W komisariatach policjanci znęcają się nad kibicami

Na początku było spokojnie, ale jak jakaś grupka zaczęła śpiewać, to policjanci wpadli na nas. Dostałam pałką, a kilku dosłownie przebiegło po mnie. “Na ziemię, kur…!”, krzyczeli - opowiada wciąż roztrzęsiona Agnieszka, 20-letnia studentka polonistyki. “Kopali nas i bili po twarzach, rzucali bluzgi. Mówili, że wreszcie się do nas dobrali” - dodaje 23-letni Kamil, też student, relacjonując już sceny z komisariatu. Oboje znaleźli się w grupie kibiców zatrzymanych w ubiegły wtorek przez policję po meczu Legii z Polonią – czytamy w dzisiejszym wydaniu dziennika “Polska The Times”.
Redakcja dziennika zapewnia, że ma kilkanaście innych relacji o biciu w komisariatach kluczami po jądrach i pałkami po całym ciele, zmuszaniu do robienia pompek i przysiadów nago, pozbawiania snu, picia i jedzenia.

Potwierdzają to wypowiedzi funkcjonariuszy policji, do których dotarli dziennikarze. “Szef powiedział mi wprost: masz wszystkich zmusić, by podpisali przyznanie się do winy. Więc wciskałem tym dzieciakom kit, że je zamkniemy, jeśli nie podpiszą oświadczenia. Gdy nie skutkowało, to koledzy z kryminalnego brali delikwenta do siebie i tam bicie było” - mówi wywiadowca z jednej z komend w Warszawie.

Policja nazwała wtorkową akcję: Ostateczne rozwiązanie kwestii kibiców Legii. Jej efekty są dwa. Pierwszy, nagłośniony przez resort - nomen omen - siłowy, to komunikat, że 235 osób przyznało się do udziału w nielegalnym zgromadzeniu i zgodziło na dobrowolne poddanie się karze.

O drugim efekcie będzie głośno dziś, gdy 400 spośród 752 zatrzymanych kibiców złoży do prokuratury zażalenia na brutalne traktowanie przez policję.

Kibice oskarżają policję o bicie, poniżanie i szykany

Setki zatrzymanych we wtorek kibiców Legii, wśród których są studenci, zawodowi kierowcy, budowlańcy, a nawet prawnicy, poddano w stołecznych komisariatach szykanom, presji psychicznej. Niektórych bito.

Wszystko po to, by zmusić ich do przyznania się do winy, że brali udział w nielegalnym zgromadzeniu. Według policji, miał nim być przemarsz kibiców w stronę stadionu Legii. “Jutro przejrzymy jeszcze raz wszystkie dowody nadużyć policji i zastanowimy się, jak dalej działać” - mówi prawnik Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa Andrzej Pleszkun.

Przyznaje, że dowodów na to, że policja łamała prawo, ma już sporo. Jest wśród nich ponad 20 zaświadczeń lekarskich dostarczonych przez kibiców, którzy po wypuszczeniu przez policję zgłosili się na obdukcję. “Te zaświadczenia dotyczą obrażeń poważnych, obtłuczeń utrzymujących się powyżej siedmiu dni” - mówi Pleszkun.

Kolejnym dowodem, który może świadczyć przeciwko policji, są filmy zrobione podczas akcji przez kibiców, które są w posiadaniu także redakcji. “Policja ma swój zapis, ale i my mamy nagrania tego, jak oni postępowali” - mówi prawnik. “Zresztą policjanci bardzo się starali, żeby te filmy nie przetrwały, bo zatrzymanym zabierali telefony, z których kasowali zdjęcia i filmy. Bardzo możliwe, że złożymy do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa” - zapowiada Pleszkun.

Kamil, 23-letni student, był przesłuchiwany w Pruszkowie. “Policjanci mówili, że wreszcie się na nas wyżyją. Na pruszkowską komendę trafiłem prosto spod stadionu, razem z 30 innymi osobami. Na miejscu byliśmy ok. 3 w nocy. Zamknęli nas w czymś w rodzaju świetlicy. Siedzieliśmy tam skuci, bez picia. Nie można było nawet pójść do kibla. A policjanci łazili między nami i kopali, bili ludzi po twarzach, rzucali bluzgi. Mówili, że wreszcie się do nas dobrali. Przesłuchania zaczęły się po południu. Brali nas po trzech, czterech na górę, do małego pokoju, w którym siedziało sześciu albo ośmiu policjantów. Kazali nam się rozbierać do naga, położyć na podłodze twarzą do ziemi i wyciągnąć ręce. Nałożyli kajdanki i wtedy się zaczęło… Najpierw zaczęli mnie kopać. Potem poczułem, jak jeden staje mi na plecach, a potem przeskakuje na chłopaków leżących obok. Po nim robili to pozostali. Jeden z policjantów mówił, że mamy wybór: jak się przyznamy i podpiszemy, to za chwilę będziemy mogli wyjść do domu. A jak się nie przyznamy, to trafimy na Białołękę [jest tam więzienie – Polska.]” - wspomina.

Wojciech Braun, lat 45, kierowca busa, najpierw trafił do komendy przy ul. Grenadierów, a potem do aresztu na ul. Umińskiego. “Wraz z czterema innymi osobami władowano mnie do forda transita straży miejskiej” - opowiada. “Spędziliśmy tam godzinę, plując i łzawiąc z opuchniętych oczu - w aucie było pełno gazu łzawiącego. W komendzie na Grenadierów byliśmy bici i kopani. Skuli mnie z innym mężczyzną. Gdy chciałem iść do ubikacji, usłyszałem: Sraj w gacie! Dopiero w areszcie na Umińskiego, gdzie trafiliśmy ok. 2 w nocy, pozwolono nam się obmyć i zasnąć. Następnego dnia znów przewieziono nas na Grenadierów. Policjanci w cywilu kopali nas, bili i ubliżali nam. Jeden specjalnie upuszczał mi klucze na jajka. Podsunęli papier do podpisania: Przyznaj się – usłyszałem. Odmówiłem. Powiedzieli, że jak jeszcze 24 posiedzę, to zmięknę. Dopiero o godz. 14.30, po dwóch dniach, wyszedłem. Przed wypuszczeniem jeszcze gliniarz zerwał ze mnie koszulkę i czapkę z logo Legii, bo “ten znak nawołuje do aktów przemocy”, i kazał w samych slipach do domu wracać.”

Agnieszka ma lat 20 i studiuje polonistykę. Była przesłuchiwana w Otwocku. Narzeka, że gaz wciąż ma za paznokciami i we włosach. “Szłam na mecz z chłopakiem i grupą znajomych. Policjanci powiedzieli, że nas spiszą i puszczą do domów” - opowiada dziewczyna. “Na początku było spokojnie, ale jak jakaś grupka zaczęła śpiewać, to policjanci wpadli na nas. Dostałam pałką, a kilku policjantów dosłownie przebiegło po mnie. “Na ziemię, kurwy!” - krzyczeli. Potem pamiętam tylko gaz i pieczenie oczu. Zabrali naszą kilkuosobową grupę do Otwocka. Wyzywali nas od najgorszych i szarpali. Nie podpisałam przyznania się do udziału w nielegalnym zbiegowisku. Do domu wróciłam o godz. 22 następnego dnia.”

Pawła z Ożarowa, studenta technologii żywności w SGGW, przesłuchiwano w komisariacie przy ul. Raginisa. “Staliśmy w kolejce po bilety na mecz. Policjanci zmusili nas do zejścia na Podzamcze. Tam bili i gazowali wszystkich - i kobiety, i inne spokojnie stojące osoby. Zabrali mnie na Bemowo. Policjant kazał zdjąć mi spodenki i majtki. Musiałem nago robić przysiady. Wyzywał mnie od spaślaków. Każdy, który wszedł na przesłuchanie, dostawał otwartą dłonią w twarz, zanim jeszcze cokolwiek powiedział. Na krześle stawiali pałkę na sztorc i kazali mi na niej siadać. Podpisałem oświadczenie, bo jeden policjant powiedział, że za godzinę może mnie tu już nie być. A tak trafię na trzy miesiące do aresztu.”

To, że zeznania były od zatrzymanych wymuszane, potwierdzają nawet policjanci. “Sama nie wiedziałam, jak się zachować” - opowiada policjantka spod Warszawy. “Komendant powiedział, że przywożą kiboli po zamieszkach, a do mnie na przesłuchania trafiły jakieś spokojne dzieci. Nie potrafiłam zmusić ich do podpisania tych oświadczeń. Ale zarzuty i tak prokurator kazał postawić.” Podobną relację złożył dziennikarzom “Polska The Times” policjant z komisariatu w prawobrzeżnej Warszawie. Przyznał, że jego koledzy po fachu bili tych, którzy nie chcieli przyznać się do udziału w nielegalnym zgromadzeniu.

“Sprawdzimy rzetelnie każde zażalenie, ale mija tydzień, a nic do nas nie wpłynęło. To dowód, że cała operacja została przeprowadzona profesjonalnie” - ocenia Marcin Szyndler, rzecznik komendanta stołecznego. I dodaje, że za kilka dni Stowarzyszenie Kibiców Legii samo przeprosi za swoje zarzuty. Według niego przy kibicach znaleziono kastety, bokserskie ochraniacze na zęby, a nawet widelec.

Oskarżeniom formułowanym przez kibiców Legii zamierza się przyjrzeć prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Według niego to samo od początku powinna robić prokuratura. Jak ocenia, ta akcja pokazała, że polska policja wciąż nie jest przygotowana do walki z kibolami. “Przesłuchanie i przygotowanie zarzutów ponad 700-osobowej grupie ludzi przerosło warszawskich policjantów. A jak policja jest bezradna, to staje się brutalna. Tak samo jak z burdami na stadionach trzeba skończyć z tym, że policja zatrzymanych bije, a prokurator udaje, że tego nie widzi” - mówi profesor.

Źródło: Polska Times



6 komentarzy do artykułu “W komisariatach policjanci znęcają się nad kibicami”

  1. Dinth Says:

    Pozwole sobie zasugerować kibicom Legii a także wszystkim innym poszkodowanym 2 września w Warszawie, aby oprócz zwyczajnych odwołań, zażaleń, zawiadomień oraz listów do Helsinskiej Fundacji Praw Człowieka zgłaszali także sprawe do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, al. Solidarnosci 77, 00-090 Warszawa, który to Rzecznik już kilka razy osobiście chciał się zainteresować gnębieniem kibiców przez policje, jednak w poprzednich przypadkach oficjalnie nikt nie wnosił zawiadomień o popełnieniu przez Policje przestępstwa, ani nie chciał zeznawać przeciwko policji (powody znacie napewno, albo się domyślacie). Jednak skoro Wy już wstąpiliście z Policją na sądową ścieżke - piszecie zażalenia na różne aspekty działań policji, a także być może Wasze Stowarzyszenie zgłosi popełnienie przestępstwa przez Policje, to ładujcie do RPO (Rzecznika Praw Obywatelskich) maile, listy, wysyłajcie wszelkie materiały jakie macie w tej sprawie i piszcie własnymi słowami jak najwięcej o zdarzeniach. Im więcej z Was to zrobi tym dla Was lepiej !!!

    Można także napisać do Rzecznika przez formularz internetowy pod adresem http://www.rpo.gov.pl/wniosek/index.php?jezyk=0&poz=1 ! To nie trwa długo i jest proste, a wiec niech każdy z Was to wyśle !!

  2. Dinth Says:

    W monografiach obu pierwszoligowych krakowskich klubow, a takze niezaleznych publikacjach zapisaly sie szczegolowo (nielegalne - organizacja ich mogla sie wtedy skonczyc nawet kara smierci) derby z 17 października 1943 roku, na ktorych doszlo do bardzo poważnych i licznych burd chuliganow stadionowych.

    Jak napisal sędzia Tadeusz Mitusiński w oficjalnym sprawozdaniu z meczu “Sędzia został narażony na kalectwo, a nawet śmierć, z rąk szowinistycznego, pijackiego motłochu”. Pobito piłkarzy. Burdy przeniosły się spod stadionu przez cały Kraków aż na Rynek Podgórski. Przy okazji bicia się miedzy sobą bito również funkcjonariuszy policji, SS oraz Gestapo.

    Ogólnie mówiąc afera na całego przy okazji nielegalnego meczu w czasie najgorętszej okupacji. Mimo wszystko jednak, mimo że tłumieniem burd zajmowało się osobiście Gestapo (jako że sprawa miała charakter polityczny - władze okupacyjne zabroniły rozgrywania meczów piłki nożnej pomiędzy polakami) to jak szczegółowo opisują źródła Gestapo traktowało zatrzymanych kibiców dużo lepiej niż obecnie potraktowała ich policja, a także sam przebieg zatrzymań był wtedy dużo łagodniejszy.

    Ot, taka mała ciekawostka :)

  3. Dinth Says:

    Wiadomo coś o sprawie?

  4. Oko Says:

    Tak tak a sen się skończył. Takich bzdur to nigdzie nie słyszałem, a nawet jeśli kilka przykładów zdarzyło się naprawdę to bardzo dobrze. Podludzi do piachu!!

  5. Marg Says:

    Zawsze zastanawiam się skąd takie ulungi się tam biorą… Skoro lubisz dziewczynko siedzieć z 300 kibicami krzyczącymi ku…a ch…u itd. to masz niezdrowo pod sufitem a później się dziwi taka że wpier…l dostała. A ja przyznaje jedno nie chce zeby policja za moje pieniądze obstawiała czyjś prywatny interes. niech się bydło po wyżyna.

  6. Dinth Says:

    @ “A ja przyznaje jedno nie chce zeby policja za moje pieniądze obstawiała czyjś prywatny interes”

    Podejżewam że kibuce też nie chcą :)

    @Oko, Marg: Troche kultury prosze, szczególnie że była tam też kobieta!

Napisz komentarz