, pijany mężczyzna spał na ul. Piwnej. Przed godz. 8 na miejsce podjechał radiowóz o numerach rejestracyjnych HPZ A703. Wysiadło dwóch umundurowanych funkcjonariuszy. Prawdopodobnie kazali wstać bezdomnemu. Ten jednak nie reagował. Wtedy jeden z policjantów poszedł do stojącego obok radiowozu i z bagażnika wyjął białą pałkę. Ruszył z nią w kierunku leżącego, zamachnął się i uderzył go z całej siły po nogach.

Asp. sztab. Tomasz Oleszczuk z komendy przy ul. Wilczej zupełnie olał sprawę. Dziennikarze “ZW” próbowali rozmawiać z policją o tym zdarzeniu. Oleszczuk stwierdził: “Sprawdzaliśmy notatniki oraz rozmawialiśmy z interweniującymi policjantami. Nic nie wskazuje, aby funkcjonariusze użyli pałki wobec pijanego mężczyzny”.

Tak wygląda sytuacja, kiedy ktoś oskarża policjanta o użycie przemocy. Szef sprawdzi, czy funkcjonariusze o tym napisali w notatnikach. Bez komentarza.

Źródło: cia.bzzz.net

Skatowany przez policję 15-latek popełnił samobójstwo

wtorek, czerwiec 10th, 2008

Niebawem przed sądem staną dwaj policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Kłodzku. Oskarżyciel publiczny postawił im zarzuty przekroczenia uprawnień służbowych i stosowanie przemocy wobec kilkunastoletniego chłopca. Jakiś czas później popełnił on samobójstwo.

W styczniu 2007 r. w Wambierzycach, w sąsiedztwie bazyliki strażacy neutralizowali olej, który wyciekł na jezdnię z jakiegoś samochodu. Ich czynnościom przyglądał się między innymi 15-letni chłopiec wysłany do sklepu po chleb przez swoją babcię. W pewnym momencie w jego stronę podjechał policyjny radiowóz. Jeden z policjantów podszedł do chłopaka i kazał mu, aby wsiadł do służbowego auta. Ponieważ ten protestował i podkreślał, że uczyni to, ale po wcześniejszym skontaktowaniu się z babcią, policjant przemocą wepchnął go do radiowozu.

Już po śmierci swojego wnuka, starsza kobieta informowała, że został on dotkliwie pobity przez wymienionych z nazwisk policjantów z Posterunku w Radkowie, kiedy wywieziony został z Wambierzyc w styczniowy dzień. Gdy go znalazła wspólnie z drugim wnukiem, był cały obłocony i obolały. Rozpłakał się i opowiedział o całej historii. Spod bazyliki funkcjonariusze przetransportowali go na jakiś odludny teren, gdzie biciem, kopaniem i groźbami o pozbawieniu życia starli się wymusić od niego przyznanie, iż to on był sprawcą wybicia szyby w innym radiowozie nocą z 31 grudnia 2006 na 1 stycznia 2007 r. w Radkowie.

Nie przyznał się do tego czynu, więc w jakiś czas potem go pozostawili i odjechali. Młodzieniec doszedł do pierwszych zabudowań na obcym dla siebie terenie. Tam umożliwiono mu skorzystanie z telefonu. Zadzwonił po pomoc. Babcia z kuzynem natknęli się na niego w Ratnie - daleko od domu. Jak się okazało - odcinek pomiędzy Bieganowem i Ścinawką Średnią, opodal cmentarza, gdyż tam został uprowadzony - pokonał pieszo.

Wielowątkowe śledztwo z każdym następnym tygodniem uprawdopodobniało wersję podaną przez chłopca swoim bliskim. Przypadkowi świadkowie wnosili do sprawy kolejne, istotne elementy znajdujące potwierdzenie. Ale byli i tacy, którzy działali na korzyść tych stróżów prawa. Ich zeznania zostały jednak podważone, m.in. okazało się, iż jeden z policjantów kontaktował się z nimi nieraz telefonicznie po rozpoczęciu postępowania, co potwierdziły bilingi.

Policjant o ksywie “Kotlet” po zdarzeniu dopisał w służbowym notatniku, iż w określonym dniu podjął interwencję i podczas legitymowania osobnika musiał użyć siły, gdyż on usiłował uciec. Ustalono ponadto, iż w Wydziale Prezydialnym KPP w Kłodzku było zgłoszenie od innej osoby o podobnym zdarzeniu w miesiąc później od opisywanego, z udziałem obu policjantów, ale w efekcie zrezygnowała ona z napisania skargi.

Źródło: cia.bzzz.net

Policjanci pobili 15-latka z Wambierzyc. Chłopiec powiesił się ze strachu przed nimi

wtorek, czerwiec 10th, 2008

Prokuratura w Kłodzku jest pewna winy dwóch policjantów. Wysłała właśnie do sądu akt oskarżenia, w którym zarzuca im, że bezprawnie pozbawili wolności 15-latka, pobili go i wymuszali zeznania.
Wambierzyce, wieczór 8 stycznia ubiegłego roku. 15-letni Patryk wychodzi do sklepu po chleb. W centrum wsi strażacy dogaszają pożar. Chłopiec zatrzymuje się obok innych gapiów. Nagle podchodzą do niego policjanci i siłą pakują do radiowozu.

Zatrzymują się 7 kilometrów od miasteczka. Jest ciemno, w okolicy żadnych domów, tylko pola. Tam, grożąc i bijąc, próbują go nakłonić, żeby przyznał się do wybicia szyby w innym radiowozie w sylwestrową noc. Chłopiec odmawia. Funkcjonariusze zostawiają go i odjeżdżają. Chłopiec w środku nocy dociera do najbliższego domu i stamtąd dzwoni do babci. Jest brudny i roztrzęsiony. Cały czas płacze.
- To ja wysłałam go po chleb - mówi łamiącym się głosem Ksawera Pasternak, babcia chłopca, która wychowywała go przez dziesięć lat. - Skąd mogłam wiedzieć, że wpadnie w ręce tych bestialskich policjantów? Kiedy go znalazłam, był tak przerażony, że dopiero w domu opowiedział, co się stało. Bardzo mocno przeżył to zdarzenie. Przestał wychodzić z domu i opuszczał lekcje, bo bał się, że znowu go złapią.
W marcu chłopiec powiesił się. Jego babcia jest przekonana, że zrobił to przez policjantów. Właśnie ona zaalarmowała prokuraturę. - Nie chcę, żeby kogokolwiek jeszcze spotkała taka tragedia, jak mojego wnuka - wyjaśnia. - To był dobry chłopak. Chciał zostać kucharzem. Interesował się sportem i samochodami. A dzisiaj już go nie ma.
Dobrze o Patryku mówią też jego sąsiedzi. - Był takim miłym chłopcem. Babcia bardzo o niego dbała, starała się wychować najlepiej, jak potrafiła - opowiada Jolanta Kowal. - Nie słyszałam, by były z nim jakiekolwiek problemy.
Zdaniem śledczych z Kłodzka, nie da się udowodnić związku między śmiercią 15-latka a zatrzymaniem przez policję. - Mamy jednak dowody potwierdzające zasadność pozostałych zarzutów i zeznania świadków - mówi prokurator Jan Sałacki. Czyli ustalono, że chłopiec został zapakowany do radiowozu i wywieziony.
Oskarżonym grozi do dziesięciu lat więzienia. Policjanci nie przyznają się do winy. Pierwszy jest w policji od ośmiu lat, drugi od trzynastu. Na ich pracę nikt się dotąd nie skarżył. Obaj zeznali, że poprosili chłopaka, by wszedł do radiowozu, ale przejechali z nim tylko 400 metrów i wypuścili. Zostali zawieszeni w obowiązkach służbowych.
To nie pierwszy przypadek łamania prawa przez policjantów w ostatnim czasie.
Przed kłodzkim sądem wciąż toczy się też rozprawa przeciw Maciejowi B. Policjant spowodował wypadek, a potem chciał wymusić na kierowcy, żeby ten wziął za to odpowiedzialność.
Przed sądem stanie też mundurowy ze Zgorzelca, oskarżony o przyczynienie się do śmierci 51-letniego Zygmunta W. Trafił on na komendę za picie alkoholu w miejscu publicznym. Tam pobił go Andrzej K., który pełnił wtedy służbę.
Źródło: Gazeta Wrocławska

Atak policji na obóz uchodźców

wtorek, czerwiec 10th, 2008

Kominiarki, długa broń wycelowana w ludzi, zakuwanie, rzucanie na ziemię, bicie, wyważanie drzwi, krzyki, płacz dzieci - tak wyglądał najazd policji i straży granicznej na ośrodek dla uchodźców w Mosznie pod Pruszkowem. - Potraktowano nas wszystkich równo jak bandytów i terrorystów - opowiadali uchodźcy

- Potraktowano nas wszystkich równo: jak bandytów i terrorystów - opowiadali uchodźcy

Wczoraj przed godz. 6 rano w ośrodku dla uchodźców w Mosznie pod Pruszkowem zaroiło się od mundurowych. Obstawili wszystkie pokoje. Wchodzili do każdego. Także siłą.

Rustam Tukaszew przedwczoraj dostał status uchodźcy. Cieszył się, bo prawie wszystkie wnioski Czeczenów są odrzucane.

Wczoraj po południu opowiadał nam, co stało się rano w ośrodku. Gdy policjanci z karabinami i w kominiarkach weszli do jego mieszkania, zatarasował im ciałem drzwi do pokoju dziecka. - Tam śpi mały chłopiec - krzyczał. Mundurowi uderzyli go kilka razy, powalili na ziemię, a później, ciągnąc za włosy, wywlekli na korytarz obok innych leżących już mężczyzn i kobiet.

Według Tukaszewa skuci kajdankami leżeli kilkadziesiąt minut, niektórzy prawie dwie godziny. Dzieci były przerażone. Czteroletni chłopiec opowiadał, jak policjant wpadł do pokoju, celując do niego z broni, a on krzyczał, by nie strzelał. Jego matce nie pozwolono się całkowicie ubrać. Według jej religii, islamu, oglądanie jej tak przez mężczyzn jest nie do pomyślenia.

- Poczułem się znowu jak w Czeczeni podczas pacyfikacji wioski przez Rosjan - mówi Tukaszew. I pokazuje ogromne siniaki na plecach.

Wielu innych mieszkańców ośrodka mówiło podobnie. Zapraszali do oglądania zdemolowanych mieszkań.

- Te wypowiedzi są bardzo przesadzone. Chcieliśmy przeprowadzić akcję jak najdelikatniej ze względu na dzieci. Rosjanie w Czeczenii raczej nie przywożą psychologów, którzy opiekują się maluchami, a my ich mieliśmy - przekonuje Piotr Romaniuk, prokurator z Pruszkowa.

To na jego zlecenie przeprowadzono akcję. Wzięli w niej udział pruszkowscy policjanci, straż graniczna i izba celna. Prokuratorzy mieli informację, że w ośrodku jest broń, narkotyki i nielegalni emigranci.

Narkotyków nie znaleziono, funkcjonariuszom wpadł w ręce - jak to określa prokuratura - przedmiot przypominający pistolet. Eksperci zbadają, czy to prawdziwa broń.

Według prokuratora Romaniuka część osób uciekła przed akcją. Spośród 250 cudzoziemskich mieszkańców ośrodka zatrzymano jednego nastolatka (za paserstwo) i dwie osoby za nielegalny pobyt. Sześć przesłuchano, bo miały w swoich pokojach dokumenty obcych osób.

Czy taki rozmach i brutalność była konieczna? - pytają obrońcy czeczeńskich uchodźców. - Poprosimy Ministerstwo Sprawiedliwości o wyjaśnienie takiego postępowania. Zastanowimy się też, czy nie zaskarżyć akcji - mówi Adam Borowski, honorowy konsul Czeczenii w Polsce.

- Forma zatrzymania była bardzo zła i nieodpowiedzialna - kontynuuje Borowski. - Policja oczywiście powinna zatrzymywać handlarzy bronią czy narkotykami i przyznaję, że wielu z Czeczenów to nie anioły, ale żeby kobietę, która mieszka sama z dzieckiem, rzucać na ziemię, skuwać kajdankami i nie pozwalać jej przytulić dziecka czy bezcześcić religijne zasady - to poważne nadużycie.

- Gdyby funkcjonariuszy było mniej, to uciekłaby większość przebywających tam osób. Drzwi wyważaliśmy, gdy nie chciano ich otworzyć. Wiem, że przykre wspomnienia wielu Czeczenów mogły wrócić, ale naprawdę nie mogliśmy tego zrobić inaczej - tłumaczy Romaniuk.

Ostatnio uchodźcy z Czeczenii są na celowniku policji. - Wielu z nich należy do pseudomafijnych struktur. Sprzedają narkotyki, głównie pobratymcom, dokonują napadów, a w ubiegłym roku mieli na sumieniu również porwania innych obcokrajowców - opowiada policjant z Komendy Stołecznej.

- Nie wszyscy jesteśmy bandytami. Niektórzy z nas przeszli piekło i tu chcą wreszcie spokojnie żyć - mówi drobna Fatima, tuląc swojego 3,5-letniego synka. W Czeczenii, gdy rosyjski żołnierz poderżnął jej gardło, ledwo przeżyła.

Gazeta Wyborcza Stołeczna

Mężczyźnie pobitemu w Zamościu grozi kara

wtorek, czerwiec 10th, 2008

24-letni chłopak z Zamościa, żaden aktywista, zwykły szary człowiek, wyszedł wieczorem po papierosy i trafił na interwencję policji na swoim osiedlu. Został profilaktycznie przewrócony, skuty, szarpał się przy pakowaniu go do suki, przewieziony na izbę wytrzeźwień (nie zatrzymał się na wezwanie, bo myślał, że to nie do niego, skoro nie ma ze sprawą nic wspólnego). Z badań nic nie wyszło, więc przewieziono go na komendę, wykreślając fakt badania z protokołu.

Zatrzymanie nastąpiło w sobotę o 21, wypuścili go (a raczej przewieźli do szpitala) w niedzielę o 17. Do 9. rano w niedzielę odmawiano mu prawa do kontaktu z rodziną. Warto zaznaczyć, że były to święta Wielkanocne. Cały czas był skuty, bity - również z workiem na głowie, pałowany, na karku ma nawet ślady obcasów, również damskich butów. W kartotece szpitalnej nie figuruje nic poza otarciami i sińcami.

Po rzetelnej obdukcji okazało się jednak, że chłopak ma poważne obrażenia głowy. Konsultacja z chirurgiem wykazała złamanie kości skroniowej, podejrzenie pęknięcia podstawy nosa. Stracił słuch w jednym uchu, powtarzają się krwotoki z uszu. Całe ciało, głównie nogi, plecy i głowa, pokryte są siniakami i obrzęknięte.

Prokurator rozpoczął przeciw niemu sprawę o wulgaryzmy i naruszenie nietykalności cielesnej policjanta w mundurze. Zarzuca mu się również dokonanie wyżej wymienionych przewinień w stanie nietrzeźwym. Zaproponowali mu 1200zł kary. Przestraszeni rodzice wnieśli część tej kwoty podczas pierwszej rozmowy z prokuratorem. Poszkodowany poważnie obawiał się o swoje życie, do tej pory jest zastraszony.

Przy wsparciu z zewnątrz, rodzina zaczyna jednak zbierać dowody i pisać zaskarżenia. Sprawa zgłoszona została do prokuratury, Komendy Głównej Policji, sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Planują skontaktować się również z Helsińską Fundacją Praw Człowieka. Bardzo istotne jest jednak moralne wsparcie na miejscu, robienie zamieszania wokół tej sprawy. Jeśli ktoś z czytelników mieszka w okolicy Zamościa i jest w stanie pomóc lub ma podobne doświadczenia, bardzo proszę o kontakt: danuel@o2.pl.

Źródło: cia.bzzz.net

Helsinska Fundacja Praw Człowieka zainteresowała się pobiciem

wtorek, czerwiec 10th, 2008

Sprawą zainteresowali się przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka - skontaktowali się z pobitym Piotrem D. i obiecali mu pomóc. Mężczyzna, który wcześniej wahał się, czy zgłosić skargę na policjantów, i nie wiedział, jak ma poprowadzić swoją sprawę, prawdopodobnie zdecyduje się na walkę o odszkodowanie.

Prawnicy Fundacji są zaniepokojeni narastającą falą podobnych przypadków. - Prowadzimy wiele spraw brutalnych i nieuzasadnionych zatrzymań. Na ogół ich ofiary boją się sprawy nagłaśniać.

Policjanci pomylilii się i złamali kręgosłup nie temu któremu chcieli

wtorek, czerwiec 10th, 2008

5 lutego o godz. 6 rano do drzwi kawalerki przy ul. Wrzeciono na Bielanach wynajmowanej przez Piotra D., informatyka w znanej firmie konsultingowej, ktoś zaczął dobijać. Na klatce stali antyterroryści w czarnych kombinezonach, kamizelkach kuloodpornych i kaskach. Krzyczeli: “Policja, otwierać!”. Grozili, że wyważą drzwi. Piotr D. otworzył im. Jeden z policjantów od razu uderzył go w plecy. - Przeleciałem kilka metrów i upadłem. Później zostałem przygwożdżony nogą do podłogi i zakuty w kajdanki - opowiada.

Jego narzeczona, wciąż leżąca w łóżku, dostała cios kolbą pistoletu w głowę, bo dopytywała, co się dzieje. Oboje byli przerażeni i rozdygotani. Wtedy do mieszkania wkroczyli funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego. Wylegitymowali lokatorów i… rozkuli mężczyznę. Okazało się, że nie są tymi, których szukają.

Policjanci tłumaczyli zszokowanej parze, że tropią dwóch zabójców zza wschodniej granicy, którzy mieli przebywać pod tym adresem. Pokazali nakaz przeszukania mieszkania i portrety poszukiwanych. - W życiu tych ludzi nie widziałem - mówi pan Piotr. - A wynajmuję to mieszkanie już półtora roku. Zaczął mnie mocno bolec kręgosłup. Poskarżyłem się policjantom, ale rzucili tylko lekceważąco “pochodzi pan trochę na basen to przejdzie” i że “do wesela się zagoi”. Nie powiedzieli nawet “przepraszam”.

Mężczyzna pojechał do lekarza. Zrobiono mu prześwietlenie. Wieczorem lekarz zadzwonił i powiedział, że jak najszybciej musi się zgłosić do ortopedy, bo prawdopodobnie ma złamany kręgosłup. Następnego dnia karetka zabrała go do szpitala. Rezonans magnetyczny potwierdził, że ma złamane trzy kręgi. Przez dwa miesiące będzie musiał chodzić w gorsecie. Potem czeka go nawet klilkuletnia rehabilitacja. Pełni sprawności może nie odzyskać do końca życia.

- Dotarło do mnie, że interwencja policji mogła skończyć się dla mnie śmiercią albo kalectwem do końca życia - trzęsącym się głosem mówi pan Piotr.

Policja tłumaczy, że nalot na mieszkanie był związany z zatrzymaniem kilkunastu gangsterów związanych z gangiem Rafała Skatulskiego ps. Szkatuła. Tego dnia 250 funkcjonariuszy weszło do kilkunastu lokali w stolicy i okolicach. Członkowie tej grupy przestępczej odpowiadają za zabójstwa, brutalne porwania i napady. - Mieliśmy prawdopodobne informacje, że w tym mieszkaniu przebywa jeden z przestępców. Działaliśmy na podstawie postanowienia prokuratorskiego. Spodziewaliśmy się groźnych bandytów, więc rozkaz brzmiał “wchodzić siłowo” - tłumaczy brutalność antyterrorystów komisarz Zbigniew Urbański z Komendy Głównej Policji.

Czemu policjanci nie przeprowadzili wcześniej rozpoznania terenu? - Próbowali stwierdzić czy podejrzany jest w tym mieszkaniu, ale to nie zawsze się udaje - twierdzi Urbański. Gangstera zatrzymali w innym mieszkaniu.

Pan Piotr na razie wyjechał z Warszawy do rodzinnego Łowicza. Zastanawia się nad złożeniem skargi na policjantów.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Działacze KWK pobici przez policje w Krasnymstawie

wtorek, czerwiec 10th, 2008

14 VII 2007 dwoje działaczy Komitetu Wolny Kaukaz zostało brutalnie pobitych przez policje na komisariacie w Krasnymstawie. Wcześniej uczestniczyli w festiwalu filmowym na który Komitet został zaproszony ze stosikiem informacyjnym.

Wszystko zaczęło się około północy. Mariusz, Iwona oraz ich znajomy nie związany z Komitetem stali w okolicach sklepu nocnego przy ul. Chmielnej. Iwona oraz jej kolega kupili dwa piwa i zdążyli je otworzyć kiedy przyszedł patrol policji. Dowodzący patrolem funkcjonariusz Andrzej Tracz powiedział ze dostaną mandaty w wysokości 100 zł za spożywanie alkoholu w miejscu publicznym. Doszło do utarczek słownych.
Mariusz próbował coś powiedzieć, lecz pan Tracz powiedział: „Ty się nie odzywaj, już masz stówkę i zatrzymanie”. Działacz KWK powiedział, iż nie miał piwa, więc nie ma jakichkolwiek podstaw do wystawienia mandatu. Policjant zasugerował, że jak będzie chciał to może zrobić wszystko bez jakichkolwiek podstaw (odpowiedział: „Bo ja tak chce”). Nerwowa sytuacja sprawiła, że doszło do utarczek słownych między działaczami KWK a policją. Nagle funkcjonariusze rzucili się na aktywistów Komitetu i skuli kajdankami Mariusza, po czym zaciągnęli go za sklep. Nagle pojawili się także policjanci w cywilnych strojach. Mariusz został za sklepem dotkliwie pobity. Następnie działacze KWK zostali zaciągnięci do nieoznakowanego policyjnego samochodu i przewieszeni na komendę policji w Krasnymstawie. Tam również zostali brutalnie pobici. Policjanci ich także lżyli np. „takich wszarzy z Wolnego Kaukazu następnym razem, tylko bić i patrzeć czy żyje”. Z komisariatu Mariusz i Iwona wyszli o 3.03 i natychmiast udali się do lekarza.

Relacja Iwony:

„Kiedy weszliśmy do budynku komendy, pan Tracz popchnął mnie na ścianę i uderzył z całej siły w twarz otwarta dłonią. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i oparłam się o druga ścianę. Wtedy funkcjonariusz Tracz zaczął krzyczeć i mnie wyzywać. Używał bardzo wulgarnych słów, m.in. „Ty kurwo! Ty szmato! Ty wszarzu!”. Po każdym obraźliwym epitecie padał cios w twarz. Byłam oszołomiona i przerażona. Pan Tracz cały się trząsł, był blady i zachowywał się bardzo agresywnie. Wyglądał jakby był miał napad szału lub jakby był po spożyciu jakiegoś narkotyku. W tym momencie z pokoju obok wyszedł policjant odbywający wówczas dyżur na komisariacie. Ucieszyłam się gdyż myślałam, że powstrzyma dalsze bicie mnie. Funkcjonariusz jednak oparł się o ścianę i bez słowa patrzył na to jak Pan Tracz mnie tłucze. Nic nie mówiłam, stałam zakuta w kajdanki i oparta o ścianę, kiedy spadały na mnie kolejne ciosy. Funkcjonariusz Tracz powiedział: „Jeszcze Ci załatwię prysznic ty kurwo, wleją Ci zimną wodę do pizdy!” po czym kolejny raz mnie uderzył. Ciosy były bardzo bolesne. Było ich około dziesięciu i padały dopóty, dopóki nie przestałam podnosić oczu na agresora. Następnie został przyprowadzony mój chłopak Mariusz - miał opuchniętą twarz. Potem pan Tracz zaprowadził mnie na do pokoju, gdzie zaczął mnie przeszukiwać. Bardzo mocno złapał mnie za piersi i powiedział „Cycki to nawet masz”. Czułam się poniżona i bezsilna, bałam się odezwać, robiłam wszystko co mówił. Następnie zostałam przeprowadzona do pokoju, gdzie już razem z współzatrzymanymi czekaliśmy na ukończenie czynności policyjnych. Pan Tracz zaproponował ugodę polegającą na tym, że przeprosimy funkcjonariuszy i otrzymamy po 100 zł mandatu, a w zamian zostaniemy zwolnieni do domu. W obecności kilku funkcjonariuszy przeprosiliśmy pana Tracza, który uznając przeprosiny za satysfakcjonujące zwolnił nas. Udaliśmy się na obdukcje.”

Relacja Mariusza:

„ Funkcjonariusz dowodzący wraz z jednym z nieumundurowanych wykręcili mi ręce do tyłu i założyli kajdanki. W związku z tym, że byłem, zdenerwowany a czynności podejmowane przez policjantów sprawiały mi ból i czułem się porwany przez Policję (nie dowiedziałem się w jakim celu jestem zabierany na komisariat, nie spożywałem przecież alkoholu w miejscu publicznym), powiedziałem do funkcjonariuszy „cieciu puść mnie”. Funkcjonariusze zaprowadzili mnie za blok w pobliżu sklepu i jeden z nich zaczął mnie bić po twarzy. Uderzenia były na tyle silne, że robiło mi się ciemno przed oczami. Zostałem kilka razy uderzony po twarzy i policjant krzyczał pytanie „cieciem jestem, cieciem?” i uderzał mnie bardzo silnie otwarta ręką, za każdym w twarz. W chwilę potem do samochodu doprowadzeni zostali moja dziewczyna i kolega. Na komisariacie (cały czas miałem założone kajdanki) jeden z policjantów, ten który był bez munduru zaprowadził mnie do pokoju na górę i zaczął mnie bić. Krzyczał kolejne pytania: „czy myślisz, że mam niższe wykształcenie niż ty?”(zwracał się do mnie per TY) i uderzał mnie zaciśniętą pięścią w brzuch i klatkę piersiową, następnie pytał „czy myślisz, że znam mniej języków niż ty?” i uderzał mnie po raz kolejny w brzuch, następnie „czy myślisz, że mam mniej kursów niż ty?” i mnie uderzał po raz kolejny. Byłem bity kilkakrotnie w brzuch i klatkę piersiową zamkniętą ręką oraz otwartą ręką w twarz. Bicie sprawiało mi ogromny ból a policjant bił mnie dotąd dopóki nic nie odpowiadałem i przestałem na niego patrzeć. Następnie zostałem sprowadzony na dół. Tam, zobaczyłem moją dziewczynę. Miała opuchniętą i zaczerwieniona twarz. Nic nie mówiła. Drugi policjant wziął mnie pod rękę i popychając zaprowadził do drugiego pomieszczenia. Tam zaczął krzyczeć do mnie pytając dlaczego nazwałem go cieciem i zaczął mnie bić. Byłem bity po twarzy otwartą ręką. Uderzenia były bardzo silne. Otrzymałem kilka ciosów w twarz. Następnie policjant kazał mi dmuchać w ustnik do pomiaru zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu. Ciężko było mi złapać oddech po tym jak byłem bity po klatce piersiowej i po twarzy więc nie mogłem odpowiednio dmuchać w urządzenie. Po dwóch nieudanych próbach policjant powiedział mi, że jeśli jeszcze raz nie wyjdzie to mnie zabije. Przestraszony i pobity zmobilizowałem się i próba okazała się udana. Policjant podczas bicia zachowywał się bardzo dziwnie. Sprawiał wrażenie człowieka nieopanowanego. Bałem się, że może bardzo poważnie zagrozić mojemu zdrowiu. Jak się dowiedziałem podczas obdukcji, opisując lekarzowi zdarzenie, stwierdził on, że policjanci bili mnie w sposób umiejętny, to znaczy żeby sprawić jak największy ból a jednocześnie zminimalizować widoczne skutki bicia. „

Źródło: cia.bzzz.net