Policjanci pod stadionem Wisły sponiewierali mężczyznę z dzieckiem. Tydzień później spacyfikowali dyskotekę.
Sobota, 10 maja, restauracja “U Wiślaków” przy ul. Reymonta, obok stadionu Wisły Kraków. Kibice gromadzą się w słoneczne popołudnie. Do rozpoczęcia meczu pozostały jeszcze dwie, trzy godziny. Panuje ogólna radość ze zdobycia przez piłkarzy mistrzostwa kraju. Nastrój pikniku pryska, gdy pojawia się oddział policji. W internecie zamieszczony został film, nakręcony prawdopodobnie kamerą telefonu komórkowego, pokazujący brutalną akcję stróżów prawa.
Na filmie widać spokojnie stojącego młodego mężczyznę, do którego tuli się dziecko. Maluch jest przerażony, płacze, ale funkcjonariusze w ogóle się tym nie przejmują. Choć mężczyzna nie stawia oporu, szarpią go, a następnie - na oczach dziecka - brutalnie powalają na ziemię. Wygląda na to, że nieszczęśnik znalazł się po prostu w nieodpowiednim miejscu.
- Policjanci, zmobilizowani do ochrony porządku podczas meczu Wisły z Zagłębiem Sosnowiec, od początku szukali zaczepki - opisuje Bartek, świadek wydarzeń. - Po kolei wyciągali spokojnie siedzących w restauracji klientów, gonili ich do policyjnej nyski i spisywali. Jeśli ktoś próbował dyskutować, pytać o powód takiego działania, słyszał, że ma zamknąć mordę.
Kibice zebrali się przed restauracją “U Wiślaków”, by tam czekać na mecz. Jak wynika z relacji właściciela lokalu i innych świadków zdarzenia, tak brutalna interwencja policjantów nie miała żadnego uzasadnienia.
- To była ewidentna prowokacja policji - uważa Krystian Książek, dyrektor spółki, do której należy restauracja “U Wiślaków”. - Zawsze przed meczem zbierają się tu kibice i nigdy nic złego się nie dzieje. Wtedy też było spokojnie. Żadnej awantury. Kibiców sprowokowała dopiero informacja o tym, że policja zagazowała mężczyznę z dzieckiem - opowiada.
Co na to policja? - Prześlę materiały do Komendy Miejskiej - powiedział nam rzecznik Dariusz Nowak, któremu pokazaliśmy film zamieszczony w internecie. - Jutro będę się mógł ustosunkować do sprawy.
W ostatnim czasie to nie jedyny przypadek brutalności funkcjonariuszy. Do kolejnej brutalnej interwencji policji doszło tydzień później w krakowskim klubie “Kameleon” przy ul. Zabłocie 22. Funkcjonariusze spacyfikowali wszystkie bawiące się w dyskotece osoby.
- Siedzieliśmy ze znajomymi w loży, kiedy nagle usłyszeliśmy strzały - opowiada Marcin, częsty bywalec klubu. - Policja najpierw użyła pocisków hukowych, a potem kazała wszystkim paść na ziemię. Najbardziej przerażone były dziewczyny, siłą odrywane od swoich chłopaków. - Policjanci wyrzucali nas na zewnątrz - opowiada Wiktoria. - Nie pozwolili wziąć nawet rzeczy z szatni.
Kompletny tumult, panika, przerażenie - tak atmosferę w klubie opisuje Jacek Szostek, właściciel “Kameleona”. Jest zbulwersowany, bo do dziś nikt z policji nie wytłumaczył mu, dlaczego akurat jego lokal był przeszukiwany.
- Około godz. 2.30 w nocy do dyskoteki wpadli antyterroryści z karabinami - opowiada. - Położyli wszystkich plackiem na podłodze. Ludzie leżeli tak przez trzy godziny. Jeśli ktoś skarżył się, że mu niewygodnie, dostawał kolbą w plecy.
Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji, wyjaśnia, że akcja w klubie “Kameleon” była skierowana przeciwko handlarzom narkotyków. - Przeprowadziliśmy ją w momencie, kiedy wiadomo było, że w dyskotece są ludzie uzbrojeni w niebezpieczne narzędzia - twierdzi. - Chodziło o to, aby ludzie posiadający narkotyki nie mogli ich od siebie odrzucić ani ich ukryć. Położenie części osób na podłodze dawało policjantom gwarancję bezpieczeństwa oraz pozwoliło na zabezpieczenie dowodów przestępstwa - dodaje.
Te argumenty nie przekonują Marcina. - Wystarczyło wpuścić policjantów po cywilu i wyprowadzić podejrzanych, a nie kłaść na ziemię 500 osób - podkreśla.
“Polska - Gazeta Krakowska” zwraca się z prośbą do komendanta krakowskiej policji o wytłumaczenie brutalnych policyjnych interwencji.
Źródło: Gazeta Krakowska