Archive for maj, 2008

Zdjęcia z meczu GKS Katowice - Rozwój Katowice

środa, maj 21st, 2008

http://i9.tinypic.com/4lt0fmh.jpg — armatka wodna na sektorze rodzinnym

http://i16.tinypic.com/637cghc.jpg — tak z bliska wyglądał ten sektor. Osobnik na zdjęciu “średnio” przypomina chuligana

http://img515.imageshack.us/img515/1765/img0004oq7.jpg — policjant rzucający kamieniem w kibiców

http://img107.imageshack.us/img107/934/fota7ay0.jpg — zatrzymanie kibica, leżenie jak widać jest wystarczającym “stawianiem oporu”, aby skatować kogoś do krwii

http://images21.fotosik.pl/312/ddb7a2ac49694309.jpg — jak widać na zdjęciu nie wszyscy policjanci celowali w głowy. Chyba że akurat ten celujący w nogi przeładowywał broń.

http://img520.imageshack.us/img520/3707/policjapowinnastrzelaches7.jpg – ten już napewno nie przeładowywuje broni.

http://img177.imageshack.us/img177/5576/scorpionja0.jpg — z tyłu widać “wzorowo spełniającego swoje obowiązki” funkcjonariusza ochrony “Scorpion”

TVP - Relacja z wydarzeń w Świdniku

środa, maj 21st, 2008

Materiał pochodzi z TVP1.

Informacja prasowa

środa, maj 21st, 2008

Z zeznań świadka wynika, że 16-letniego Adriana Maziarkę skatowało dwóch policjantów. Świadkiem tym jest 13-latek z Zamościa, który zdarzenie obserwował z niewielkiej odległości.

Adrian został pobity 21 sierpnia w Świdniku, w przerwie meczu między miejscową Avią a Hetmanem Zamość, gdy pseudokibice z Zamościa wywołali burdy z policją. Otrzymał prawdopodobnie ciosy pałką w głowę. Trafił do Dziecięcego Szpitala Klinicznego przy ul. Chodźki w Lublinie. Jeszcze tego samego dnia przeszedł trepanację czaszki i zabieg tracheotomii. Jego stan nadal jest ciężki.
Jedna z wersji zakłada, że został pobity przez interweniujących policjantów, druga, że przez samych kibiców. Śledztwo w sprawie pobicia prowadzi Prokuratura Rejonowa w Świdniku.

W czwartek przez siedem godzin, w obecności psychologa, prokurator przesłuchiwał 13-letniego Bartka z Zamościa. Był on światkiem pobicia. Prokuratura, zasłaniając się dobrem śledztwa odmawia udzielania informacji na temat treści jego zeznań.
- Zeznania te są istotne dla śledztwa – mówi prokurator Beata Witaszka-Bereza, szefowa Prokuratury Rejonowej w Świdniku.

Nieoficjalnie wiadomo, że chłopak opowiedział śledczym, iż Adriana skatowało dwóch policjantów. Jeden z nich uderzył go pałką w tył głowy. Chłopak upadając trzymał w ręku sztandar Hetmana. Potrącił nim innego funkcjonariusza, ten miał się zdenerwować i bić leżącego na ziemi 16-latka. W czwartek, Bartek uczestniczył też w wizji lokalnej na stadionie Avii. Opisywał miejsce, gdzie doszło do zdarzenia. Teraz prokuratura będzie weryfikować jego zeznania za pomocą innych dowodów. Posiada m.in.: nagranie dostarczone przez policję i lokalną telewizję kablową.

Oprócz sprawy pobicia Adriana Maziarki, śledczy badają też trzy inne wątki: przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy policji przy zastosowaniu środków przymusu bezpośredniego (chodzi o film nagrany przez kibiców po meczu), przekroczenia uprawnień wobec innych kibiców oraz nieprawidłowości przy organizacji i zabezpieczeniu porządku meczu.

Źródło: roztocze.net

Pobicie mężczyzny w Siemanowicach Śląskich

środa, maj 21st, 2008

Wyciągnęli go z łóżka w środku nocy, nagiego zawieźli na komisariat i tam przesłuchiwali. Kilkanaście godzin później przerażony mężczyzna wyszedł z komendy bez zarzutów. Ma za to sińce na głowie,plecach i udach oraz złamany ząb. - Wyjaśniamy, jak do tego doszło -przyznaje policja.Wtorek, kilka minut przed północą. Przed dom przy ul. Bocianów w Siemianowicach Śląskich podjeżdża radiowóz. Umundurowani policjanci wbiegają do mieszkania na parterze i próbują skuć 31-letniego Przemysława Jaskółowskiego. Twierdzą, że nagi mężczyzna groził śmiercią matce swojej przyjaciółki. Zszokowana przyjaciółka próbuje im wytłumaczyć, że to jakieś nieporozumienie. Stróże prawa nie chcą jej jednak słuchać. W ruch idą pałki i gaz łzawiący. Po chwili obezwładniony Jaskółowski w asyście policji wychodzi na ulicę. Ma na sobie tylko kajdanki. Mieszkańcy sąsiednich domów z niedowierzaniem patrzą na gołego faceta prowadzonego do radiowozu.

Kilka minut później nagi 31-latek trafia na komendę w Siemianowicach i ląduje w izbie zatrzymań. Zamknięty w celi słabnie, a pogotowie zawozi go do szpitala. Po badaniu i zastrzyku wraca na komendę, po kilku godzinach znowu melduje się w szpitalu. W środę wieczorem policja wypuszcza go na wolność. Nie stawia mu żadnych zarzutów.

- Nie mieliśmy wystarczających dowodów, potwierdzających, że doszło do gróźb karalnych - przyznaje nadkomisarz Izabela Rom, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Siemianowicach Śląskich. Dodaje jednak, że śledztwo w tej sprawie ciągle trwa.

Jaskółowski wyszedł z komendy z rozciętą brodą, z sińcami na głowie,plecach i udach oraz z ułamanym zębem. Policyjny protokół jego zatrzymania potwierdza te obrażenia. - Wyjaśniamy, jak do nich doszło -mówi nadkomisarz Rom. Biegły sądowy, który zbadał 31-latka, nie ma jednak wątpliwości, że to efekt pobicia.

Wczoraj Jaskółowski złożył w sądzie zażalenie na zatrzymanie, w komendzie wojewódzkiej skargę na działanie policjantów, a w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przez nich przestępstwa. - Nie odpuszczę tego, co mi zrobili - zapowiada mężczyzna.

Katarzyna, przyjaciółka Jaskółowskiego, zapewnia, że nigdy nie groził jej mieszkającej piętro wyżej matce śmiercią. - Mamie nie podobało się,że Przemek przyjechał do mnie na noc i kazała się mu wynosić. Kiedy odmówił, zawiadomiła policję - mówi kobieta. Przyznaje, że jest zszokowana brutalnością stróżów prawa. - Myślałam, że takie rzeczy skończyły się wraz z upadkiem komuny - dodaje.

Profesor Zbigniew Hołda, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka,nie ma wątpliwości, że funkcjonariusze przekroczyli swoje uprawnienia.- Upokorzenie, naruszenie ciała i bezprawne pozbawienie wolności.Trudno się będzie policji z tego wytłumaczyć - mówi i przypomina, że działania policja mają być stanowcze i skuteczne. - Nie mogą być jednak brutalne - podkreśla prof. Hołda.

Nadkomisarz Rom zapowiada, że policja wyjaśni wszystkie okoliczności zatrzymania 31-latka, a w przypadku stwierdzenia uchybień ukarze winnych. - Jednak z tego co wiem, mężczyzna podczas akcji był bardzo agresywny - tłumaczy działania kolegów.
Jaskółowski dostał zwolnienie lekarskie na siedem dni.

Źródło: gazeta.pl

Artykuł w “Naszym Mieście” o pobiciu nastolatka z Gostynii - ciąg dalszy

środa, maj 21st, 2008

- Michał musi do końca życia przestrzegać surowej diety -mówi Bernadetta Golenia, mama Michała. Jest oburzona tym, że policjanci, którzy są podejrzani o pobicie nastolatka, wyszli z aresztu. Powodem była trudna sytuacja rodzinna mężczyzn. Jeden ma dwójkę małych dzieci, żona drugiego jest w ciąży.

- Mogli o tym myśleć, gdy katowali mi dziecko. Michał się boi. Jest kłębkiem nerwów - mówi pani Bernadetta. Nawet nie wie,jak wyglądają podejrzani policjanci. - Poproszę sąsiadów o czujność,ale nawet nie wiem, na co zwracać uwagę - podkreśla. Ma żal do sądu. -To skandal. Gdyby mojego syna pobili jacyś inni chuligani, to do wyroku nie wyszliby na wolność - irytuje się.

Źródło: www.naszemiasto.pl

Artykuł w “Naszym Mieście” o pobiciu nastolatka z Gostynii

środa, maj 21st, 2008

Do ośmiu lat więzienia grozi dwóm policjantom z Łazisk Górnych. Wczoraj zostali aresztowani na trzy miesiące. Są podejrzani o pobicie upośledzonego 17-latka - Michała Goleni. Chłopcu usunięto śledzionę. Przebywa w szpitalu.

Michał mieszka w Gostynii. Uczy się w specjalnym gimnazjum w Mikołowie. Na początku grudnia 2007r., w poniedziałek pojechał do kolegi do Łazisk Górnych. Chciał odpisać lekcje. Tego samego dnia do mieszkania zapukali policjanci. - Do brata przyszło dwóch policjantów w cywilu. Chcieli porozmawiać, coś ustalić- opowiada Edyta Bryk z Łazisk Górnych, siostra kolegi Michała. - Zobaczyli Michała i kazali mu się wylegitymować.Michał jest nieśmiały. Nie chciał się przedstawić. Był spokojny.Podałam jego nazwisko. Powiedziałam, gdzie mieszka. Mimo to policjanci kazali mu pójść ze sobą.

Kiedy po godzinie Michała wypuszczono z komisariatu, wrócił do kolegi. - Nie było mnie wtedy w domu. Ale siostra opowiadała, że wyglądał okropnie. Był zakrwawiony. Kulał na jedną nogę. Mówił, że go boli brzuch. Twierdził, że zrobili mu to policjanci. Brat odprowadził go na przystanek - kontynuuje Edyta.

Pani Bernadetta, mama 17-latka, gdy zobaczyła syna natychmiast zadzwoniła na policję. - Usłyszałam, że upośledzony chłopak to żaden świadek. Zabrałam syna do naszego lekarza. Potem do laryngologa.Okazało się, że ma złamany nos. Pojechał też do szkolnego psychologa. W środę rano zaczął wymiotować. Wezwałam pogotowie - relacjonuje Golenia.Chłopak trafił do Centralnego Szpitala Klinicznego w Katowicach. Był w złym stanie. Prześwietlenie wykazało, że ma wewnętrzny krwotok i pękniętą śledzionę. Trzeba było ją usunąć. Michał miał kilka transfuzji. Ma osłabioną odporność.

- Nie daruję. Mój syn jest grzeczny, dobrze ułożony i spokojny.Nigdy nie miał konfliktów z prawem. Dlaczego go zbili? Co on im przeszkadzał? - denerwuje się Bernadetta Golenia. O tym, co się stało zeznała na policji w Mikołowie. Przesłuchano też jej męża. Sprawę prowadziła do 17.12.2007r. tamtejsza prokuratura. Tego dnia zdecydowano, że dwaj policjanci: 26-letni sierżanci z 6- i 7-letnim stażem pracy zostaną aresztowani na trzy miesiące. Ostatnio pracowali w referacie przestępstw kryminalnych. Wobec obu insp. Zbigniew Stawarz, szef śląskiego garnizonu, wszczął postępowanie dyscyplinarne. Sprawę początkowo wyjaśniało biuro spraw wewnętrznych z Katowic. Zebrane informacje przekazano jednak do komendy głównej.

Policjantom grozi do 8 lat więzienia. Prokuratorzy zarzucają im przekroczenie uprawnień przez pobicie, którego skutkiem były ciężkie obrażenia ciała. Funkcjonariusze zaprzeczali zarzutom. Potwierdzili jedynie, że gdy Michał nie chciał podczas legitymowania podać swoich danych, został zabrany do komisariatu. Miało rzekomo chodzić o zweryfikowanie tożsamości. Tam, jak twierdzi Michał, policjanci brutalnie go pobili. Gdy po godzinie wyszedł z komisariatu, wrócił do domu kolegi w Łaziskach. O wszystkim mu opowiedział.

Nie wiadomo jeszcze jaka prokuratura przejmie sprawę rozpoczętą w Mikołowie. Tamtejsi śledczy poprosili przełożonych o wyłączenie. Chodzi o to, by uniknąć podejrzeń o stronniczość.

Źródło: www.naszemiasto.pl

Relacja w “Gazecie Krakowskiej”

środa, maj 21st, 2008

Policjanci pod stadionem Wisły sponiewierali mężczyznę z dzieckiem. Tydzień później spacyfikowali dyskotekę.
Sobota, 10 maja, restauracja “U Wiślaków” przy ul. Reymonta, obok stadionu Wisły Kraków. Kibice gromadzą się w słoneczne popołudnie. Do rozpoczęcia meczu pozostały jeszcze dwie, trzy godziny. Panuje ogólna radość ze zdobycia przez piłkarzy mistrzostwa kraju. Nastrój pikniku pryska, gdy pojawia się oddział policji. W internecie zamieszczony został film, nakręcony prawdopodobnie kamerą telefonu komórkowego, pokazujący brutalną akcję stróżów prawa.

Na filmie widać spokojnie stojącego młodego mężczyznę, do którego tuli się dziecko. Maluch jest przerażony, płacze, ale funkcjonariusze w ogóle się tym nie przejmują. Choć mężczyzna nie stawia oporu, szarpią go, a następnie - na oczach dziecka - brutalnie powalają na ziemię. Wygląda na to, że nieszczęśnik znalazł się po prostu w nieodpowiednim miejscu.

- Policjanci, zmobilizowani do ochrony porządku podczas meczu Wisły z Zagłębiem Sosnowiec, od początku szukali zaczepki - opisuje Bartek, świadek wydarzeń. - Po kolei wyciągali spokojnie siedzących w restauracji klientów, gonili ich do policyjnej nyski i spisywali. Jeśli ktoś próbował dyskutować, pytać o powód takiego działania, słyszał, że ma zamknąć mordę.

Kibice zebrali się przed restauracją “U Wiślaków”, by tam czekać na mecz. Jak wynika z relacji właściciela lokalu i innych świadków zdarzenia, tak brutalna interwencja policjantów nie miała żadnego uzasadnienia.

- To była ewidentna prowokacja policji - uważa Krystian Książek, dyrektor spółki, do której należy restauracja “U Wiślaków”. - Zawsze przed meczem zbierają się tu kibice i nigdy nic złego się nie dzieje. Wtedy też było spokojnie. Żadnej awantury. Kibiców sprowokowała dopiero informacja o tym, że policja zagazowała mężczyznę z dzieckiem - opowiada.

Co na to policja? - Prześlę materiały do Komendy Miejskiej - powiedział nam rzecznik Dariusz Nowak, któremu pokazaliśmy film zamieszczony w internecie. - Jutro będę się mógł ustosunkować do sprawy.

W ostatnim czasie to nie jedyny przypadek brutalności funkcjonariuszy. Do kolejnej brutalnej interwencji policji doszło tydzień później w krakowskim klubie “Kameleon” przy ul. Zabłocie 22. Funkcjonariusze spacyfikowali wszystkie bawiące się w dyskotece osoby.

- Siedzieliśmy ze znajomymi w loży, kiedy nagle usłyszeliśmy strzały - opowiada Marcin, częsty bywalec klubu. - Policja najpierw użyła pocisków hukowych, a potem kazała wszystkim paść na ziemię. Najbardziej przerażone były dziewczyny, siłą odrywane od swoich chłopaków. - Policjanci wyrzucali nas na zewnątrz - opowiada Wiktoria. - Nie pozwolili wziąć nawet rzeczy z szatni.

Kompletny tumult, panika, przerażenie - tak atmosferę w klubie opisuje Jacek Szostek, właściciel “Kameleona”. Jest zbulwersowany, bo do dziś nikt z policji nie wytłumaczył mu, dlaczego akurat jego lokal był przeszukiwany.

- Około godz. 2.30 w nocy do dyskoteki wpadli antyterroryści z karabinami - opowiada. - Położyli wszystkich plackiem na podłodze. Ludzie leżeli tak przez trzy godziny. Jeśli ktoś skarżył się, że mu niewygodnie, dostawał kolbą w plecy.

Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji, wyjaśnia, że akcja w klubie “Kameleon” była skierowana przeciwko handlarzom narkotyków. - Przeprowadziliśmy ją w momencie, kiedy wiadomo było, że w dyskotece są ludzie uzbrojeni w niebezpieczne narzędzia - twierdzi. - Chodziło o to, aby ludzie posiadający narkotyki nie mogli ich od siebie odrzucić ani ich ukryć. Położenie części osób na podłodze dawało policjantom gwarancję bezpieczeństwa oraz pozwoliło na zabezpieczenie dowodów przestępstwa - dodaje.

Te argumenty nie przekonują Marcina. - Wystarczyło wpuścić policjantów po cywilu i wyprowadzić podejrzanych, a nie kłaść na ziemię 500 osób - podkreśla.

“Polska - Gazeta Krakowska” zwraca się z prośbą do komendanta krakowskiej policji o wytłumaczenie brutalnych policyjnych interwencji.

Źródło: Gazeta Krakowska

Zapis wideo z derbów Trójmiasta

środa, maj 21st, 2008

Materiał pochodzi z policyjnej taśmy szkoleniowej, nielegalnie odkupionej przez kibiców.

Krótki opis wydarzeń

środa, maj 21st, 2008

Stadion trzecioligowej Arki Gdynia, mecz z Lechią Gdańsk. Kibice przeskakują przez ogrodzenie, zaczyna się bitwa. Policjanci ostrzeliwują kibiców gumowymi kulami. Miesiąc później do TVN trafia godzinna policyjna kaseta z zarejestrowanym dla celów szkoleniowych meczem. Scena pierwsza. Policjanci na dworcu czekają na kibiców. Policjanci podbiegają do pociągu, walą pałkami w okna, krzyczą: Raus, kurwy, sznela! Kibice wychodzą, policjanci szarpią każdego, co drugi dostaje pałką, słychać szczekanie psów.

Scena druga: policja pałuje kibiców w barze Pod Wiatą.

Scena trzecia: policjanci biją 15-letniego chłopca, zdejmują z głowy czapkę, śmieją się, pozują do kamery.

Przeciwko 18 policjantom wszczęto postępowanie dyscyplinarne, pięciu zawieszono.

Maria Kaźmierczak, zastępca naczelnika wydziału prewencji KW w Gdańsku, prowadziła postępowania wobec zawieszonych i zwolnionych ze służby policjantów. – Popełnili ewidentne błędy, ale mieli żal, że telewizja pokazała tylko wybrane fragmenty z całej kasety, nie pokazała całej, potwornej agresji kibiców. Oni nie wytrzymali napięcia, coś w nich pękło, popełnili błędy.

W Komendzie Głównej niechętnie komentuje się tamte wydarzenia.

Fragment artykułu “Zamoza” Ewy Winnickiej. Polityka 41/1999.

List marszałka Województwa Małopolskiego do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Kielcach

środa, maj 21st, 2008

Niedzielne burdy i strzelanina na meczu III ligi Pogoń Staszów - Cracovia nadal bulwersują opinię publiczną. Marszałek województwa małopolskiego Janusz Sepioł wystosował list do komendanta wojewódzkiego policji w Kielcach, młodszego inspektora Arkadiusza Pawełczyka. W liście tym czytamy m.in.:

Jako reprezentant wojewódzkiego samorządu, którego ustawowym zadaniem jest m.in. troska o bezpieczeństwo publiczne mieszkańców regionu, nie mogę pozostać obojętny wobec wydarzeń, które miały miejsce w Staszowie (…). Materiały filmowe dokumentujące zajścia w Staszowie mogą budzić wątpliwości, co do zasadności i prawidłowości interwencji Policji. Zastrzeżenia zgłosił również Zarząd MKS Cracovia. Zaistniała sytuacja tym bardziej wymaga wyjaśnienia, że w wyniku działania Policji ucierpieli mieszkańcy Małopolski - zwykli kibice, jak się wydaje nie mający nic wspólnego z chuligańskimi wybrykami (…). Nie wątpię, że Pan Komendant dołoży wszelkich starań, by pilnie i szczególnie wnikliwie wyjaśnić przebieg wypadków na stadionie Pogoni Staszów. Mam nadzieję, że ponad wszelką wątpliwość zostanie wyjaśniona kwestia winy odpowiedzialnych za zajścia (…). Chciałbym również zostać poinformowanym, czy zasadne było korzystanie, w tej konkretnej sytuacji, z tak poważnych środków przymusu bezpośredniego, jak broń gładkolufowa oraz czy zostały zachowane wszystkie przewidziane prawem procedury poprzedzające jej użycie.

Przedstawiciele zarządu MKS Cracovia SSA są nadal przekonani, że policja nie musiała stosować tak drastycznych środków. - Mamy film z zajść, widać na nim, że funkcjonariusze strzelają kulami gumowymi bez ostrzeżenia - mówi wiceprezes MKS Cracovia SSA Krzysztof Szostak. - Kilkanaście osób odniosło rany. Wiemy, że zgłaszają się na pogotowie, celem wykonania obdukcji. Mają być skierowane sprawy do sądu.

Źródło www.malopolskie.pl